Wegańskie pasje Moniki Skalak

Monika Skalak, właścicielka wegańskiej marki Such a Sucz, założycielka ruchu 269 w Polsce, joginka i fanka surowej kuchni oraz tatuaży, będzie naszym gościem na najbliższej Weganogarni w Krakowie – 24.10.2015. Zapraszamy do przeczytania krótkiego wywiadu.

Monika-zdjęcie1

Od kiedy jesteś weganką?

Jestem weganką prawie dwa lata – wg mnie to bardzo krótko i żałuję, że nie wydarzyło się to wcześniej. Wcześniej byłam wegetarianką.

Co spowodowało przejście na weganizm?

Na weganizm przeszłam dzięki wsparciu mojego narzeczonego, który jest od 21 lat weganinem, ale potężną iskrą była działalność grupy 269.

Jakie były pierwsze trudności?

Pierwsze trudności? Hah… jedyną trudnością były słodycze sklepowe. Jestem uzależniona od słodkości, a tu nagle okazuje się, że 99% sklepowych ciastek, czekolad, wafelków, batoników jest oczywiście na mleku krowim. Nutella odpadła bezpowrotnie. Plusem jest, że była to zmiana na lepsze. Schudłam i pierwszy raz w życiu po niecałym roku bycia weganką poziom cukru we krwi wyszedł mi w badaniach prawidłowo. Wcześniej zawsze był zbyt wysoki. I ciemna czekolada ma więcej magnezu 😉 Jem mniej, za to lepszej jakości. Nauczyłam się też , że można faktycznie zastąpić słodycze sklepowe owocami np. daktylami. 2 daktyle i następuje błogie przesłodzenie 😉

Dla większości osób problemem może być ser. Żółtego nigdy nie lubiłam, za wyjątkiem rozpuszczonego, ciepłego na pizzy czy lasagne. Ale jest w Polsce Violife, który jest równie dobry i nie jest droższy od krowiego.

Problem pojawia się, gdy jem na mieście, ale biorę pizzę bez sera i żyję. Nie jadam pizzy zbyt często, żeby uważać to za wyrzeczenie. Do domu zamawiam bez sera z zamiarem dołożenia violife, o czym zazwyczaj zapominamy, bo pizza jest przeważnie pyszna. I mniej kaloryczna.

Co się zmieniło w Twoim życiu po przejściu na weganizm?

Życie! Całe życie się zmieniło. Na lepiej. Na świadomiej.

Zaczęłam doceniać jedzenie, jego mniejsza dostępność spowodowała większą celebrację posiłków. Radość z każdego nowego miejsca, gdzie można wegańsko zjeść i każdego nowo odnalezionego wegańskiego produktu. Zupełnie jak w czasach kiedy byliśmy dziećmi, a w sklepach było niewiele na półkach. Każda nowa rzecz, lub prezent przywieziony ‘z zagranicy’ cieszył bezgranicznie. Nawet jeśli była to guma do żucia – pamiętam jak wtedy wszystko smakowało lepiej, jak miło było się tym dzielić z siostrą lub przyjacielem. Takie same emocje powracają po przejściu na weganizm – celebracja, radość z małych rzeczy, chęć dzielenia się z bliskimi, którzy cieszą się z tobą w równym stopniu. To zbliża.

Zaczęłam pić mleko (śmiech) i nareszcie odkryłam, że jest pyszne. Kocham zwłaszcza owsiane. I waniliowe sojowe. Migdałowe, gryczane, kukurydziane, kokosowe… Za każdym razem mogę kupić inne. Wcześniej nie wiedziałam o ich istnieniu! Jaka strata!

Odkryłam nowe przyprawy, nowe potrawy, nowe możliwości kulinarne. Rozwinęłam się w kuchni i odkryłam RAW.

Oprócz zmian w żywieniu na zdrowsze i większą świadomość tego, co kryje się w składzie przetworzonego jedzenia (wiadomo – poznasz weganina po tym, że sprawdza skład na każdym opakowaniu ;)) zyskałam większą świadomość ekologiczną. Zaczęłam bardziej dbać o zmniejszenie zużycia wody, energii, szukać bardziej wydajnych i przyjaznych środowisku rozwiązań w życiu codziennym. Temat rzeka. Meritum to bardziej świadome wybory i rozwój.

Zmianą była też chęć do działania i przekazania innym, najlepiej całemu światu, wszystkich tych rzeczy, których się nauczyłam i dowiedziałam. Najlepiej już, teraz, szybko, co oczywiście jest najbardziej frustrującą częścią wegańskiego aktywizmu. Bo czemu ludzie nie chcą zobaczyć? Czemu choć widzą nie chcą uwierzyć? Czemu jak już wierzą nie chcą zmienić swoich przyzwyczajeń? Frustracja zagościła w moim życiu na stałe 😉 a cierpliwość muszę ćwiczyć na jodze. (śmiech)

Dzięki weganizmowi zajęłam się 269life w Polsce, co zmieniło życie moje i moich bliskich na zawsze. Teraz mają ekoterrorystkę przy boku. (śmiech) A tak poważnie, to działalność dla 269 daje satysfakcję i siłę. Życie na krawędzi. (śmiech)

Monika-zdjęcie2

W jaki najlepszy, Twoim zdaniem, sposób przekonać kogoś do przejścia na weganizm?
Najlepszy sposób aby przekonać kogoś, żeby zobaczył, zrozumiał i chciał się zmienić? Nie ma uniwersalnego… niestety. Wg mnie najlepszy to taki, który na mnie zadziałał – czyli pokazywanie prawdy.

Czyli hardkorowo?

Tak.

Pokazywanie za co się płaci własnym portfelem kupując konkretne ‘produkty’ będące nie rzeczą, a żywą czującą istotą lub pochodzące z wyzysku tych bezbronnych stworzeń do cna. Jeśli ktoś obejrzy film jak odbierają krowie dziecko i zobaczy rozpacz matki, jej łzy i krzyk – i jest w stanie zapomnieć i dalej jeść ser czy jogurt – to co może jeszcze zadziałać…

A nie boisz się, że to odrzuca ludzi od weganizmu i wyrabia opinię “oszołomów” weganom?

Odrzucić może to, co widzą. Jasne, udowodnione jest tzw. wyparcie, próba tłumaczenia sobie, że tak nie jest, że to się nie dzieje. Nikt nie chce myśleć o sobie jako złym człowieku. A tym bardziej, że te rzeczy dzieją się dzięki niemu. Wierzę, że raz zobaczony traumatyczny obraz zostaje z tyłu głowy, nie przejdzie bokiem. Powróci po pierwszej fali złości i wyparcia. U mnie tak było – ale zdaję sobie sprawę, że nie na każdego to podziała.

Dlatego uważam, że każdy aktywista ma swoją pracę do wykonania. Jesteśmy różni, lubimy różne rzeczy, mamy zróżnicowane charaktery, kierujemy się innymi wzorcami, kreujemy sobie inne cele i posiadamy odmienne priorytety. Dlatego jedna forma przekazu będzie odpowiednia dla mnie, a inna dla np. mojej przyjaciółki czy sąsiada. Każdy z nas powinien pokazywać tę drogę, która do niego trafia i którą rozumie. Tylko wtedy można być w czymś dobrym.

Dlatego uważam, że każda organizacja i jej działalność jest bardzo potrzebna, ważna i uzupełnia działania pozostałych. Wiedząc, że nie do wszystkich trafia mocna prawda, staram się działać na różnych płaszczyznach.

Prowadzę grupę z przepisami. Pracuję nad książką o RAW. Staram się być aktywna i zachęcać ludzi do zamiany produktów odzwierzęcych na roślinne pokazując jak to robić i pokazując, że się da. I że to jest prostsze niż często myślą. Czyli pozytywnie, dobrym jedzeniem, ładnymi zdjęciami… szybkim przepisem… Często też zapraszamy znajomych do domu na wspólne gotowanie lub zabieramy nasze jedzenie na imprezy u innych. Przez żołądek do serca. (śmiech)

Ale myślę, że to jest bardziej forma pokazania, że my nie jemy tylko trawy, a nasze menu nie ma ograniczeń. Ograniczenia tworzymy sobie sami w głowie. Nie wierzę, że ktoś może przejść na weganizm, bo polubi hummus czy mleko owsiane. To może być skuteczne dla osób już trochę zainteresowanych weganizmem, które mają wahania i obawy. W momencie, kiedy widzą jakie to proste, może to być kropka nad i. Wg badań weganami do końca życia zostają osoby, które przeszły na weganizm ze względów ideologicznych, nie te które polubiły ‘dietę’ wegańską ze względu na walory zdrowotne czy modę wśród znajomych. Dlatego wierzę, że działalność 269 jest niezwykle ważna. Wspieram działalność każdej organizacji prozwierzęcej. Mamy jeden cel. Staram się też przemycić wątki prozwierzęce w modzie. Pracuję nad całą wegańską kolekcją. Każdy akcent ukierunkowujący na życie bez krzywdzenia jest istotny. W każdą dziedzinę życia można go przemycić szerząc świadomość.

Jaka jest Twoja ulubiona książka/film traktująca o weganizmie?

Przede wszystkim Peter Singer “Animal liberation”
Michael Slusher “They all had eyes – confessions of a vivisectionist”
Peter Singer “Ethics into actions”
Richard O Rydel “Animal revolution. Changing attitudes towards speciesism”

Z dostępnych w Polsce:

Jonathan Foer “Zjadanie zwierząt”
Campbell “Nowoczesne zasady odżywiania”
Gene Stone “Widelec zamiast noża”

Filmy:

” S.O.S. dla ziemi”
“Earthlings”
“Cowspiracy”
“Forks over knives”
Ach, najważniejszy! Jerome Lescure “A.L.F – Animal Liberation Front”

Dziękuję za rozmowę!

rozmawiała Justyna Stebel, Polskie Stowarzyszenie Wegańskie