Wegańskie pasje Pawła Ochmana

Bloger kulinarny, znany wszystkim jako Weganon, opowiedział nam o narodzinach jego wegańskiej pasji. Poznajmy Pawła Ochmana, od kuchni.

Jak wyglądały Twoje początki weganizmu, opowiesz nam o tym?

Kiedy miałem 15 lat przestałem jeść mięso. Rok byłem na diecie laktoowowegetariańskiej i 2 lata na owowegetariańskiej. Po 3 latach przyszedł czas na weganizm. W 1989 roku był czas zmian w Polsce. Ja potrzebowałem roku by zrewolucjonizować swoje poglądy nt. żywienia, hodowli i skąd tak naprawdę pojawia się mięso na moim stole. Początki były bardzo trudne. Nie było sklepów oferujących produkty wegańskie, nie było restauracji, barów. Miałem 4 znajomych wegetarian i 1 koleżankę wegankę. Wspieraliśmy się i to nam pomogło przetrwać ten trudny okres.

Co się zmieniło w Twoim życiu?

Zmieniło się dużo, chociażby w kontekście gotowania. Nie umiałem nic zrobić. Przejście na dietę bez produktów odzwierzęcych otworzyło mi drogę do osiągnięć kulinarnych. Nie zrobiłbym tego wszystkiego bez pomocy mamy. To ona mi pomogła na początku, dała olbrzymie wsparcie i zachęciła do eksperymentów kulinarnych.

Czy tak narodziła się Twoja pasja?

Konieczność zrobienia czegoś do przysłowiowych ziemniaków i surówki uwolniła wenę twórczą. Łączenie smaków, tekstur, składników dało początek wielkiej pasji. Pamiętam swoje pierwsze kotlety z selera i soczewicy czy banicę nadziewaną pieczoną marchwią, cebulą i czerwoną fasolą. Zadziwiła wielu znajomych i pokazała, że weganizm to nie nudne i mało ciekawie wyglądające dania.

Wyobrażam sobie, że Twoje życie codzienne jest barwne, pełne smaków, zapachów i ludzi wokół. Jak wyglądają u Ciebie święta, imprezy rodzinne – łączysz ludzi przy stole?

Kuchnia stałą się kartą przetargową w “przeciąganiu” znajomych na weganizm i wegetarianizm. Tą metodą pokazywałem, że można jeść smacznie, kolorowo, tanio. Okazało się, że Boże Narodzenie może funkcjonować bez karpia, a Wielkanoc bez białej kiełbasy. Udało mi się również i te smaki podrobić. Glony nori idealnie nadają rybnego smaku. Wystarczy zmieszać fasolę, pieczoną marchew, zioła i nori. Ulepić małe klopsiki i zalać je esencjonalnym bulionem warzywnym z agarem i mamy “rybę w galarecie”. Biała kiełbasa też nie jest problemem. Przepis znajduje się na blogu, tak jak i wiele innych w wydaniu świątecznym.

Czy udało Ci się kogoś tą metodą przekonać?

Organizując pokazy kulinarne czy warsztaty, widzę jakie zainteresowanie wzbudza ta kuchnia. Okazuje się np., że zrobienie pysznych ciast nie wymaga jajek, mleka, masła. Można przygotować wspaniałe pasztety, które potrafią przekonać zatwardziałych mięsożerców. Podstawą są przyprawy. To one często nadają daniu wspaniałego smaku. Czasem udaje mi się przekonać kogoś za pomocą ogólnodostępnych filmów ukazujących w jakich warunkach prowadzone są hodowle. Gdzie zwierzęta nie żyją, a wegetują w olbrzymim stresie, od urodzenia do samej śmierci. Taki przemysł jest często pozbawiony wszelkich humanitarnych odruchów. Zwierzę=produkt a nie żywa istota. Mi udało się przekonać ponad dwadzieścia osób, które przekonały następne itd. Grunt, to pokazać, że życie bez produktów pochodzenia zwierzęcego jest możliwe. Nie odnosi się to tylko do sfery pokarmu, ale również ubrań czy kosmetyków.

Czy masz ulubiony film albo książkę, które mógłbyś polecić naszym Czytelnikom?

Jeżeli chodzi o film to ewidentnie Cowspiracy. Ten film zrobił na mnie olbrzymie wrażenie, tak jak na moich znajomych. Jeżeli chodzi o książki, to nie mam. Przechodziłem na weganizm w czasach, w których o takich lekturach można było pomarzyć. Dziś nie potrzebuję już takiej edukacji, bo sam przez tyle lat doświadczyłem tego, co można w nich teraz przeczytać.

Wspominałeś kilkakroć że weganizm jest tani i prosty. Jednak nie każdemu z nas przychodzi to łatwo. Co polecisz osobom, dla których gotowanie nie jest pasją albo nie mają czasu na jej rozwijanie? Jak sobie radzić?

W obecnym czasie jest o wiele łatwiej niż jeszcze kilka lat temu. Mamy szereg produktów o charakterze wegańskim nawet w osiedlowych sklepach czy hipermarketach. Coraz więcej jest restauracji i barów ułatwiających życie. Mamy dużo blogów kulinarnych, które krok po kroku opisują jak wykonać proste, pełnowartościowe dania w kilka minut. Teraz przyszłemu weganinowi/gance jest zdecydowanie łatwiej. Nie potrzeba mieć nadzwyczajnych umiejętności kulinarnych. Wystarczy dobry blender ręczny i można miksować, siekać i otrzymywać wiele smacznych potraw.

Wyjdźmy na chwilę z kuchni i zmieńmy temat – jak wygląda dla Ciebie ludzka strona weganizmu?

Rezygnując z produktów pochodzenia zwierzęcego nabiera się przekonania o uratowanym kolejnym zwierzęciu. Daje to poczucie spełnienia w założeniach, które sobie obraliśmy przechodząc na taki styl życia. Weganie bardzo często mają zwiększoną świadomość tego, co jedzą. Oglądamy każdy produkt w poszukiwaniu składników odzwierzęcych, jednocześnie patrząc, czy nie zawierają niepotrzebnych składników. Świadomość dotyczy również sfery ekologii. Doskonale wiemy, że dla hodowli zwierzęcej potrzebne są większe obszary użytkowe, co za tym idzie – zwiększona degradacja środowiska. Środowiska w którym żyjemy na co dzień. Dla mnie ludzkie oblicze weganizmu, to empatia w całej okazałości. To przeciwstawienie się wykluczeniu ze względu na gatunek.

Coś, co zwierzęta mają naturalnie, a ludzie muszą do tego dojrzeć?

Dokładnie.

Zostając w temacie – jak oceniasz polskie środowisko wegańskie? Co, Twoim zdaniem, jest nam jeszcze potrzebne?

Cieszy mnie bardzo, że jest coraz więcej organizacji wspierających weganizm. Więcej firm oferujących produkty roślinne. Powstają nowe bary i restauracje. Weganizm staje się czymś powszechnym i, co najważniejsze, normalnym. Nie wzbudza już takich kontrowersji jak kilka lat temu. Mamy wielu dietetyków. Potrzebna jest edukacja na poziomie wczesnoszkolnym, więcej programów telewizyjnych i audycji radiowych pokazujących, że weganizm to nie wynaturzenie a normalny styl życia.

Może to jest właśnie metoda na ułatwienie ludziom zmiany. Szukam takiej, która pozwoliła by złagodzić szok wiążący się ze zdaniem sobie sprawy, jak się żyło do tej pory. Może zamiast go łagodzić, można go uniknąć? Dzieci są empatyczne i naturalnie zrozumieją weganizm.

Weganizm u wielu jest tak silny, że postanawiają go całkowicie “udomowić”. Przykładem jest moja kuzynka, która urodziła dwóch synów, a będąc w ciąży – nie jedząc produktów odzwierzęcych. Synowie od urodzenia są również weganami. Teraz mają po kilkanaście lat i jest dla nich czymś naturalnym spożywanie produktów roślinnych.

Jakie masz plany na przyszłość? Jakie jest Twoje największe marzenie?

Na pewno wytrwać do końca życia w weganizmie. Wydać książkę o wegańskich deserach, która jest już prawie na ukończeniu. Przeprowadzać więcej warsztatów kulinarnych, które dają mi możliwość pokazania, że potrawy kuchni roślinnej są alternatywą i, co ważne, smaczną i zdrową.

Gdzie można Ciebie spotkać?

Cyklicznie przeprowadzam warsztaty w restauracji Totomato w Warszawie. Wszystkie aktualne wydarzenia są odnotowywane na blogu i FB.

Czekamy z niecierpliwością na książkę i życzymy samych sukcesów w realizacji celów, dziękuję za rozmowę.

rozmawiała Ilona Pluta, Polskie Stowarzyszenie Wegańskie