Wegańskie pasje Marcina Orlińskiego

Marcin Orliński
Poeta, prozaik, krytyk literacki, publicysta, aktywista i… biegacz, innymi słowy Weganin z Pasją! Więcej informacji o nim samym, oraz próbki jego twórczości możecie znaleźć na stronie internetowej. Marcin będzie naszym gościem na najbliższej Weganogarni w Krakowie – 19.03.2016. Zapraszamy do zapoznania się z krótką rozmową w której opowiada nam o swych pasjach i planach, miłej lektury 🙂

Opowiedz nam o sobie: skąd Twoja pasja, jak to się zaczęło?

Która pasja? Literatura czy bieganie? Moja przygoda z literaturą zaczęła się jeszcze w podstawówce, choć teksty, które wtedy pisałem nie nadawałyby się do publikacji nawet w „Chwili dla Ciebie”. Dopiero na studiach zająłem się pisaniem na poważnie. Na początku były to tylko wiersze, ale z czasem zainteresowałem się też prozą i krytyką literacką. Swój czas i energię staram się więc rozdysponowywać między te trzy dziedziny. Jeśli chodzi o bieganie, to sprawa w miarę świeża. Regularnie i na dłuższe dystanse biegam dopiero od czterech lat.

11167809_924537890954433_4406739116091402414_n

fot. Maciej Kaczyński

Co było powodem twojego przejścia na weganizm?

Jestem weganinem od 2013 roku. Zdecydowałem się na ten styl życia głównie ze względów etycznych. Później odkryłem, że zbilansowana dieta wegańska jest też zdrowa i może pozytywnie wpłynąć na moją kondycję. Do tego doszły argumenty ekologiczne i ekonomiczne. Słowem: smacznie, zdrowo i przyjaźnie wobec wszystkiego, co chodzi, pływa, pełza i fruwa.

Czy łatwo było Ci się przestawić na nowy sposób odżywiania?

Miałem o tyle łatwo, że wcześniej na weganizm przeszła moja żona Magda. Dużo rozmawialiśmy, chodziliśmy też wspólnie na wykłady organizowane w ramach Tygodnia Weganizmu i Tygodnia Wegetarianizmu. Zmiany przebiegały stopniowo: najpierw zrezygnowałem z czerwonego mięsa, potem z drobiu, ryb i owoców morza, a na koniec z nabiału.

Co się zmieniło w Twoim życiu po przejściu na weganizm?

Zyskałem różne supermoce. Na przykład nauczyłem się przygotowywać nowe potrawy, odkryłem oryginalne przepisy na dania roślinne i pogłębiłem swoją wiedzę na temat gotowania. Pobiłem też rekordy życiowe na 10 km i w półmaratonie. Poza tym na imprezach wegańskich poznałem mnóstwo fantastycznych ludzi.

Czy miewałeś chwile zwątpienia? A jeśli tak, to jak sobie z nimi radziłeś?

Chwile zwątpienia pojawiały się na początku, na przykład kiedy byłem ze znajomymi w knajpie niewegańskiej i oni zamawiali pizzę. Zapach sera, który kiedyś uwielbiałem, a którego teraz nie mogłem zjeść, przyprawiał mnie o rozpacz. Potem jakoś mi przeszło. Zwłaszcza, że odkrywałem kolejne zastępniki tradycyjnych dań mięsnych: sery, szynki, kotlety, sosy i majonezy. Wiem, strasznie to wszystko niezdrowe, ale czasem nie potrafię sobie odmówić.

Jak wyglądają u Ciebie święta, imprezy rodzinne?

Święta spędzamy najczęściej z bliskimi. Najpierw jeździmy do rodziny Magdy, a potem do mojej. Moi rodzice świetnie gotują i specjalnie dla nas nauczyli się przygotowywać rozmaite wegańskie dania, od bezmięsnych odpowiedników tradycyjnych potraw, takich jak bigos czy kotlety, po zupełnie nowe, jak na przykład faszerowane bakłażany. Ja przygotowuję czasem na święta wegańską rybę po grecku z wędzonym tofu albo pasztet warzywny.

Czy weganizm wpływa jakoś na codzienną organizację Twojego życia? Jak wygląda Twój weganizm w codziennej praktyce?

Raczej nie wpływa. Warzywa i niektóre dodatki do potraw kupujemy w zwykłych marketach, a takie przysmaki, jak sery czy wędliny – w sklepach wegańskich. Czasem gotuję, korzystając z półproduktów, a czasem zupełnie od zera. Nauczyłem się robić m.in. tofucznicę, kotlety schabowe, krokiety, paszteciki, a także rozmaite sosy do makaronów, kaszy czy ryżu. Uwielbiam zwłaszcza kuchnię indyjską, meksykańską i dalekowschodnią. No i musi być na ostro.

Fot. Inka Radomska

fot. Inka Radomska

Czy dostrzegasz zmiany w swym światopoglądzie odkąd jesteś weganinem?

Raczej nie. Wydaje mi się, że weganizm dobrze się wpisał w moje wcześniejsze poglądy, a są to poglądy raczej lewicowe. Myślę, że empatia wobec zwierząt ma wiele wspólnego z empatią wobec innych mniejszości: seksualnych, religijnych czy narodowych. Trudno nie dostrzec też związków z feminizmem czy ateizmem. Według Kościoła zwierzęta nie mają duszy, są więc istotami z gruntu gorszymi. Na dodatek w Biblii czytamy: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi” (Rdz 1:26, BT). Myślę, że to wszystko pozwala Kościołowi sankcjonować i usprawiedliwiać różne sposoby wykorzystywania zwierząt przez człowieka.

Masz może ulubioną książkę lub film o tematyce wegańskiej?

Chyba „Jedz i biegaj” Scotta Jurka. Autor to biegowy szaleniec, a ja lubię szaleńców.

Czym dla Ciebie jest weganizm?

Dla mnie weganizm to nie tylko dieta, ale także styl życia. Bojkotuję więc wszystkie instytucje, które w jakikolwiek sposób wykorzystują zwierzęta, np. cyrki, firmy zajmujące się produkcją futer czy myśliwych, wobec których czuję szczególną odrazę.

Co sądzisz o polskim środowisku wegańskim?

Cieszę się, że w Polsce działają różne organizacje wegańskie. Drażni mnie natomiast, że często nie potrafią ze sobą współpracować. Pamiętasz ten rysunek Marka Raczkowskiego, w którym spiker mówi „Rozbudzone świętami emocje znów doprowadziły do starć ulicznych pomiędzy ateistami a agnostykami”? Czasem mam wrażenie, że podobne konflikty pojawiają się w środowisku wegańskim. A przecież wszyscy niezależnie od drobnych różnic światopoglądowych stoimy po tej samej stronie.

Czy zachęcasz do weganizmu znajomych i nowo poznane osoby?

Staram się przekonywać znajomych, że dieta wegańska jest zdrowa i w pełni wartościowa. Nie mam jednak zapędów misjonarskich i nie sprowadzam każdej rozmowy do tematu zwierząt.

W jaki sposób Twoim zdaniem można skutecznie promować weganizm?

Myślę, że za pomocą rozmaitych kampanii społecznych, eventów, spotkań, wykładów i publikacji. Każdy sposób jest dobry. Ważne, żeby dotrzeć do jak największej liczby osób i pokazać, że weganie to nie jakaś sekta, bo przecież i tak bywamy postrzegani. Jesteśmy zwykłymi ludźmi, którzy ze względu na dobro zwierząt postanowili tylko nieco zmienić swoje codzienne zachowania konsumenckie i żywieniowe.

Weganizm wczoraj i dziś – jakie widzisz różnice?

Nie czuję się kompetentny, żeby odpowiedzieć w pełni na to pytanie. Myślę, że organizacje wegańskie mają na ten temat więcej do powiedzenia. Ale odnoszę wrażenie, że weganizm jest coraz bardziej popularny. Mieszkam w Warszawie i widzę, że w ciągu ostatnich kilku lat powstało mnóstwo wegańskich barów i restauracji. To naprawdę świetna zmiana. Na dodatek mięsożercy i wegetarianie mogą się przekonać, że dieta roślinna to nic strasznego. Patrzą na ludzi, którzy siedzą w jakiejś knajpie wegańskiej na Poznańskiej albo na Hożej, i myślą: cholera, taki styl życia jest rzeczywiście możliwy!

fot. Patryk Skrzydlewski

fot. Patryk Skrzydlewski

Jak dla Ciebie wygląda ludzka strona weganizmu?

W jakim sensie „ludzka”? Jeśli masz na myśli słynną maksymę Terencjusza, to „ludzkie” są błędy, które popełniamy. Znam na przykład kilku wegan, którzy odnoszą się z pogardą wobec osób, które jedzą mięso i nabiał. Mam wrażenie, że się wywyższają. To bardzo brzydko z ich strony.

Co poradziłbyś osobom, które chcą przejść na weganizm?

Na pewno warto zadbać o zbilansowaną dietę. Materiały na temat zdrowego odżywiania są dostępne choćby w internecie. No i regularnie suplementować B12. To niestety konieczność, a jeśli ktoś twierdzi inaczej, powinien dostać prztyczka w nos. Niedobór witaminy B12 może być bardzo groźny.

Jakie masz jakieś plany na przyszłość?

W ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy chciałbym wydać nowy tomik wierszy oraz ukończyć nową prozę.

Jakie jest Twoje największe marzenie?

Czy ja wiem? Chyba nie zwariować. Reszta sama się jakoś ułoży.

Dziękuję bardzo za rozmowę. Wszystkich którzy chcą poznać Marcina trochę bliżej, zapraszamy na Weganogarnię

rozmawiał Jarek Zawisza, Polskie Stowarzyszenie Wegańskie