Wegańskie pasje Violi Domaradzkiej i Roberta Zakrzewskiego

Naszymi gośćmi są: Violetta Domaradzka i Robert Zakrzewski – ultramaratończycy, założyciele Run Vegan Team, organizatorzy Biegu Wegańskiego, współautorzy książki Kuchnia dla biegaczy. Siła z roślin

Opowiedzcie nam kim jesteście.

ViolettaV jak Vegan, mama, biegaczka ultra, weganka, biegająca z seterami, bywa też, że head-hunterka.

RobertR jak Run, biegacz, weganin, organizator imprez sportowych, pasjonat poznawania tematu „do końca”, uwielbia zadawać dociekliwe pytania.

V i R

Może teraz kilka słów o Waszej pasji,  jak to się zaczęło?

V: W mojej historii życia wegetarianizm pojawiał się i znikał od 15 roku życia. Pamiętam doskonale początek, pewnie co do dnia potrafiłabym wyliczyć 😉 Odkryciem natomiast zupełnym był weganizm i zetknięcie się z wykładem Gary Yurofsky, który w treściwy sposób dotarł do wszystkich moich pokładów wrażliwości wobec zwierząt, od razu podając rozwiązanie. Nie było odwrotu. Nie mogło być. Dla osoby, która przeryczała 2 godziny w samolocie po obejrzeniu na lotnisku książki Brigitte Bardot.

A bieganie… Hm, pierwszy bieg w górach, to było jak sięgnięcie do najpiękniejszych chwil z dzieciństwa, albo pięknego snu. Uzależnienie natychmiastowe.

R: Mnie sport wyczynowy w formie regularnych treningów i obozów sportowych towarzyszył od podstawówki przez wiele lat. Bieganie jest moją przygodą od 10 już lat i stało się połączeniem potrzeby aktywności fizycznej z ograniczonymi możliwościami czasowymi i logistycznymi, dając szansę na regularne treningi przez cały tydzień, bez ruszania się z miasta. W tym czasie sprawdzałem kilkakrotnie na sobie różne opcje diety, głównie w kontekście wydolności i zdrowia. Dieta roślinna mnie zaciekawiła jako kolejny eksperyment i szybko przekonałem się o jej zaletach w kontekście sportów wydolnościowych.

Skąd pomysł na nazwę klubu, co ona oznacza?

Run Vegan Team. To jest zabawna historia. Na początku napisałam sobie na biegowej koszulce „go vegan!”, bo hasło ciągle wpadało mi w oko na FB na setkach stron, które wtedy przeglądałam, zafascynowana odkryciem czarnej strony przemysłu spożywczego. Przy drugim podejściu skreśliłam „go”, pisząc „run” u góry – bo biegnę, bo zrób to już dziś, nie czekaj na lepszy moment. A na trzeciej koszulce zostało już tylko Run Vegan! jako inspiracja dla współ-biegnących? Parę miesięcy później, gdy Run Vegan zaczął już skutecznie funkcjonować jako marka, po tym jak zapewne 1000 razy patrzyłam na nasze logo, zrobione – a jakże! – przez weganina, przyszło olśnienie. R-Run-Robert i V-Vi(ola)-Vegan. Aż zsiadłam z roweru z wrażenia, po raz kolejny dziękując Rodzicom za swoje imię, które zawsze bardzo lubiłam. Zabawny zbieg okoliczności, ciekawe, że tyle czasu zajęło nam zauważenie tego. „Team” pojawił się zapewne już po 10 pytaniu o wspólne wegańskie treningi. Po co biegać samemu, skoro można razem?

viola

Jak wspominacie wegańskie początki? Jakie były pierwsze trudności?

Trudności nie stwierdzono (śmiech). Przerwałam wykład Garego po 2 minutach oglądania i wywaliłam z szafek i lodówki wszystko nie-wegańskie. I już. Potem był kolejny dzień, kiedy jak zawsze przed praca kupiłam Mokkę, po raz pierwszy sojową. Pamiętam, jak napisałam sms do przyjaciółki: „stało się!”. Kawa smakowała… dziwnie, ale miałam poczucie misji. A dziś piję głównie espresso. Bez mleka.

U Roberta było trochę podobnie. Najpierw zadał mi pytanie, od czego ma zacząć zmianę diety. Zrobiłam mu więc piękny grafik, podając różne argumenty, po czym dowiedziałam się, że prościej mu będzie zacząć „od wszystkiego”, bo jest ciekaw rezultatów, więc nie będzie rozwlekał zmiany w czasie. I już, stało się.

Myślę jeszcze o tych trudnościach, skoro pytasz… Hm. No nie było, może tylko moi przyszywani szwajcarscy rodzice byli zaskoczeni rezygnacją z ulubionych kiedyś serów, ale przyjęli informację bez mrugnięcia okiem i komentowania. Bardzo ich za to cenię.

Z tego okresu pamiętam też fazę odkrywania, ile przeróżnych produktów jest dostępnych w eko-sklepach i nieustający zachwyt paletą wyboru. Weganizm nie był dla mnie „rezygnacją z”, tylko raczej poznawaniem nowości – mąki kasztanowej, tofu orzechowego, niepalonej gryczanej kaszy czy smaku pieczonej rzodkiewki. Ładnie to podsumował mój Tata – „bo Ty potrafisz zrobić obiad z niczego”. I bardzo dobrze.

Było oczywiście mnóstwo zabawnych sytuacji na wyjazdach w kraju i poza nim, ale nawet jak mój obiad kończył się na frytkach i zestawie warzyw, to też nie grymaszę. Może dlatego, że uwielbiam frytki 😉

Co się zmieniło w Waszym życiu po przejściu na weganizm?

W kuchni może wcale nie tak wiele, natomiast zdecydowanie zmieniła się wrażliwość i czujność na aspekty poza-kulinarne. Ubrania, kosmetyki, buty, pasta do zębów… Odkrywanie krok po kroku w ilu obszarach człowiek wykorzystuje produkty odzwierzęce na masową skalę było pełne zaskoczeń. Zdecydowanie jednak trzeba to robić na raty, żeby nie popaść w bezsilność.

Co jeszcze się zmieniło… Przestały boleć mnie kolana i nie choruję już na zapalenie oskrzeli. To taki miły bonus za pójście za głosem serca.

Na pewno poprawiła się wydolność, więcej energii, lekkość – klasyka.

Czy miewaliście chwile zwątpienia? Jak sobie z nimi radziliście?

Nie.

Czy Twoją córkę wychowujesz na wegankę?

Moja córka (7 l) ma pełną swobodę wyboru. Może prawie pełną, bo jednak do domowej kuchni i lodówki nie wpuszczam mięsa. Świetnie Ci opowie, czym różni się weganizm od wegetarianizmu oraz dlaczego jest prawie-weganką. Nie ukrywam przed nią wiedzy, skąd bierze się rosół, który lubi u babci, ale też nie epatuję dosłownością. Myślę jednak, że to proces i za 2-3 lata świadomie już wybierze weganizm.

Wege, od 40 lat jest mój brat cioteczny, a od 3 lat syn mojego brata. Jest nas zatem rodzinnie coraz więcej.

Jakiś rok temu mój brat zadzwonił z prośbą, żebym mu dokładnie spisała, co jem przez cały dzień. Możesz sobie wyobrazić, z jaką radością wpisywałam mu dedykację do książki…

W jaki sposób weganizm wpływa na codzienną organizację życia? Jak wygląda weganizm w codziennej praktyce?

Rano warto ugotować kaszę bez dodatków. Taki odruch, zawsze się przyda – a to do musu, a to do warzyw, a to do kotlecików. Przyda się zapas warzyw, kasz, strączków i bogaty zestaw przypraw, żeby zawsze było coś pod ręką. Blender też się przyda. Kolekcja orzechów i nasion ułatwi dbanie m.in. o wapń. Do tego trochę fantazji i pilnowanie, aby w każdym posiłku pojawiło się coś węglowodanowego, coś z białkiem.

Jakie zmiany zaszły w Waszym otoczeniu?

Mam podzielone półki w szafce na strączki i zboża – tak mi łatwiej pamiętać o łączeniu produktów. Druga kolekcja to słoiki z nasionami i orzechami w lodówce. Trzecia – 30 opisanych pudełeczek z przyprawami. W sferze pozamaterialnej znacząca zmiana, którą odczuwamy, to większy poziom akceptacji dla naszego wyboru. Powiedziałabym, że raczej spotykam się z ciekawością niż negacją. Choć to mocno też zależy od regionu kraju.

Jakie zmiany zaszły w Waszych światopoglądach?

Trochę jak w szkole – tam była „Polska a …”, a teraz odruchowo zauważam wątki w literaturze czy religii albo programie politycznym związane z dbałością o zwierzęta. Odruch poza kontrolą.

Jaka jest Wasza ulubiona książka/film traktująca o weganizmie?

Na pewno polecam wykład, o którym wspominałam. Filmów nie oglądam, bo płaczę już przy napisach początkowych… Za to ciekawią mnie wszystkie twarde dane pokazujące wpływ hodowli masowej na środowisko.

Czy macie jakieś autorytety?

Naszą immanentną cechą jest dociekanie, trudno więc wtedy o autorytety. Natomiast na pewno cenię sobie dr Ornisha, dr Campbella, a na polskim gruncie szczególnie lubię pracować z naszym dietetykiem, Damianem Parolem.

Skoro już padło nazwisko Damiana Parola, to może powiedzcie kilka słów o książce. Skąd w ogóle taki pomysł?

Pomysł do nas przyszedł, jak w filmach. Dość często odpowiadaliśmy na pytania o kombinację weganizmu i sportu. Chcąc szerzej nagłośnić temat i dotrzeć do nie-wegan, wymyśliliśmy Bieg Wegański. Miałam też w planach pisanie porządnego bloga, z przepisami, żeby był takim punktem odniesienia na powracające pytania o zawartość lodówki, od czego zacząć i co jeść na śniadanie przed maratonem. I pewnie na blogu by się skończyło. I wtedy właśnie zaprzyjaźniony dziennikarz zapytał nas, czy nie znamy przypadkiem jakiegoś kucharza, który by zrobił książkę kulinarną dla biegaczy. Szybko okazało się, że z tymi kucharzami to jakoś nie bardzo idzie, a jak książka kulinarna, to przecież tylko wegańska. A skoro lubimy gotować i (trochę) biegamy, to… zróbmy to sami. Pamiętam tę rozmowę. Pomysł był Roberta, a ja przez jakieś 5 min byłam przerażona skalą pracy i odpowiedzialnością, z myślą w głowie: „oszalał..”. Ale już po kilku głębokich oddechach stwierdziłam: „let’s do it!”. A potem już tylko gotowaliśmy i gotowaliśmy i gotowaliśmy…

viola robert

Jakie są Wasze zainteresowania/hobby/pasje poza weganizmem? Jak lubicie spędzać wolny czas?

Biegać, najlepiej w górach lub innych okolicznościach przyrody. Wbiegałam kiedyś w trampkach na Masadę w Izraelu. Mistyczne doświadczenie panoramy otwierającej się na pustynię, morze Martwe i ślady obozowisk rzymskich sprzed tyluset lat.

Czym dla Was jest weganizm?

Świadomym wyborem każdego dnia.

Odpowiedzialnością wobec siebie i świata.

Co sądzicie o polskim środowisku wegańskim?

Cieszymy się, że rośnie i jest takie różnorodne.

Czego Waszym zdaniem w wegańskim świecie jeszcze brakuje w polskich realiach?

Mamy uczucie, że zmienia się tak dużo i tak pozytywnie (mleko roślinne w Lidlu, warsztaty z kuchni wegańskiej w szkołach), że raczej skupiamy się na cieszeniu się kolejnymi wege-odkryciami.

Polecacie może weganizm znajomym i nowo poznanym osobom?

Staramy się nie wprowadzać tego tematu, ale ostatnio jest to dość trudne 😉 Na pewno bliżej nam do inspirowania – radością, frajdą z gotowania, wydolnością w sporcie, poprawą zdrowia – niż namawiania i przekonywania. Choć jak ktoś przy mnie narzeka na swoją nadwagę, cukrzycę, miażdżycę, stawy i zjada w tym czasie schabowego, pączka i rurkę z kremem, to muszę się czasem gryźć w język.

Czy weganizm wpływa na Wasze wyniki w sporcie?

Zdecydowanie wpływa na tempo regeneracji i wydolność na długich dystansach.

Jak dla Was wygląda ludzka strona weganizmu?

Kasza z warzywami. Fasolka w każdym daniu. I dużo uśmiechu 😀

Jakie rady dalibyście osobom chcącym przejść na weganizm / początkującym?

Na początek uwierz, że jest łatwiej niż myślisz!

Jakie jest Wasze największe marzenie?

W skali makro – świat bez masowych hodowli zwierząt. I bez rzeźni. Świat pełen ludzi dbających rozsądnie o swoje zdrowie, z poszanowaniem zdrowia, natury. W skali mikro – żeby codziennie móc jeść dobre awokado…

Jakie macie plany na przyszłość?

Mamy kilka pomysłów – na przykład przebiec 100 mil w paru ciekawych miejscach na świecie z napisem Run Vegan! na plecach. A może napisać kolejną książkę.

Mam nadzieję że o Biegu Wegańskim, opowiecie nam więcej na Weganogarni. Dziękuję serdecznie za rozmowę 🙂

rozmawiał Jarek Zawisza, Polskie Stowarzyszenie Wegańskie