Relacja z koncertu wegańskiej artystki Natalii „Natu” Przybysz

Jedna z sióstr Przybysz, które w przeszłości tworzyły zespół Sistars. Od pewnego czasu Natalia prowadzi solową karierę. Przeszła na wegetarianizm, później na weganizm, od lat wspiera swoim wizerunkiem akcje Fundacji Viva!. Osobiście poznałem tę przesympatyczną artystkę na 1. Biegu Wegańskim. Koncert, który miał miejsce 11 marca 2016 w krakowskim klubie Studio, pozostanie w mej pamięci.

 

DSC_8874m

Na łamach Vege (nr 5/2015) ukazała się recenzja albumu pt. „Prąd”. Na długiej setliście koncertowej zagrano całe, nagrodzone Fryderykiem wydawnictwo. Zarówno parter, jak i balkon klubu przepełnione były radosnym oczekiwaniem tłumów, które zebrały się na to wyjątkowe wydarzenie.

DSC_8875m

Gdy na scenie pojawiła się Natalia, na widowni zawrzało, sala przepełniła się radosnymi okrzykami i głośnymi oklaskami. Początkowy mrok w sali koncertowej rozświetliło tylko światło żarówek zainstalowanych na scenie. Koncert rozpoczął tytułowy „Prąd”, od początku widownia z entuzjazmem śpiewała dobrze znane teksty, na co artystka reagowała z entuzjazmem. Singlowy „Miód” rozkręcił widownię jeszcze bardziej, na szczęście widownia nie zagłuszała niosącego się po klubie, silnego głosu Natalii. Koncert był muzycznie zróżnicowany – nie zabrakło bluesowych zagrywek, rockowych solówek, czy lirycznych ballad.

DSC_8910m

Kilka słów należy się utworom, które w wersji koncertowej poruszyły mnie szczególnie. „Kwiaty ojczyste” Niemena kipiały emocjami. Dzięki „Do kogo idziesz?” Nalepy wykonanemu przez Natalię wraz z zespołem w ujmująco dawnym stylu, mogłem sobie wyobrazić, jak to było słyszeć Mirę Kubasińską w czasie rozwijania się rocka.

DSC_8924m

Ukoronowaniem koncertu dla mnie było nieśpiesznie zagrane „Przeze mnie”. Natalia wzruszała do łez, a nieczęsto zdarza mi się wycierać z nich policzki. W czasie zwrotek publiczność uważnie słuchała mocno krytycznego wobec nas samych tekstu. W długim, dołożonym na potrzeby koncertu fragmencie, Natalia wciągnęła nas w zaśpiewowy dialog, wyszło zaskakująco pięknie. Byłem już na wielu koncertach, wykonanie tego utworu pozostanie w mej pamięci jako jedno z najintensywniejszych. Chciałbym zatrzymać czas, te 11 minut minęło jak kilka sekund. Z niemym zachwytem zbierałem siły na szarą codzienność.

DSC_8934m

Po zejściu zespołu ze sceny, publiczność żywiołową owacją wywołała długi bis. Perełką było wykonanie klasyka niedawno zmarłego Davida Bowie. Oprawa świetlna i nagłośnienie koncertu były technicznie zachwycające.

DSC_8950m

Fotografia koncertowa nie należy do najłatwiejszych, nie lada gratką było dla mnie uczestniczenie na koncercie jednej z mych ulubionych artystek z aparatem.

DSC_8974m

Natalia Przybysz jest chlubną przedstawicielką polskich artystów wegańskich. Gwarantuję, że na koncercie tej artystki zaznacie wielu przeżyć, w tym wyciszenia, ale i wyładowania emocji. Na trasę marsz! Czapki z głów. Nie da się tego opisać, to po prostu trzeba przeżyć.

DSC_8994m

Autorem tekstu i zdjęć jest Jacek Balázs: Zadeklarowany roślinożerca, miłośnik Tatr i wszelkiego życia. Psycholog, szczególnie zainteresowany tematyką uzależnień.

film z 6 edycji “Weganogarni” w Pauza in Garden w Krakowie

Drodzy!

Jako, że kręcę się z aparatem na „Weganogarniach”, czas podzielić się konkretnym kawałkiem swej twórczości z Wami – uczestnikami, oraz jeszcze nieprzekonanymi. Zamieszczony poniżej link do mojego autorstwa filmu stworzonego z moich zdjęć z 6 kolejnych edycji (2015.10-2016.03) „Weganogarni” w Pauza in Garden w Krakowie, powinien wywołać trochę przyjemnych (a zarazem smakowitych) wspomnień. Jako podkład muzyczny użyłem muzyki jednego z najbardziej znanych wegan – Moby’ego.

Link do filmu: https://www.youtube.com/watch?v=KGKuRqVobfM

Przyjemnego oglądania!

Z roślinnymi pozdrowieniami, Jacek Balázs

Weganogarnia pod hasłem “Wiosenny stół” już 23go kwietnia!

Roślinnie sympatyzująca społeczności!

Zapraszamy na najbliższą edycję „Weganogarni”. Impreza odbędzie się 23 kwietnia 2016. Hasło nadchodzącego wydarzenia to „Wiosenny stół”.

 

 

UWAGA! ZMIANA MIEJSCA I GODZINY IMPREZY

– miejsce: kawiarnia „Cudowne lata” (ul. Garncarska 5, Kraków)

– data i godziny: 23.04.2016, godz.13-16

Gościem bieżącej edycji będzie Cezary Wyszyński, prezes Międzynarodowego Ruchu Na Rzecz Zwierząt – Viva.

Więcej o wydarzeniu: https://web.facebook.com/events/980030368760560/

Wywiad z naszym gościem: http://stowarzyszenieweganskie.pl/weganskie-pasje-cezarego-wyszynskiego/

Do zobaczenia!

Wegańskie pasje Cezarego Wyszyńskiego

Gościem nadchodzącej 23 kwietnia Weganogarni w Krakowie będzie Cezary Wyszyński, prezes polskiego oddziału Fundacji Międzynarodowy Ruch Na Rzecz Zwierząt – Viva. Człowiek niezwykle wrażliwy, jeden z najważniejszych propagatorów ruchu prozwierzęcego w Polsce.

Cezary Wyszyński, autor zdj Zosia Zlja (fot. Zosia Zija)

Powiedz nam kim jesteś, skąd Twoja pasja, jak to się zaczęło?

Zajmuję się ratowaniem zwierząt i zmianą ludzkich zachowań na bardziej prozwierzęce ;-). Zrezygnowałem z jedzenia mięsa kiedy dowiedziałem się z jak ogromnym cierpieniem wiąże się jego pozyskiwanie. Pomyślałem, że powiem o tym innym i też zrezygnują ;-). Rzeczywistość okazała się bardziej skomplikowana – zostało jeszcze parę opornych osób do przekonania ;-).

Od kiedy jesteś weganinem? Co spowodowało przejście na weganizm?

Zdecydowałem się przejść na weganizm ponad 12 lat temu, wcześniej przez kilka lat byłem wegetarianinem. Trafiało wtedy do mnie coraz więcej informacji o tym, jak traktowane są zwierzęta w hodowlach, jakie mają potrzeby, charakter i osobowość jeśli tylko mają szansę ją rozwijać. Dowiedziałem się, że są realne alternatywy dla cywilizacji opartej na rzezi i eksploatacji zwierząt. Na weganizm przechodziłem stopniowo – etapami zaczynając od rezygnacji z jedzenia czerwonego mięsa, kurczaków, ryb, aż w końcu nabiału. Kolejne etapy przechodziłem w wyniku pewnych impulsów – np kwestię ryb rozstrzygnął wigilijny karp przed jednymi ze świąt.

Jak wspominasz początki swej wegańskiej drogi? Czy były jakieś trudności?

Wszystko jest kwestią motywacji. Jeśli pamiętasz z czym wiąże się chów zwierząt na mięso i mleko – szczególnie w chowie przemysłowym to zrezygnowanie z ulubionych lodów waniliowych czy sera nie jest problemem.

Co się zmieniło w Twoim życiu po przejściu na weganizm?

Nie męczą mnie wyrzuty sumienia. Pozbyłem się też kilku przypadłości zdrowotnych oraz 10 kg, które nabyłem w czasie rocznego pobytu w USA.

Czy miewałeś chwile zwątpienia? Jak sobie z nimi radziłeś?

Ważne decyzję podejmuję powoli, ale nieodwołalnie i kiedy są podjęte, a jestem przekonany o ich słuszności – nie ma odwrotu. Podobnie było z rezygnacją z różnych rodzajów mięs, a w końcu z nabiału. Chwil zwątpienia nie było – raczej zabawne momenty kiedy przechodząc będąc głodnym obok budki z grillowanym kurczakiem dostawałem ślinotoku 😉 i sam do siebie mówiłem “co u licha się dzieje”? 😉

Jak wyglądają u Ciebie święta, imprezy rodzinne?

Idę tam, gdzie szanują mój wybór. Okazuje się, że nie ma żadnego problemu z wegańskimi daniami. Natomiast jeśli ktoś nie jest w stanie wytrzymać jednego posiłku bez mięsa – nie musimy się wzajemnie męczyć swoją obecnością.

Czy Twoje dzieci wychowujesz na wegan?

Same stały się weganami, nie musiałem “wychowywać” ich do tego. Wystarczyła obserwacja i kilka rozpoczętych przez nie rozmów na ten temat. Po chwili zastanowienia – 99% roboty zrobiła ich matka 😉 – bezkompromisowa i najodważniejsza wojowniczka o zwierzęta.

W jaki sposób weganizm wpływa na codzienną organizację życia?

Z perspektywy Warszawy – dużego miasta (europejskiej stolicy wegańskiej gastronomii 🙂 – nie wpływa w ogóle. Wszystko jest kwestią motywacji. Jeśli Ci zależy na zwierzętach i nie potrafisz zapomnieć jak wygląda ich eksploatacja i ubój to – jeśli trzeba – nie będzie problemem przeżycie 3 dni na produktach dostępnych na stacji benzynowej – paluszkach, migdałach i soku pomidorowym 😉

Czy zaszły jakieś zmiany w Twoim światopoglądzie?

Na pewno po jakimś czasie stałem się osobą bardziej wrażliwą – z czystym sumieniem mogłem dopuścić do swojej świadomości to, jakie są zwierzęta NAPRAWDĘ i jak ogromne cierpienie powoduje ich eksploatacja nawet w takich niewinnych na pierwszy rzut oka obszarach, jak wełna czy pierze.

Jaka jest Twoja ulubiona książka/film traktująca o weganizmie?

Jeśli chodzi o książkę to China Study (mimo, że nie używa słowa weganizm), film – Peaceable Kingdom.

Jakie są Twoje zainteresowania/hobby/pasje poza weganizmem? Jak lubisz spędzać wolny czas?

Jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że nie mam innych hobby/pasji ;-). Wszystko, co robię zawodowo czy prywatnie wiąże się z propagowaniem weganizmu lub ochroną zwierząt. Na szczęście na te działania składa się wiele różnych aktywności jak np.: filmowanie, oswajanie zwierząt, projektowanie, spotkania i wspólnie prowadzone akcje z ciekawymi osobami, od których można się wiele nauczyć.

Czym dla Ciebie jest weganizm?

Minimalizowaniem cierpienia zwierząt. Cierpienia które w dzisiejszych czasach jest kompletnie nieuzasadnione i niepotrzebne. Nieakceptowalne.

Jak oceniasz polskie środowisko wegańskie?

Szczerze mówiąc nie prowadzę ani badań socjologicznych ani na tyle bogatego życia towarzyskiego, żeby to ocenić. Znam wielu wegan – są różni. Nie są “lepsi” niż nieweganie – poza oczywiście najważniejszą dla mnie sprawą – nie krzywdzeniem zwierząt 😉

Czego Twoim zdaniem na polskim wegańskim podwórku jeszcze brakuje?

Z mojej perspektywy – działania, więcej działania. Stosowanie diety wegańskiej jest najważniejszym pojedynczym krokiem, jaki można zrobić dla zwierząt, ale nie jedynym. Często jest to natomiast ostatni krok – a szkoda, bo po pierwsze musimy jeszcze wiele pracy wykonać żeby uświadomić ludziom, z czym wiąże się wykorzystywanie zwierząt na pożywienie czy ubrania, a do tego potrzebne są “ręce” wegan i ich czas. Po drugie – są problemy zwierząt, których sama dieta wegańska nie rozwiąże – zwierzęta bezdomne, w rozrywce, wiwisekcja. Tutaj trzeba również edukować, żeby ludzie mogli podejmować lepsze dla zwierząt i bardziej odpowiedzialne wybory. Bo popyt = podaż o czym wiele osób zapomina próbując przed samym sobą usprawiedliwić np. jedzenie zwierząt, twierdząc, że decyzja jednej osoby nic nie zmieni. Takie pojedyncze decyzje składają się potem na zmiany w całych społeczeństwach.

Czy polecasz weganizm znajomym i nowo-poznanym osobom?

W mojej pracy niewiele jest miejsca i czasu na przekonywanie pojedynczych osób, raczej nie zaczynam rozmowy z nowo-poznaną osobą od weganizmu. Słucham, co ma do powiedzenia i czekam na okazję, żeby przemycić prowegański przekaz. Kiedy ktoś mnie zapyta wprost, to odpowiadam wprost – że to najlepsza decyzja w moim życiu.

W jaki sposób weganizm wpływa na Twoje wyniki (sport) / czyni Ciebie bardziej wiarygodnym?

Nie uprawiam obecnie czynnie sportu, natomiast kiedy to robiłem miałem fajne wyniki wytrzymałościowe. Na pewno weganizm pozwala mi pracować i żyć na najwyższych obrotach, pracując 360 dni w roku po kilkanaście godzin dziennie.

Jaki Twoim zdaniem jest najskuteczniejszy sposób, by przekonać kogoś do przejścia na weganizm?

Generalnie wszystko zależy od konkretnej osoby i żeby móc to ocenić – najpierw trzeba ją poznać. Do osób wrażliwych trafią argumenty dotyczące cierpienia zwierząt. Do stąpających twardo po ziemi trzeba dotrzeć z argumentami zdrowotnymi i środowiskowymi. To, co na pewno nie działa to frontalna histeryczna napaść i wyzwanie od morderców.

Weganizm wczoraj i dziś – jakie widzisz różnice?

Wczoraj – był pewnego rodzaju wyrzeczeniem, trudno było o produkty i akceptację otoczenia. Dzisiaj jest z tym znacznie lepiej, chociaż mamy jeszcze długą drogę do normalności – szczególnie w mniejszych miastach i wśród starszego pokolenia.

Co poradziłbyś osobom chcącym przejść na weganizm lub osobom początkującym? Których z Twoich błędów mogliby uniknąć?

Na pewno warto sporo poczytać i “podczepić się” na początek – chociażby internetowo – do jakiegoś weganina z dłuższym stażem ;-). Właśnie dlatego nie robiłem większych błędów.

Jakie jest Twoje największe marzenie?

Świat bez eksploatacji zwierząt – do celów konsumpcyjnych, rozrywkowych, ubraniowych i wszelkich innych.

Jakie masz plany na przyszłość?

Zrealizować swoje marzenie 😉

Tani i zdrowy bar roślinny

Drugie chronologicznie całkowicie roślinne miejsce w Krakowie prezentuje ciekawą alternatywę dla stosunkowo drogich knajp. „Bar Wegański” to zdecydowanie intrygujące miejsce.

DSC_5375m

Bar otwarto w marcu 2015 roku. Promujące roślinną dietę miejsce, gdzie można zjeść dania całkowicie własnej produkcji, zostało urządzone głównie z recyklingowanych materiałów. Wyraźnie widać, że wystrój tworzyły osoby o bujnej wyobraźni – możecie tu podziwiać zbliżone zdjęcia warzyw, „roślinny kosmos” pod sufitem, a nawet delikatnie pobujać się na huśtawko-ławce.

DSC_5380m

Miejsce to pomimo swych kompaktowych rozmiarów, zaskakuje szerokim wyborem menu. Menu jest zmienne, więc warto tu zaglądać w poszukiwaniu nowości. Dostaniecie tu zarówno dania takie jak burger tygodnia, tortilla, ale również zweganizowane obiadki i sushi. Co niedzielę można tu przyjść na obiad „jak u mamy” – 3 dania z polskiej kuchni. Na specjalną uwagę zasługuje fakt, że prawie wszystko jest tu tworzone własnymi rękami – np. w tortilli również placek jest własnej roboty.

Po spożyciu smacznego, kwaskowatego kompotu spróbowałem pożywnych klusek śląskich, z pietruszkowymi „skwarkami” i mocno podpieczoną cebulką. Zupą dnia był pikantny rosół orientalny z dużą ilością składników z kuchni wschodniej. Tortilla była pełna smaku i adekwatnych proporcji. Spróbowałem też dwóch rodzajów sushi – pikantno-słodkiej tempury z awokado (rewelacja, czapki z głów!) oraz delikatnego uramaki (z ryżem na wierzchu) z dodatkiem wasabi. Na deser spróbowałem dwóch przepysznych słodkości, pierwsza z nich to sernik kokosowy z wiśniami. Drugi deser to japońskie inari – zaskakująca mieszanka owoców (moja wersja zawierała kawałki wiśni i melona) i ryżu, zamknięta w specjalnie spreparowanym tofu. Wszystko było przepyszne, dlatego zjadłem trochę za dużo, w końcu roślinny łasuch ze mnie. Tu nie dostaniecie dania, które nie ma smaku – kucharze nie boją się odważnie przyprawiać swych dań, z ewidentnym zyskiem dla klienta.

DSC_5395mDSC_5399m

DSC_5402m

Potrawy możecie zamówić również w rowerowej dostawie – na koncie facebookowym jest mapka zasięgu.

Ceny są na naprawdę każdą kieszeń – najdroższe danie menu kosztuje tu 15 złotych. Zupa kosztuje 4 zł, danie dnia 10 zł, burger 10 zł, tortilla 12 zł, sushi 10-15 zł, desery 3-6 zł, herbata 2zł, woda gratis, kawa „co łaska”.

„Bar Wegański” to niebanalna przestrzeń, w której poza klasykami dostaniecie też dania japońskie i z innych kuchni świata. Warto tu często zaglądać.

Bar Wegański

Ul. Starowiślna 28

Pn.-Pt. 11.00-19.00

Sb.-Nd. 13.00-19.00

Tekst i zdjęcia: Jacek Balázs

Opracowanie to jest aktualizacją artykułu, który ukazał się w magazynie Vege nr 12/2015.

Biogram: Jacek Balázs: Zadeklarowany roślinożerca, miłośnik Tatr i wszelkiego życia. Psycholog, szczególnie zainteresowany tematyką uzależnień.

Wegańskie pasje Marcina Orlińskiego

Marcin Orliński
Poeta, prozaik, krytyk literacki, publicysta, aktywista i… biegacz, innymi słowy Weganin z Pasją! Więcej informacji o nim samym, oraz próbki jego twórczości możecie znaleźć na stronie internetowej. Marcin będzie naszym gościem na najbliższej Weganogarni w Krakowie – 19.03.2016. Zapraszamy do zapoznania się z krótką rozmową w której opowiada nam o swych pasjach i planach, miłej lektury 🙂

Opowiedz nam o sobie: skąd Twoja pasja, jak to się zaczęło?

Która pasja? Literatura czy bieganie? Moja przygoda z literaturą zaczęła się jeszcze w podstawówce, choć teksty, które wtedy pisałem nie nadawałyby się do publikacji nawet w „Chwili dla Ciebie”. Dopiero na studiach zająłem się pisaniem na poważnie. Na początku były to tylko wiersze, ale z czasem zainteresowałem się też prozą i krytyką literacką. Swój czas i energię staram się więc rozdysponowywać między te trzy dziedziny. Jeśli chodzi o bieganie, to sprawa w miarę świeża. Regularnie i na dłuższe dystanse biegam dopiero od czterech lat.

11167809_924537890954433_4406739116091402414_n

fot. Maciej Kaczyński

Co było powodem twojego przejścia na weganizm?

Jestem weganinem od 2013 roku. Zdecydowałem się na ten styl życia głównie ze względów etycznych. Później odkryłem, że zbilansowana dieta wegańska jest też zdrowa i może pozytywnie wpłynąć na moją kondycję. Do tego doszły argumenty ekologiczne i ekonomiczne. Słowem: smacznie, zdrowo i przyjaźnie wobec wszystkiego, co chodzi, pływa, pełza i fruwa.

Czy łatwo było Ci się przestawić na nowy sposób odżywiania?

Miałem o tyle łatwo, że wcześniej na weganizm przeszła moja żona Magda. Dużo rozmawialiśmy, chodziliśmy też wspólnie na wykłady organizowane w ramach Tygodnia Weganizmu i Tygodnia Wegetarianizmu. Zmiany przebiegały stopniowo: najpierw zrezygnowałem z czerwonego mięsa, potem z drobiu, ryb i owoców morza, a na koniec z nabiału.

Co się zmieniło w Twoim życiu po przejściu na weganizm?

Zyskałem różne supermoce. Na przykład nauczyłem się przygotowywać nowe potrawy, odkryłem oryginalne przepisy na dania roślinne i pogłębiłem swoją wiedzę na temat gotowania. Pobiłem też rekordy życiowe na 10 km i w półmaratonie. Poza tym na imprezach wegańskich poznałem mnóstwo fantastycznych ludzi.

Czy miewałeś chwile zwątpienia? A jeśli tak, to jak sobie z nimi radziłeś?

Chwile zwątpienia pojawiały się na początku, na przykład kiedy byłem ze znajomymi w knajpie niewegańskiej i oni zamawiali pizzę. Zapach sera, który kiedyś uwielbiałem, a którego teraz nie mogłem zjeść, przyprawiał mnie o rozpacz. Potem jakoś mi przeszło. Zwłaszcza, że odkrywałem kolejne zastępniki tradycyjnych dań mięsnych: sery, szynki, kotlety, sosy i majonezy. Wiem, strasznie to wszystko niezdrowe, ale czasem nie potrafię sobie odmówić.

Jak wyglądają u Ciebie święta, imprezy rodzinne?

Święta spędzamy najczęściej z bliskimi. Najpierw jeździmy do rodziny Magdy, a potem do mojej. Moi rodzice świetnie gotują i specjalnie dla nas nauczyli się przygotowywać rozmaite wegańskie dania, od bezmięsnych odpowiedników tradycyjnych potraw, takich jak bigos czy kotlety, po zupełnie nowe, jak na przykład faszerowane bakłażany. Ja przygotowuję czasem na święta wegańską rybę po grecku z wędzonym tofu albo pasztet warzywny.

Czy weganizm wpływa jakoś na codzienną organizację Twojego życia? Jak wygląda Twój weganizm w codziennej praktyce?

Raczej nie wpływa. Warzywa i niektóre dodatki do potraw kupujemy w zwykłych marketach, a takie przysmaki, jak sery czy wędliny – w sklepach wegańskich. Czasem gotuję, korzystając z półproduktów, a czasem zupełnie od zera. Nauczyłem się robić m.in. tofucznicę, kotlety schabowe, krokiety, paszteciki, a także rozmaite sosy do makaronów, kaszy czy ryżu. Uwielbiam zwłaszcza kuchnię indyjską, meksykańską i dalekowschodnią. No i musi być na ostro.

Fot. Inka Radomska

fot. Inka Radomska

Czy dostrzegasz zmiany w swym światopoglądzie odkąd jesteś weganinem?

Raczej nie. Wydaje mi się, że weganizm dobrze się wpisał w moje wcześniejsze poglądy, a są to poglądy raczej lewicowe. Myślę, że empatia wobec zwierząt ma wiele wspólnego z empatią wobec innych mniejszości: seksualnych, religijnych czy narodowych. Trudno nie dostrzec też związków z feminizmem czy ateizmem. Według Kościoła zwierzęta nie mają duszy, są więc istotami z gruntu gorszymi. Na dodatek w Biblii czytamy: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi” (Rdz 1:26, BT). Myślę, że to wszystko pozwala Kościołowi sankcjonować i usprawiedliwiać różne sposoby wykorzystywania zwierząt przez człowieka.

Masz może ulubioną książkę lub film o tematyce wegańskiej?

Chyba „Jedz i biegaj” Scotta Jurka. Autor to biegowy szaleniec, a ja lubię szaleńców.

Czym dla Ciebie jest weganizm?

Dla mnie weganizm to nie tylko dieta, ale także styl życia. Bojkotuję więc wszystkie instytucje, które w jakikolwiek sposób wykorzystują zwierzęta, np. cyrki, firmy zajmujące się produkcją futer czy myśliwych, wobec których czuję szczególną odrazę.

Co sądzisz o polskim środowisku wegańskim?

Cieszę się, że w Polsce działają różne organizacje wegańskie. Drażni mnie natomiast, że często nie potrafią ze sobą współpracować. Pamiętasz ten rysunek Marka Raczkowskiego, w którym spiker mówi „Rozbudzone świętami emocje znów doprowadziły do starć ulicznych pomiędzy ateistami a agnostykami”? Czasem mam wrażenie, że podobne konflikty pojawiają się w środowisku wegańskim. A przecież wszyscy niezależnie od drobnych różnic światopoglądowych stoimy po tej samej stronie.

Czy zachęcasz do weganizmu znajomych i nowo poznane osoby?

Staram się przekonywać znajomych, że dieta wegańska jest zdrowa i w pełni wartościowa. Nie mam jednak zapędów misjonarskich i nie sprowadzam każdej rozmowy do tematu zwierząt.

W jaki sposób Twoim zdaniem można skutecznie promować weganizm?

Myślę, że za pomocą rozmaitych kampanii społecznych, eventów, spotkań, wykładów i publikacji. Każdy sposób jest dobry. Ważne, żeby dotrzeć do jak największej liczby osób i pokazać, że weganie to nie jakaś sekta, bo przecież i tak bywamy postrzegani. Jesteśmy zwykłymi ludźmi, którzy ze względu na dobro zwierząt postanowili tylko nieco zmienić swoje codzienne zachowania konsumenckie i żywieniowe.

Weganizm wczoraj i dziś – jakie widzisz różnice?

Nie czuję się kompetentny, żeby odpowiedzieć w pełni na to pytanie. Myślę, że organizacje wegańskie mają na ten temat więcej do powiedzenia. Ale odnoszę wrażenie, że weganizm jest coraz bardziej popularny. Mieszkam w Warszawie i widzę, że w ciągu ostatnich kilku lat powstało mnóstwo wegańskich barów i restauracji. To naprawdę świetna zmiana. Na dodatek mięsożercy i wegetarianie mogą się przekonać, że dieta roślinna to nic strasznego. Patrzą na ludzi, którzy siedzą w jakiejś knajpie wegańskiej na Poznańskiej albo na Hożej, i myślą: cholera, taki styl życia jest rzeczywiście możliwy!

fot. Patryk Skrzydlewski

fot. Patryk Skrzydlewski

Jak dla Ciebie wygląda ludzka strona weganizmu?

W jakim sensie „ludzka”? Jeśli masz na myśli słynną maksymę Terencjusza, to „ludzkie” są błędy, które popełniamy. Znam na przykład kilku wegan, którzy odnoszą się z pogardą wobec osób, które jedzą mięso i nabiał. Mam wrażenie, że się wywyższają. To bardzo brzydko z ich strony.

Co poradziłbyś osobom, które chcą przejść na weganizm?

Na pewno warto zadbać o zbilansowaną dietę. Materiały na temat zdrowego odżywiania są dostępne choćby w internecie. No i regularnie suplementować B12. To niestety konieczność, a jeśli ktoś twierdzi inaczej, powinien dostać prztyczka w nos. Niedobór witaminy B12 może być bardzo groźny.

Jakie masz jakieś plany na przyszłość?

W ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy chciałbym wydać nowy tomik wierszy oraz ukończyć nową prozę.

Jakie jest Twoje największe marzenie?

Czy ja wiem? Chyba nie zwariować. Reszta sama się jakoś ułoży.

Dziękuję bardzo za rozmowę. Wszystkich którzy chcą poznać Marcina trochę bliżej, zapraszamy na Weganogarnię

rozmawiał Jarek Zawisza, Polskie Stowarzyszenie Wegańskie

Fa ”LafLaf” story

OLYMPUS DIGITAL CAMERANiewielka knajpka w samym centrum stolicy wyróżnia się nie tylko kompaktowym rozmiarem. Warto poznać ją również „od talerza”.

Schowana na tyłach ul. Marszałkowskiej, skromna rozmiarowo knajpa zapewnia wiele smakowitych doznań. „LafLaf” wzięło się z odwrócenia wyrazu „falafel”, który jest częścią specjalności lokalu.

Knajpka otwarta jest pod nowym adresem od maja 2014, odwiedziłem ją dosłownie tydzień po przeistoczeniu z wegetariańskiej na w 100% wegańską. Znajdziemy tu kilka klasyków kuchni bliskowschodniej.

Kameralny wystrój (klasyczne drewniane stoły i krzesła o wyrazistych kolorach) nie przeszkadza w rozkoszowaniu się prawdziwie mistrzowsko wykonanymi potrawami. Szef kuchni pochodzi z Bliskiego Wschodu, co jest wyczuwalne w każdym kęsie potraw z menu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W zależności od potrzeb klienta, potrawy można zjeść na miejscu, dostać na wynos, działa również dostawa do domu. Orzeźwiająca, niezbyt kwaskowata lemoniada własnej roboty, sok ze świeżych borówek, kawa na mleku migdałowym, różnego rodzaju herbaty – to tylko część płynowej oferty lokalu.
W lokalu podawane są dania szybkie (np. falafel w picie, kilka rodzajów burgerów), ale też i bardziej wyszukane (np. humus, kisz, sałatka z falafelem). Falafel, pieczarki, ciecierzyca, bób – takie można wybrać dodatki do chlebka pita i do własnej roboty humusu.

P6040009.JPG

Sałatka jest lekka dla żołądka, ale po pewnym czasie czuć sytość świeżymi warzywami połączonymi z ciekawym rodzajem kotlecików z ciecierzycy (falafel). Falafel jest mocno przypieczony, zielony kolor
swego wnętrza zawdzięcza pietruszce, wyczuwalny jest duży udział sezamu.

Humus zasługuje na specjalne uznanie – jego delikatna konsystencja jest po prostu powalająca. Subtelny w smaku humus uzupełniony jest przepysznymi kostkami z tofu z dodatkiem curry, a kawałki bakłażana dodają całości zdecydowanego smaku. Całość jest posypana natką świeżej pietruszki. Towarzystwo chlebka pita, łagodnych i ostrych (uwaga na ten najostrzejszy!) sosów pasuje tu jak ulał.

P6040013.JPG

Ciemna bułka posmarowana od środka niesamowitym humusem, pastą tahini, świeże warzywa, sosy własnej roboty i mocno spieczona cukinia mogą być sposobem na pokazanie zwierzętożernym niedowiarkom, że wegańska kuchnia potrafi być przepyszna.

Na ciekawskich wschodnich przekąsek czeka pieczarkowy lub szpinakowy kisz, a również zupy (z zielonej soczewicy i zupa tygodnia).
Ceny wydają się być sensowne:
napoje na zimno w zakresie 5-9 zł,
napoje gorące w zakresie 5-18 zł,
pita z dodatkami w zakresie 11-14 zł,
humus z dodatkami 17-23 zł,
sałatka 18 zł,
zupa 8 zł,
ciasta 6-9zł.

P6040014.JPG

Może się wydawać, że falafel, humus, sałatka, burgery czy zupy to nic specjalnego. Po zrozumieniu, z jaką pieczołowitością i dbałością o szczegóły te potrawy stworzono oraz po ich spróbowaniu gwarantuję, że nie będziecie mieli najmniejszych wątpliwości, że warto się w LafLaf pojawiać, i to jak najczęściej.

LafLaf
Ul. Marszałkowska 68/70, Warszawa
Pn.-Sb. 11.00-21.00
Nd. 12.00-21.00
Aktualności dotyczące “LafLaf” znajdziecie tutaj

Tekst i zdjęcia: Jacek Balázs
Opracowanie to jest aktualizacją artykułu, który ukazał się w magazynie Vege nr 07-08/2014

Biogram: Jacek Balázs: Zadeklarowany roślinożerca, miłośnik Tatr i wszelkiego życia. Psycholog, szczególnie zainteresowany tematyką uzależnień.

Wegańskie pasje Klaudyny Andrijewskiej

Klaudyna Andrijewska
Nauczycielka, aktywistka, blogerka, biegaczka, ale chyba przede wszystkim autorka pierwszej polskiej książeczki dla dzieci poruszającej tematy weganizmu i praw zwierząt “Tosia i Pan Kudełko“: innymi słowy Weganka z Pasją! Klaudyna będzie naszym gościem na najbliższej Weganogarni w Warszawie – 28.02.2016. Poniżej krótka rozmowa w której opowiada nam o swych pasjach i planach, miłej lektury 🙂

Klaudyna

Opowiedz nam coś o sobie: czym zajmujesz się na co dzień?

Jestem nauczycielką języka polskiego w łódzkim liceum. Bardzo lubię pracę z młodzieżą, szczególnie tę jej część nie związaną z prowadzeniem lekcji. Próbuję na przykład zarazić moich podopiecznych ideą wolontariatu i zabieram ich do schroniska dla zwierząt. Sama współpracuję z Otwartymi Klatkami. Lubię prowadzić warsztaty, spotkać się z ludźmi, pokazywać weganizm. To chyba lubię robić najbardziej: promować weganizm jako łatwy sposób na pomaganie zwierzętom.

Jestem też autorką serii książek dla dzieci o małej wegance – Tosi. „Tosia i Pan Kudełko” to książeczki, w których staram się w prosty sposób mówić o trudnych sprawach. 8 lutego ukazała się trzecia część „Cyrkowe rozterki”. W tej części Tosia odkrywa, że cyrk ze zwierzętami to bardzo smutne miejsce. Dziewczynka podejmuje bardzo trudną dla niej decyzje – nie idzie na przedstawienie. W jej postanowieniu będą ją wspierać rodzice i oczywiście Pan Kudełko.

Jak odkryłaś swą pasję do pisania, jak to się zaczęło?

Lubię pisać chyba od zawsze. Kiedyś, jako młoda dziewczyna, pisałam wiersze (zostały nawet wydane). Pomysł, by napisać książkę dla dzieci o weganizmie urodził się w mojej głowie, kiedy zaszłam w ciążę. Chciałam, by moja córeczka miała bohaterkę, z którą będzie się mogła identyfikować. Wydawało mi się, że może innym rodzicom też brakuje takiej książki. Tosia jest zwykłą dziewczynką, trapią ją różnego rodzaju wątpliwości, czasami chce być podobna do innych dzieci, czasami chce wiedzieć jak tłumaczyć im styl życia, który wybrała jej rodzina.

tosia

Od kiedy jesteś weganką? Co było powodem przejścia na weganizm?

Przestałam jeść mięso, kiedy miałam piętnaście lat. Ale nie był to wtedy nawet wegetarianizm, bo jadłam ryby. Na studiach na rok wróciłam do jedzenia mięsa. Kolejna decyzja o niejedzeniu zwierząt była już bardziej świadoma i dojrzała. Weganką jestem od czterech lat. Decyzję o ostatecznej zmianie diety podjęłam po obejrzeniu filmu „To tylko zwierzęta”, uświadomił mi ogrom cierpienia związany z produkcją mięsa, nabiału, jaj. Nie miałam wtedy żadnego pojęcia jak wygląda dieta roślinna. Myślałam, że weganie jedzą tylko ryż z warzywami. Szybko przekonałam się, że to nieprawda i że świat wegańskiego jedzenia może być kolorowy, pyszny i bardzo zdrowy.

Czy łatwo było Ci się przestawić na nowy sposób odżywiania?

Byłam bardzo silnie zmotywowana i szybko zaczęłam szukać wsparcia w Internecie. Szukałam przepisów na wegańskich blogach, ale też ludzi, którzy myślą i czują tak jak ja. Znalazłam łódzkich wegan, aktywnie działających na rzecz praw zwierząt. Poczułam wtedy, że nie jestem sama, że wokół są ludzie, którzy patrzą na zwierzęta tak jak ja. Ale najważniejszym wsparciem była dla mnie mąż. Od samego początku silnie dawał mi poczucie, że mnie rozumie i że na niego też przyjdzie kiedyś czas (i przyszedł, dziś Michał też jest weganinem). Myślę, że w przechodzeniu na weganizm najtrudniejsza jest samotność, brak zrozumienia. Jeśli zależy nam, by była to stała zmiana trzeba znaleźć innych wegan lub przekonać bliskich do naszej diety. Jedzenie to nie tylko zaspakajanie potrzeb energetycznych, pełni ważną funkcję w naszym życiu. Wspólny stół w domu to ważne miejsce. Warto rozmawiać z bliskimi, rodziną o naszym wyborze. Wyjaśniać jak bardzo jest to dla nas ważne, ale niczego nie narzucać.

Czy nachodziły Cię chwile zwątpienia? I jeśli tak, to jak sobie z nimi radziłaś?

Zwątpienie, raczej nie. Nie myślałam nigdy, by zarzucić weganizm. Bywało mi czasami smutno, gdy nie mogłam zjeść na mieście pizzy czy kupić sobie ulubionych ciastek. Wszystko to jednak zawsze okazywało się kwestą czasu. I ser wegański się znalazł i ciastka bez mleka. Pamiętam jak kiedyś z koleżanką weganką mówiłyśmy sobie, że wszystko można zrobić w wersji wegańskiej, tylko nie bezy i że tak się nam za tymi bezami tęskni. Nie minęło kilka dni od tej rozmowy, a Internet wypełniły przepisy na bezy z wody po ciecierzycy. Jadłam – są niewiarygodnie pyszne.

Jak wyglądają u Ciebie święta, imprezy rodzinne?

Początki nie były łatwe: jeżdżenie do rodziców z koszykiem własnego jedzenia, często nawet oddzielne spożywanie posiłków. Brakowało mi takiej wspólnoty, którą daje gotowanie razem, wspólny stół. Przez cztery lata wszystko bardzo się zmieniło. Najpierw na weganizm przeszedł mój mąż. Dziś moi rodzice też są na diecie roślinnej, mięsa nie je również siostra Michała. Święta zaczynają się od planowania co będziemy jeść, gotujemy, pieczemy i cieszymy się wspólnym czasem. Można powiedzieć, weganizm daje nam nową radość. Bo jest to szukanie przepisów, próby, a może tak, a może z tym. Rok temu na Wielkanoc wzięliśmy udział w konkursie na najładniejszy świąteczny stół, ogłoszony przez jedną z blogerek. Robiliśmy nawet wegańskie jajka do żurku, to była super zabawa z pysznym jedzeniem w tle.

Czy Twoją córkę wychowujesz na wegankę?

Nie wiem… mam nadzieję… Nie wiem jak się wychowuje wegankę. Moja córka jest na diecie roślinnej, nie chodzi do ZOO i cyrku ze zwierzętami, czy to wystarczy by była kiedyś weganką? Naprawdę nie wiem. Staram się z całych sił rozbudzać w niej empatię, tłumaczyć świat tak, by rozumiała potrzeby innych, w tym zwierząt. Matylda jest jeszcze malutka, ale pewnie już za chwilę zacznie pytać: dlaczego? Mam nadzieję, że staniemy na wysokości zadania i będziemy potrafili opowiedzieć jej czym jest weganizm i dlaczego taką drogę wybraliśmy.

12764790_1661840064082811_6018597372415419731_o

Czy weganizm wpływa jakoś na codzienną organizację Twojego życia? Jak wygląda Twój weganizm w codziennej praktyce?

Czy mogę pominąć to pytanie? Weganizm jest dla mnie już jak druga skóra, po prostu jest. Nie zastanawiam się jak mogłoby być inaczej. Po prostu wstaje rano, gotuje jaglankę i już.

Czy dostrzegasz zmiany w swym światopoglądzie odkąd jesteś weganką?

Chyba nie. Wydaję mi się, że weganizm był konsekwencją mojego wcześniejszego światopoglądu.

Jakie są Twoje zainteresowania/hobby/pasje poza weganizmem? Jak lubisz spędzać wolny czas?

Lubię biegać i aktywnie spędzać czas na świeżym powietrzu. Moja ostatnia fascynacja to Nordic Walking.

Czym dla Ciebie jest weganizm?

Najlepszym wyborem, najprostszą odpowiedzią. Życiem w harmonii ze światem. Chciałam w pierwszej chwili powiedzieć: „wszystkim”, bo mam trochę takie uczucie, że to już jest integralna część mnie. Kiedyś napotkałam na taka parafrazę: myślę więc jestem weganką. Podoba mi się to zdanie. Oczywiście nie chodzi tu o to, że ludzie na tradycyjnej diecie nie myślą, nie mam intencji nikogo obrażać i autor chyba też nie miał. Chodzi raczej o stan świadomości – wiem, przemyślałam, nie jem.

Co sadzisz o polskim środowisku wegańskim?

Bardzo je lubię, daje mi poczucie wspólnoty, wiarę w działanie na rzecz zwierząt. Czasami wydaje mi się, że brakuje nam może trochę wyrozumiałości. Jesteśmy różni, wybieramy różne drogi działania, ale przecież łączy nas jeden cel. Warto o nim pamiętać. Przede wszystkim cieszę się, że w ogóle możemy mówić o naszym środowisku – to naprawdę fajna rzecz, że jesteśmy, jednoczymy się, by robić coś dobrego i jest nas coraz więcej.

Czego Twoim zdaniem w wegańskim świecie jeszcze brakuje? / w polskich realiach?

Mnie chyba niczego nie brakuje. Są bezy, jest ser na pizzę, jest pyszne jedzenie w knajpach. Weganizm jeszcze nigdy nie był tak prosty i przyjemny.

Myślę, że problem dla wielu osób może być wciąż brak wiedzy na temat weganizmu wśród lekarzy. Jest to moim zdaniem przykre, że lekarze nie chcą poszerzać swojej wiedzy w zakresie dietetyki, bardzo często powielają mity na temat mięsa i nabiału w diecie. Warto szukać lekarza przychylnego weganom, pomocne mogą być w tym grupy i fora internetowe.

1044759_700343846679837_4744867698360895160_n

Czy zachęcasz do weganizmu znajomych i nowo-poznane osoby?

Już nie, raczej staram się dyskretnie dawać przykład. Ale na początku byłam w tym zachęcaniu bardzo natarczywa. Chyba to był taki moment: chwila po przebudzeniu. Jakbym wszystkim chciała na siłę otwierać oczy: ja już wiem, wiedzcie razem ze mną. To było bardzo frustrujące i nieskuteczne. Dziś wiem, że każdy inaczej dojrzewa do decyzji o wegetarianizmie czy weganizmie.

Oczywiście jeśli ktoś mnie prosi o radę czy pyta dlaczego, odpowiadam. Ale staram się nie narzucać, ludzie tego nie lubią i odnosi się przeciwny skutek.

W jaki sposób Twoim zdaniem można skutecznie promować weganizm?

Przede wszystkim dawać przykład, ale nie być w tym nachalnym. W promowaniu weganizmu ważna jest też moim zdaniem empatia wobec ludzi. Trzeba być wyrozumiałym i cierpliwym. Moim zdaniem dobrze sprawdza się metoda małych kroków. Ale to wszystko zależy od sytuacji, grupy, do której chcemy trafić. Ważne, by działać różnorodnie, mieć przekaz dla sportowca, który boi się o dzienną porcję białka, ale też dla kogoś, kto chce skutecznie pomagać zwierzętom.

Weganizm wczoraj i dziś – jakie widzisz różnice?

Jestem weganką dopiera od czterech lat, trudno mi więc mówić o weganizmie wczoraj i dziś. Na pewno weganizm jest coraz łatwiejszy, bardziej dostępny, ale wciąż tak samo zdrowy i dobry dla zwierząt.

Co poradziłabyś osobom chcącym przejść na weganizm / początkującym? Których z Twoich błędów mogliby uniknąć?

Szukaj przepisów na dania, które ci smakują. Weganizm to nie umartwianie, szukaj nowych smaków, ciekawych potraw, ucz się wegańskiego gotowania – jest naprawdę proste. Znajdź innych wegan, nie bądź sam. Poszukaj organizacji pro-zwierzęcych, znajdziesz tam ludzi, którzy myślą tak jak ty, doradzą ci, rozwieją wątpliwości. Ciesz się swoim weganizmem, to najlepszy wybór jakiego można dokonać.

Jakie jest Twoje największe marzenie?

W tej chwili największe to przeprowadzka na wieś. Chciałbym żyć trochę bliżej natury.

Czy masz jakieś plany na przyszłość i czy możesz się nimi z nami podzielić?

Pracuję nad książką kucharską dla dzieci. Razem z moją wydawczynią i ilustratorką przygód Tosi i Pana Kudełko chcemy zaprosić dzieci do wspólnej zabawy w kuchni. Piszę też kolejne części przygód moich bohaterów. Zżyłam się z Tosią, chciałabym, żeby ta przyjaźń owocowała kolejnymi książkami.

Dziękuję bardzo za rozmowę. Życzę spełnienia marzeń i realizacji planów 🙂

Wszystkich którzy chcą poznać Klaudynę zapraszamy na Weganogarnię

rozmawiał Jarek Zawisza, Polskie Stowarzyszenie Wegańskie

Wegańskie pasje Darka Gzyry

Darek Gzyra
Współzałożyciel i długoletni aktywista Empatii, animator animal studies w Polsce – www (http://animalstudies.pl/) grupa FB (https://www.facebook.com/groups/animalstudiespolska). Artysta, filozof, publicysta, autor: innymi słowy Weganin z Pasją!
Darek będzie naszym gościem na najbliższej Weganogarni w Krakowie – 20.02.2016. Poniżej krótka rozmowa w której opowiada nam o swych pasjach i planach, miłej lektury 🙂

11312908_933280936738326_2528156304020525126_o

Powiedz nam kim jesteś, skąd Twoja pasja?

Uczę się, doznaję olśnień. Nie umiem wyraźnie określić kim jestem. Nie chciałbym bełkotać na ten temat lub mówić półprawdy. Prawdopodobnie jestem kojarzony, o ile ktoś mnie w ogóle kojarzy, z działaniem na rzecz zwierząt i promowaniem weganizmu. Jeśli chociaż trochę zapracowałem na takie skojarzenie, to dobrze. Z drugiej strony, gdyby to miało wyczerpać opis mnie, to byłbym zaniepokojony.

Od kiedy jesteś weganinem? Co spowodowało przejście na weganizm?

Jestem weganinem od 1999 roku, wcześniej byłem przez 7 lat wegetarianinem. Powodem mojego przejścia na weganizm byli inni ludzie, w podwójnym sensie. Po pierwsze to ludzie krzywdzą zwierzęta. Po drugie, to ludzie byli weganami zanim sam nim zostałem. Dla osłabienia antropocentryzmu tego stwierdzenia mogę się poprawić: zostałem weganinem w reakcji na ból, strach i cierpienie zwierząt.

Jak wspominasz swoje początki? Czy były jakieś trudności?

Żyjemy na planecie Ziemia. Tu zawsze są jakieś trudności. Wtedy też były. Myślę, że jak ktoś chce je akcentować i zbudować z nich alibi dla stagnacji i apatii, to niezależnie od czasu i miejsca, w którym żyje, znajdzie ich dostateczną ilość. Ja się nakręcam trudnościami. Jak jest łatwo, to zaczynam ziewać. Można więc powiedzieć, że zaczynałem weganizm w całkiem niezłych czasach. Tak, naprawdę nie było jeszcze wtedy mleka sojowego w Biedronce i Facebooka. Nawet Jadłonomii nie było.

aktywizm

Co się zmieniło w Twoim życiu po przejściu na weganizm?

Nie jadłem już więcej sera żółtego. Wymienił mi się garnitur znajomych i zacząłem się pasjonować aktywizmem, działaniem społecznym. Próba wpływania na rzeczywistość, na innych ludzi, okazała się czymś fascynującym. I wymagała zupełnie nowych umiejętności, przełamania swoich lęków. Czyli poznałem zupełnie nowe smaki. Nie chciałbym nadużywać określeń pełnych patosu, ale były wśród nich i pot, i krew, i łzy. Przez wiele lat ciężko pracowałem w Empatii, zajmowałem się i wciąż zajmuję tematyką dotyczącą śmierci i cierpienia, a więc nieuchronnie dotyka to emocji. Poznałem też dobrze smak satysfakcji z tego, co robię.

Czy miewałeś chwile zwątpienia? Jak sobie z nimi radziłeś?

Nigdy nie miałem chwil zwątpienia i nadal ich nie mam. Oczywiście pielęgnuję w sobie wątpliwości, wątpienie, ale to co innego niż zwątpienie. O wątpliwości trzeba dbać, żeby nie być fundamentalistą, zakutym łbem, ślepym wiernym wiary w weganizm.

W jaki sposób weganizm wpływa na codzienną organizację życia? Jak wygląda weganizm w codziennej praktyce?

Bardzo trudno jest w ten sposób uogólnić. W przypadku różnych ludzi z pewnością wygląda to inaczej. Weganizm to praktyka odmowy robienia określonych rzeczy, ale i konieczność robienia kilku nowych. Jest wśród nich wymóg większej czujności i wnikliwości co do wyborów życiowych, małych i większych. Nie zagarnia się życia maksymalnie szerokim gestem, tylko się wybiera. W niektórych sytuacjach wybór może być ograniczony, czasem może to odebrać trochę wygody. Idzie się do sklepu i trochę dłużej szuka się odpowiednich butów. Moja perspektywa jest jednak specyficzna. Po tych wszystkich latach weganizm jest dla mnie czymś tak zwyczajnym, jak tylko może być. W dodatku mieszkam w Warszawie, gdzie jest stosunkowo łatwo być weganinem. Inna organizacja życia takiego jak ja mężczyzny w średnim wieku polega na tym, że sięga się na inną półkę w sklepie.

Czy zaszły jakieś zmiany w Twoim światopoglądzie?

Na szczęście zaszły i wciąż zachodzą. Nie w tym sensie, że to weganizm zaprowadził mnie na przykład do ateizmu. Jestem po prostu ogólnie coraz bardziej wyczulony na niesprawiedliwość i manipulację, widzę coraz wyraźniej zazębianie się różnych form opresji. Mam wrażenie, że jestem coraz większym realistą. Chciałbym być coraz większym realistą.

człowiek

Jaka jest Twoja ulubiona książka/film traktująca o weganizmie?

Nie mam ulubionej książki o weganizmie. Mam natomiast scenę z filmu, która mnie zawsze porusza. To moment, kiedy w filmie Peaceable Kingdom były farmer Harold Brown opowiada o krowie. Mówi, mówi i stopniowo na jego twarzy widać coraz większe emocje. W końcu zaczyna płakać. I wtedy ja też zaczynam. Harold Brown zaczął widzieć świat inaczej i z farmera stał się aktywistą na rzecz zwierząt.

Jakie są Twoje zainteresowania/hobby/pasje poza weganizmem? Jak lubisz spędzać wolny czas?

Jestem zakochany i chciałbym pozostać zakochany. Koniecznie musi być muzyka, muszą być książki.

Czym dla Ciebie jest weganizm?

Mieszanką deontologii z utylitaryzmem. Idealizmu z realizmem. Z jednej strony jest to bardzo silne odwołanie się do ponadczasowych wartości, z drugiej jest to potężne narzędzie radykalnej zmiany społecznej.

Jak oceniasz polskie środowisko wegańskie?

Zróżnicowane. A skoro takie, to i jakościowo ten weganizm jest różny. W Polsce jest prawdopodobnie grubo ponad pół miliona wegan. Tylko niewielka część z nich zajmuje się aktywizmem. Tę część znam całkiem nieźle i o niej mówię, że jest zróżnicowana. Jest zarówno frakcja trzeźwo myślących, jak i frakcja mitomanów i mitomanek, zwolenników przeróżnych teorii spiskowych i pseudonauki. Jest stronnictwo emanujących pozytywnymi emocjami, ale i są toksyczne osobniki. Nie sądzę, żeby polskie środowisko wegańskie miało jakąś specyfikę regionalną.

11255483_933277310072022_6849712501783898613_o

Czego Twoim zdaniem w wegańskim świecie jeszcze brakuje? / w polskich realiach?

Masy. Jak będziemy mieli masę, to zaczniemy rzeźbić. Musi być więcej wegan i weganek oraz tych, którzy są przychylni. Jest oczywiście dużo lepiej, wzruszająco lepiej, bo statystyki wreszcie drgnęły, a weganizm toruje sobie drogę z peryferii do środka. Normalnieje. Jednak wciąż jest nas za mało. Wegan i weganek w sensie prywatnym, ale przede wszystkim takich, którzy wykorzystują swoje role społeczne do mówienia o konieczności i możliwości życia z szacunkiem wobec zwierząt. Nauczycielek, przedsiębiorców, dziennikarek, sportowców, artystów, ludzi, którzy znormalizują weganizm jeszcze bardziej.

Czy polecasz weganizm znajomym i nowo-poznanym osobom?

Zwykle nie. Raczej ograniczam się do tego, że nie ukrywam, że jestem weganinem. I staram się być takim weganinem, który jest inspirujący i sympatyczny. Nie wywieram presji w sytuacjach prywatnych. Niestety w mojej obecności czasem ludzie zaczynają się tłumaczyć, dlaczego nie są weganami lub wegankami, co bywa dla mnie okropnie krępujące. Oczywiście publicznie często mówię o weganizmie, również go promuję, ale to co innego.

Jaki Twoim zdaniem jest najskuteczniejszy, sposób by przekonać kogoś do przejścia na weganizm?

Przykład własny, możliwy do naśladowania. Spokój, pokora, czyli uznanie własnej omylności, ale jednocześnie stanowczość, konsekwencja.

Co poradziłbyś osobom chcącym przejść na weganizm / początkującym? Których z Twoich błędów mogliby uniknąć?

Gdyby udało się opracować suplement diety, który skutkuje wyłączeniem fazy neofickiej weganizmu, to byłbym za obowiązkowym wzbogacaniem nim mąki, a nawet wody. Myślę, że wegańska nadgorliwość jest częstym błędem. Tym, którzy chcieliby przejść na weganizm polecam kontakt z którąś z organizacji pro-zwierzęcych, jest ich trochę do wyboru, co też jest znakiem czasu. Wbrew pozorom jest to rada również dla tych, dla których motywacją zainteresowania weganizmem są powody zdrowotne. W organizacjach działają ludzie, którzy będą potrafili doradzić lub odesłać do źródeł wiedzy.

Jakie jest Twoje największe marzenie?

Dosyć duże.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jakie masz plany na przyszłość?

W wymiarze publicznym: chciałbym nauczyć się tak szanować innych, żeby być szanowanym. W wymiarze prywatnym: tak kochać, żeby być kochanym.

Dziękuję bardzo za rozmowę. Miło mi było porozmawiać z kimś, kto podobnie jak ja, pamięta czasy sprzed fejsbooka 😉

Wszystkich którzy chcą poznać Darka zapraszamy na Weganogarnię

rozmawiał Jarek Zawisza, Polskie Stowarzyszenie Wegańskie

Edamame Vegan Sushi

edamame

Udaliśmy się w zeszłym tygodniu trzyosobową grupą na rekonesans do pierwszej wegańskiej restauracji sushi w Warszawie (i w Polsce) — Edamame Vegan Sushi. Wydelegowani członkowie grupy degustującej zdecydowanie nie należeli do laików w temacie sushi. Jedno z nas pracowało w restauracji sushi, inne przed przejściem na dietę roślinną uznawało sushi za swoje ulubione danie i znało dobrze większość warszawskich restauracji z sushi. Poszliśmy tam więc z nadzieją, ale i stereotypowo sceptyczni, bo jeśli sushi jest bez ryby, to niby z czym?

Restauracja mieści się przy ul. Wilczej 11, w starej śródmiejskiej okolicy. Przywitało nas bardzo przyjemne wnętrze i miła obsługa, która świetnie doradzała nam przy wyborze dań. „Świetnie” znaczy, że nie pozostawiono nam żadnych wątpliwości, gdy pytaliśmy o skład czy smak. Swoboda, z jaką obsługująca nas osoba opowiadała o daniach, mogłaby zawstydzić niejedną warszawską restaurację.

A jest o czym opowiadać, bo wybór duży: futomaki, maki, tempura rolls, nigiri, special rolls, a wszystkie w kilku wersjach z przeróżnymi składnikami — oprócz dobrze znanych typu tofu, boczniaków, awokado, marchwi, ogórka pojawiają się składniki zupełnie egzotyczne, jak na przykład okra, daikon, kanpyo. Do tego 5 zup i przystawki. Ciężko się zdecydować, bo chciałoby się zjeść wszystko.

futomaki

Futomaki

Sushi podano na liściach bananowca, wasabi ułożono w kształtny listek, imbir spleciono w rożek. Szczególnie przypadły nam do gustu kompozycje z bakłażanem i boczniakiem. Prysnęły wszelkie wątpliwości, czy można zjeść dobre sushi w wersji wegańskiej. Może nawet lepsze.

Oprócz obowiązkowego sushi zamówiliśmy jeszcze zupy i te również są godne polecenia: wspaniała grzybowa o intensywnym smaku oraz zupa krem z mlekiem kokosowym, wędzonym tofu i makaronem udon.

Zupa grzybowa

Zupa grzybowa

Profesjonalizm lokalu wynika zapewne z tego, że Edamame Vegan Sushi jest przedsięwzięciem rodzinnym, a właściciel prowadził wcześniej tradycyjną restaurację sushi. Po przejściu na dietę roślinną postanowił stworzyć bogatą ofertę dań sushi w wersji wegańskiej, co udało mu się z powodzeniem. Jak się dowiedzieliśmy, oferta będzie wzbogacona i rozbudowana, na co czekamy z niecierpliwością. Naszą nadzieję budzi zapowiedź sushi na ryżu pełnoziarnistym (na ryżu czarnym już jest!).

Lokal pełny!

Z pewnością zajdziemy do Edamame Vegan Sushi jeszcze niejeden raz.

(Źródło zdjęć: Edamame Vegan Sushi)