Tani i zdrowy bar roślinny

Drugie chronologicznie całkowicie roślinne miejsce w Krakowie prezentuje ciekawą alternatywę dla stosunkowo drogich knajp. „Bar Wegański” to zdecydowanie intrygujące miejsce.

DSC_5375m

Bar otwarto w marcu 2015 roku. Promujące roślinną dietę miejsce, gdzie można zjeść dania całkowicie własnej produkcji, zostało urządzone głównie z recyklingowanych materiałów. Wyraźnie widać, że wystrój tworzyły osoby o bujnej wyobraźni – możecie tu podziwiać zbliżone zdjęcia warzyw, „roślinny kosmos” pod sufitem, a nawet delikatnie pobujać się na huśtawko-ławce.

DSC_5380m

Miejsce to pomimo swych kompaktowych rozmiarów, zaskakuje szerokim wyborem menu. Menu jest zmienne, więc warto tu zaglądać w poszukiwaniu nowości. Dostaniecie tu zarówno dania takie jak burger tygodnia, tortilla, ale również zweganizowane obiadki i sushi. Co niedzielę można tu przyjść na obiad „jak u mamy” – 3 dania z polskiej kuchni. Na specjalną uwagę zasługuje fakt, że prawie wszystko jest tu tworzone własnymi rękami – np. w tortilli również placek jest własnej roboty.

Po spożyciu smacznego, kwaskowatego kompotu spróbowałem pożywnych klusek śląskich, z pietruszkowymi „skwarkami” i mocno podpieczoną cebulką. Zupą dnia był pikantny rosół orientalny z dużą ilością składników z kuchni wschodniej. Tortilla była pełna smaku i adekwatnych proporcji. Spróbowałem też dwóch rodzajów sushi – pikantno-słodkiej tempury z awokado (rewelacja, czapki z głów!) oraz delikatnego uramaki (z ryżem na wierzchu) z dodatkiem wasabi. Na deser spróbowałem dwóch przepysznych słodkości, pierwsza z nich to sernik kokosowy z wiśniami. Drugi deser to japońskie inari – zaskakująca mieszanka owoców (moja wersja zawierała kawałki wiśni i melona) i ryżu, zamknięta w specjalnie spreparowanym tofu. Wszystko było przepyszne, dlatego zjadłem trochę za dużo, w końcu roślinny łasuch ze mnie. Tu nie dostaniecie dania, które nie ma smaku – kucharze nie boją się odważnie przyprawiać swych dań, z ewidentnym zyskiem dla klienta.

DSC_5395mDSC_5399m

DSC_5402m

Potrawy możecie zamówić również w rowerowej dostawie – na koncie facebookowym jest mapka zasięgu.

Ceny są na naprawdę każdą kieszeń – najdroższe danie menu kosztuje tu 15 złotych. Zupa kosztuje 4 zł, danie dnia 10 zł, burger 10 zł, tortilla 12 zł, sushi 10-15 zł, desery 3-6 zł, herbata 2zł, woda gratis, kawa „co łaska”.

„Bar Wegański” to niebanalna przestrzeń, w której poza klasykami dostaniecie też dania japońskie i z innych kuchni świata. Warto tu często zaglądać.

Bar Wegański

Ul. Starowiślna 28

Pn.-Pt. 11.00-19.00

Sb.-Nd. 13.00-19.00

Tekst i zdjęcia: Jacek Balázs

Opracowanie to jest aktualizacją artykułu, który ukazał się w magazynie Vege nr 12/2015.

Biogram: Jacek Balázs: Zadeklarowany roślinożerca, miłośnik Tatr i wszelkiego życia. Psycholog, szczególnie zainteresowany tematyką uzależnień.

Wegańskie pasje Marcina Orlińskiego

Marcin Orliński
Poeta, prozaik, krytyk literacki, publicysta, aktywista i… biegacz, innymi słowy Weganin z Pasją! Więcej informacji o nim samym, oraz próbki jego twórczości możecie znaleźć na stronie internetowej. Marcin będzie naszym gościem na najbliższej Weganogarni w Krakowie – 19.03.2016. Zapraszamy do zapoznania się z krótką rozmową w której opowiada nam o swych pasjach i planach, miłej lektury 🙂

Opowiedz nam o sobie: skąd Twoja pasja, jak to się zaczęło?

Która pasja? Literatura czy bieganie? Moja przygoda z literaturą zaczęła się jeszcze w podstawówce, choć teksty, które wtedy pisałem nie nadawałyby się do publikacji nawet w „Chwili dla Ciebie”. Dopiero na studiach zająłem się pisaniem na poważnie. Na początku były to tylko wiersze, ale z czasem zainteresowałem się też prozą i krytyką literacką. Swój czas i energię staram się więc rozdysponowywać między te trzy dziedziny. Jeśli chodzi o bieganie, to sprawa w miarę świeża. Regularnie i na dłuższe dystanse biegam dopiero od czterech lat.

11167809_924537890954433_4406739116091402414_n

fot. Maciej Kaczyński

Co było powodem twojego przejścia na weganizm?

Jestem weganinem od 2013 roku. Zdecydowałem się na ten styl życia głównie ze względów etycznych. Później odkryłem, że zbilansowana dieta wegańska jest też zdrowa i może pozytywnie wpłynąć na moją kondycję. Do tego doszły argumenty ekologiczne i ekonomiczne. Słowem: smacznie, zdrowo i przyjaźnie wobec wszystkiego, co chodzi, pływa, pełza i fruwa.

Czy łatwo było Ci się przestawić na nowy sposób odżywiania?

Miałem o tyle łatwo, że wcześniej na weganizm przeszła moja żona Magda. Dużo rozmawialiśmy, chodziliśmy też wspólnie na wykłady organizowane w ramach Tygodnia Weganizmu i Tygodnia Wegetarianizmu. Zmiany przebiegały stopniowo: najpierw zrezygnowałem z czerwonego mięsa, potem z drobiu, ryb i owoców morza, a na koniec z nabiału.

Co się zmieniło w Twoim życiu po przejściu na weganizm?

Zyskałem różne supermoce. Na przykład nauczyłem się przygotowywać nowe potrawy, odkryłem oryginalne przepisy na dania roślinne i pogłębiłem swoją wiedzę na temat gotowania. Pobiłem też rekordy życiowe na 10 km i w półmaratonie. Poza tym na imprezach wegańskich poznałem mnóstwo fantastycznych ludzi.

Czy miewałeś chwile zwątpienia? A jeśli tak, to jak sobie z nimi radziłeś?

Chwile zwątpienia pojawiały się na początku, na przykład kiedy byłem ze znajomymi w knajpie niewegańskiej i oni zamawiali pizzę. Zapach sera, który kiedyś uwielbiałem, a którego teraz nie mogłem zjeść, przyprawiał mnie o rozpacz. Potem jakoś mi przeszło. Zwłaszcza, że odkrywałem kolejne zastępniki tradycyjnych dań mięsnych: sery, szynki, kotlety, sosy i majonezy. Wiem, strasznie to wszystko niezdrowe, ale czasem nie potrafię sobie odmówić.

Jak wyglądają u Ciebie święta, imprezy rodzinne?

Święta spędzamy najczęściej z bliskimi. Najpierw jeździmy do rodziny Magdy, a potem do mojej. Moi rodzice świetnie gotują i specjalnie dla nas nauczyli się przygotowywać rozmaite wegańskie dania, od bezmięsnych odpowiedników tradycyjnych potraw, takich jak bigos czy kotlety, po zupełnie nowe, jak na przykład faszerowane bakłażany. Ja przygotowuję czasem na święta wegańską rybę po grecku z wędzonym tofu albo pasztet warzywny.

Czy weganizm wpływa jakoś na codzienną organizację Twojego życia? Jak wygląda Twój weganizm w codziennej praktyce?

Raczej nie wpływa. Warzywa i niektóre dodatki do potraw kupujemy w zwykłych marketach, a takie przysmaki, jak sery czy wędliny – w sklepach wegańskich. Czasem gotuję, korzystając z półproduktów, a czasem zupełnie od zera. Nauczyłem się robić m.in. tofucznicę, kotlety schabowe, krokiety, paszteciki, a także rozmaite sosy do makaronów, kaszy czy ryżu. Uwielbiam zwłaszcza kuchnię indyjską, meksykańską i dalekowschodnią. No i musi być na ostro.

Fot. Inka Radomska

fot. Inka Radomska

Czy dostrzegasz zmiany w swym światopoglądzie odkąd jesteś weganinem?

Raczej nie. Wydaje mi się, że weganizm dobrze się wpisał w moje wcześniejsze poglądy, a są to poglądy raczej lewicowe. Myślę, że empatia wobec zwierząt ma wiele wspólnego z empatią wobec innych mniejszości: seksualnych, religijnych czy narodowych. Trudno nie dostrzec też związków z feminizmem czy ateizmem. Według Kościoła zwierzęta nie mają duszy, są więc istotami z gruntu gorszymi. Na dodatek w Biblii czytamy: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi” (Rdz 1:26, BT). Myślę, że to wszystko pozwala Kościołowi sankcjonować i usprawiedliwiać różne sposoby wykorzystywania zwierząt przez człowieka.

Masz może ulubioną książkę lub film o tematyce wegańskiej?

Chyba „Jedz i biegaj” Scotta Jurka. Autor to biegowy szaleniec, a ja lubię szaleńców.

Czym dla Ciebie jest weganizm?

Dla mnie weganizm to nie tylko dieta, ale także styl życia. Bojkotuję więc wszystkie instytucje, które w jakikolwiek sposób wykorzystują zwierzęta, np. cyrki, firmy zajmujące się produkcją futer czy myśliwych, wobec których czuję szczególną odrazę.

Co sądzisz o polskim środowisku wegańskim?

Cieszę się, że w Polsce działają różne organizacje wegańskie. Drażni mnie natomiast, że często nie potrafią ze sobą współpracować. Pamiętasz ten rysunek Marka Raczkowskiego, w którym spiker mówi „Rozbudzone świętami emocje znów doprowadziły do starć ulicznych pomiędzy ateistami a agnostykami”? Czasem mam wrażenie, że podobne konflikty pojawiają się w środowisku wegańskim. A przecież wszyscy niezależnie od drobnych różnic światopoglądowych stoimy po tej samej stronie.

Czy zachęcasz do weganizmu znajomych i nowo poznane osoby?

Staram się przekonywać znajomych, że dieta wegańska jest zdrowa i w pełni wartościowa. Nie mam jednak zapędów misjonarskich i nie sprowadzam każdej rozmowy do tematu zwierząt.

W jaki sposób Twoim zdaniem można skutecznie promować weganizm?

Myślę, że za pomocą rozmaitych kampanii społecznych, eventów, spotkań, wykładów i publikacji. Każdy sposób jest dobry. Ważne, żeby dotrzeć do jak największej liczby osób i pokazać, że weganie to nie jakaś sekta, bo przecież i tak bywamy postrzegani. Jesteśmy zwykłymi ludźmi, którzy ze względu na dobro zwierząt postanowili tylko nieco zmienić swoje codzienne zachowania konsumenckie i żywieniowe.

Weganizm wczoraj i dziś – jakie widzisz różnice?

Nie czuję się kompetentny, żeby odpowiedzieć w pełni na to pytanie. Myślę, że organizacje wegańskie mają na ten temat więcej do powiedzenia. Ale odnoszę wrażenie, że weganizm jest coraz bardziej popularny. Mieszkam w Warszawie i widzę, że w ciągu ostatnich kilku lat powstało mnóstwo wegańskich barów i restauracji. To naprawdę świetna zmiana. Na dodatek mięsożercy i wegetarianie mogą się przekonać, że dieta roślinna to nic strasznego. Patrzą na ludzi, którzy siedzą w jakiejś knajpie wegańskiej na Poznańskiej albo na Hożej, i myślą: cholera, taki styl życia jest rzeczywiście możliwy!

fot. Patryk Skrzydlewski

fot. Patryk Skrzydlewski

Jak dla Ciebie wygląda ludzka strona weganizmu?

W jakim sensie „ludzka”? Jeśli masz na myśli słynną maksymę Terencjusza, to „ludzkie” są błędy, które popełniamy. Znam na przykład kilku wegan, którzy odnoszą się z pogardą wobec osób, które jedzą mięso i nabiał. Mam wrażenie, że się wywyższają. To bardzo brzydko z ich strony.

Co poradziłbyś osobom, które chcą przejść na weganizm?

Na pewno warto zadbać o zbilansowaną dietę. Materiały na temat zdrowego odżywiania są dostępne choćby w internecie. No i regularnie suplementować B12. To niestety konieczność, a jeśli ktoś twierdzi inaczej, powinien dostać prztyczka w nos. Niedobór witaminy B12 może być bardzo groźny.

Jakie masz jakieś plany na przyszłość?

W ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy chciałbym wydać nowy tomik wierszy oraz ukończyć nową prozę.

Jakie jest Twoje największe marzenie?

Czy ja wiem? Chyba nie zwariować. Reszta sama się jakoś ułoży.

Dziękuję bardzo za rozmowę. Wszystkich którzy chcą poznać Marcina trochę bliżej, zapraszamy na Weganogarnię

rozmawiał Jarek Zawisza, Polskie Stowarzyszenie Wegańskie

Fa ”LafLaf” story

OLYMPUS DIGITAL CAMERANiewielka knajpka w samym centrum stolicy wyróżnia się nie tylko kompaktowym rozmiarem. Warto poznać ją również „od talerza”.

Schowana na tyłach ul. Marszałkowskiej, skromna rozmiarowo knajpa zapewnia wiele smakowitych doznań. „LafLaf” wzięło się z odwrócenia wyrazu „falafel”, który jest częścią specjalności lokalu.

Knajpka otwarta jest pod nowym adresem od maja 2014, odwiedziłem ją dosłownie tydzień po przeistoczeniu z wegetariańskiej na w 100% wegańską. Znajdziemy tu kilka klasyków kuchni bliskowschodniej.

Kameralny wystrój (klasyczne drewniane stoły i krzesła o wyrazistych kolorach) nie przeszkadza w rozkoszowaniu się prawdziwie mistrzowsko wykonanymi potrawami. Szef kuchni pochodzi z Bliskiego Wschodu, co jest wyczuwalne w każdym kęsie potraw z menu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W zależności od potrzeb klienta, potrawy można zjeść na miejscu, dostać na wynos, działa również dostawa do domu. Orzeźwiająca, niezbyt kwaskowata lemoniada własnej roboty, sok ze świeżych borówek, kawa na mleku migdałowym, różnego rodzaju herbaty – to tylko część płynowej oferty lokalu.
W lokalu podawane są dania szybkie (np. falafel w picie, kilka rodzajów burgerów), ale też i bardziej wyszukane (np. humus, kisz, sałatka z falafelem). Falafel, pieczarki, ciecierzyca, bób – takie można wybrać dodatki do chlebka pita i do własnej roboty humusu.

P6040009.JPG

Sałatka jest lekka dla żołądka, ale po pewnym czasie czuć sytość świeżymi warzywami połączonymi z ciekawym rodzajem kotlecików z ciecierzycy (falafel). Falafel jest mocno przypieczony, zielony kolor
swego wnętrza zawdzięcza pietruszce, wyczuwalny jest duży udział sezamu.

Humus zasługuje na specjalne uznanie – jego delikatna konsystencja jest po prostu powalająca. Subtelny w smaku humus uzupełniony jest przepysznymi kostkami z tofu z dodatkiem curry, a kawałki bakłażana dodają całości zdecydowanego smaku. Całość jest posypana natką świeżej pietruszki. Towarzystwo chlebka pita, łagodnych i ostrych (uwaga na ten najostrzejszy!) sosów pasuje tu jak ulał.

P6040013.JPG

Ciemna bułka posmarowana od środka niesamowitym humusem, pastą tahini, świeże warzywa, sosy własnej roboty i mocno spieczona cukinia mogą być sposobem na pokazanie zwierzętożernym niedowiarkom, że wegańska kuchnia potrafi być przepyszna.

Na ciekawskich wschodnich przekąsek czeka pieczarkowy lub szpinakowy kisz, a również zupy (z zielonej soczewicy i zupa tygodnia).
Ceny wydają się być sensowne:
napoje na zimno w zakresie 5-9 zł,
napoje gorące w zakresie 5-18 zł,
pita z dodatkami w zakresie 11-14 zł,
humus z dodatkami 17-23 zł,
sałatka 18 zł,
zupa 8 zł,
ciasta 6-9zł.

P6040014.JPG

Może się wydawać, że falafel, humus, sałatka, burgery czy zupy to nic specjalnego. Po zrozumieniu, z jaką pieczołowitością i dbałością o szczegóły te potrawy stworzono oraz po ich spróbowaniu gwarantuję, że nie będziecie mieli najmniejszych wątpliwości, że warto się w LafLaf pojawiać, i to jak najczęściej.

LafLaf
Ul. Marszałkowska 68/70, Warszawa
Pn.-Sb. 11.00-21.00
Nd. 12.00-21.00
Aktualności dotyczące “LafLaf” znajdziecie tutaj

Tekst i zdjęcia: Jacek Balázs
Opracowanie to jest aktualizacją artykułu, który ukazał się w magazynie Vege nr 07-08/2014

Biogram: Jacek Balázs: Zadeklarowany roślinożerca, miłośnik Tatr i wszelkiego życia. Psycholog, szczególnie zainteresowany tematyką uzależnień.

Wegańskie pasje Klaudyny Andrijewskiej

Klaudyna Andrijewska
Nauczycielka, aktywistka, blogerka, biegaczka, ale chyba przede wszystkim autorka pierwszej polskiej książeczki dla dzieci poruszającej tematy weganizmu i praw zwierząt “Tosia i Pan Kudełko“: innymi słowy Weganka z Pasją! Klaudyna będzie naszym gościem na najbliższej Weganogarni w Warszawie – 28.02.2016. Poniżej krótka rozmowa w której opowiada nam o swych pasjach i planach, miłej lektury 🙂

Klaudyna

Opowiedz nam coś o sobie: czym zajmujesz się na co dzień?

Jestem nauczycielką języka polskiego w łódzkim liceum. Bardzo lubię pracę z młodzieżą, szczególnie tę jej część nie związaną z prowadzeniem lekcji. Próbuję na przykład zarazić moich podopiecznych ideą wolontariatu i zabieram ich do schroniska dla zwierząt. Sama współpracuję z Otwartymi Klatkami. Lubię prowadzić warsztaty, spotkać się z ludźmi, pokazywać weganizm. To chyba lubię robić najbardziej: promować weganizm jako łatwy sposób na pomaganie zwierzętom.

Jestem też autorką serii książek dla dzieci o małej wegance – Tosi. „Tosia i Pan Kudełko” to książeczki, w których staram się w prosty sposób mówić o trudnych sprawach. 8 lutego ukazała się trzecia część „Cyrkowe rozterki”. W tej części Tosia odkrywa, że cyrk ze zwierzętami to bardzo smutne miejsce. Dziewczynka podejmuje bardzo trudną dla niej decyzje – nie idzie na przedstawienie. W jej postanowieniu będą ją wspierać rodzice i oczywiście Pan Kudełko.

Jak odkryłaś swą pasję do pisania, jak to się zaczęło?

Lubię pisać chyba od zawsze. Kiedyś, jako młoda dziewczyna, pisałam wiersze (zostały nawet wydane). Pomysł, by napisać książkę dla dzieci o weganizmie urodził się w mojej głowie, kiedy zaszłam w ciążę. Chciałam, by moja córeczka miała bohaterkę, z którą będzie się mogła identyfikować. Wydawało mi się, że może innym rodzicom też brakuje takiej książki. Tosia jest zwykłą dziewczynką, trapią ją różnego rodzaju wątpliwości, czasami chce być podobna do innych dzieci, czasami chce wiedzieć jak tłumaczyć im styl życia, który wybrała jej rodzina.

tosia

Od kiedy jesteś weganką? Co było powodem przejścia na weganizm?

Przestałam jeść mięso, kiedy miałam piętnaście lat. Ale nie był to wtedy nawet wegetarianizm, bo jadłam ryby. Na studiach na rok wróciłam do jedzenia mięsa. Kolejna decyzja o niejedzeniu zwierząt była już bardziej świadoma i dojrzała. Weganką jestem od czterech lat. Decyzję o ostatecznej zmianie diety podjęłam po obejrzeniu filmu „To tylko zwierzęta”, uświadomił mi ogrom cierpienia związany z produkcją mięsa, nabiału, jaj. Nie miałam wtedy żadnego pojęcia jak wygląda dieta roślinna. Myślałam, że weganie jedzą tylko ryż z warzywami. Szybko przekonałam się, że to nieprawda i że świat wegańskiego jedzenia może być kolorowy, pyszny i bardzo zdrowy.

Czy łatwo było Ci się przestawić na nowy sposób odżywiania?

Byłam bardzo silnie zmotywowana i szybko zaczęłam szukać wsparcia w Internecie. Szukałam przepisów na wegańskich blogach, ale też ludzi, którzy myślą i czują tak jak ja. Znalazłam łódzkich wegan, aktywnie działających na rzecz praw zwierząt. Poczułam wtedy, że nie jestem sama, że wokół są ludzie, którzy patrzą na zwierzęta tak jak ja. Ale najważniejszym wsparciem była dla mnie mąż. Od samego początku silnie dawał mi poczucie, że mnie rozumie i że na niego też przyjdzie kiedyś czas (i przyszedł, dziś Michał też jest weganinem). Myślę, że w przechodzeniu na weganizm najtrudniejsza jest samotność, brak zrozumienia. Jeśli zależy nam, by była to stała zmiana trzeba znaleźć innych wegan lub przekonać bliskich do naszej diety. Jedzenie to nie tylko zaspakajanie potrzeb energetycznych, pełni ważną funkcję w naszym życiu. Wspólny stół w domu to ważne miejsce. Warto rozmawiać z bliskimi, rodziną o naszym wyborze. Wyjaśniać jak bardzo jest to dla nas ważne, ale niczego nie narzucać.

Czy nachodziły Cię chwile zwątpienia? I jeśli tak, to jak sobie z nimi radziłaś?

Zwątpienie, raczej nie. Nie myślałam nigdy, by zarzucić weganizm. Bywało mi czasami smutno, gdy nie mogłam zjeść na mieście pizzy czy kupić sobie ulubionych ciastek. Wszystko to jednak zawsze okazywało się kwestą czasu. I ser wegański się znalazł i ciastka bez mleka. Pamiętam jak kiedyś z koleżanką weganką mówiłyśmy sobie, że wszystko można zrobić w wersji wegańskiej, tylko nie bezy i że tak się nam za tymi bezami tęskni. Nie minęło kilka dni od tej rozmowy, a Internet wypełniły przepisy na bezy z wody po ciecierzycy. Jadłam – są niewiarygodnie pyszne.

Jak wyglądają u Ciebie święta, imprezy rodzinne?

Początki nie były łatwe: jeżdżenie do rodziców z koszykiem własnego jedzenia, często nawet oddzielne spożywanie posiłków. Brakowało mi takiej wspólnoty, którą daje gotowanie razem, wspólny stół. Przez cztery lata wszystko bardzo się zmieniło. Najpierw na weganizm przeszedł mój mąż. Dziś moi rodzice też są na diecie roślinnej, mięsa nie je również siostra Michała. Święta zaczynają się od planowania co będziemy jeść, gotujemy, pieczemy i cieszymy się wspólnym czasem. Można powiedzieć, weganizm daje nam nową radość. Bo jest to szukanie przepisów, próby, a może tak, a może z tym. Rok temu na Wielkanoc wzięliśmy udział w konkursie na najładniejszy świąteczny stół, ogłoszony przez jedną z blogerek. Robiliśmy nawet wegańskie jajka do żurku, to była super zabawa z pysznym jedzeniem w tle.

Czy Twoją córkę wychowujesz na wegankę?

Nie wiem… mam nadzieję… Nie wiem jak się wychowuje wegankę. Moja córka jest na diecie roślinnej, nie chodzi do ZOO i cyrku ze zwierzętami, czy to wystarczy by była kiedyś weganką? Naprawdę nie wiem. Staram się z całych sił rozbudzać w niej empatię, tłumaczyć świat tak, by rozumiała potrzeby innych, w tym zwierząt. Matylda jest jeszcze malutka, ale pewnie już za chwilę zacznie pytać: dlaczego? Mam nadzieję, że staniemy na wysokości zadania i będziemy potrafili opowiedzieć jej czym jest weganizm i dlaczego taką drogę wybraliśmy.

12764790_1661840064082811_6018597372415419731_o

Czy weganizm wpływa jakoś na codzienną organizację Twojego życia? Jak wygląda Twój weganizm w codziennej praktyce?

Czy mogę pominąć to pytanie? Weganizm jest dla mnie już jak druga skóra, po prostu jest. Nie zastanawiam się jak mogłoby być inaczej. Po prostu wstaje rano, gotuje jaglankę i już.

Czy dostrzegasz zmiany w swym światopoglądzie odkąd jesteś weganką?

Chyba nie. Wydaję mi się, że weganizm był konsekwencją mojego wcześniejszego światopoglądu.

Jakie są Twoje zainteresowania/hobby/pasje poza weganizmem? Jak lubisz spędzać wolny czas?

Lubię biegać i aktywnie spędzać czas na świeżym powietrzu. Moja ostatnia fascynacja to Nordic Walking.

Czym dla Ciebie jest weganizm?

Najlepszym wyborem, najprostszą odpowiedzią. Życiem w harmonii ze światem. Chciałam w pierwszej chwili powiedzieć: „wszystkim”, bo mam trochę takie uczucie, że to już jest integralna część mnie. Kiedyś napotkałam na taka parafrazę: myślę więc jestem weganką. Podoba mi się to zdanie. Oczywiście nie chodzi tu o to, że ludzie na tradycyjnej diecie nie myślą, nie mam intencji nikogo obrażać i autor chyba też nie miał. Chodzi raczej o stan świadomości – wiem, przemyślałam, nie jem.

Co sadzisz o polskim środowisku wegańskim?

Bardzo je lubię, daje mi poczucie wspólnoty, wiarę w działanie na rzecz zwierząt. Czasami wydaje mi się, że brakuje nam może trochę wyrozumiałości. Jesteśmy różni, wybieramy różne drogi działania, ale przecież łączy nas jeden cel. Warto o nim pamiętać. Przede wszystkim cieszę się, że w ogóle możemy mówić o naszym środowisku – to naprawdę fajna rzecz, że jesteśmy, jednoczymy się, by robić coś dobrego i jest nas coraz więcej.

Czego Twoim zdaniem w wegańskim świecie jeszcze brakuje? / w polskich realiach?

Mnie chyba niczego nie brakuje. Są bezy, jest ser na pizzę, jest pyszne jedzenie w knajpach. Weganizm jeszcze nigdy nie był tak prosty i przyjemny.

Myślę, że problem dla wielu osób może być wciąż brak wiedzy na temat weganizmu wśród lekarzy. Jest to moim zdaniem przykre, że lekarze nie chcą poszerzać swojej wiedzy w zakresie dietetyki, bardzo często powielają mity na temat mięsa i nabiału w diecie. Warto szukać lekarza przychylnego weganom, pomocne mogą być w tym grupy i fora internetowe.

1044759_700343846679837_4744867698360895160_n

Czy zachęcasz do weganizmu znajomych i nowo-poznane osoby?

Już nie, raczej staram się dyskretnie dawać przykład. Ale na początku byłam w tym zachęcaniu bardzo natarczywa. Chyba to był taki moment: chwila po przebudzeniu. Jakbym wszystkim chciała na siłę otwierać oczy: ja już wiem, wiedzcie razem ze mną. To było bardzo frustrujące i nieskuteczne. Dziś wiem, że każdy inaczej dojrzewa do decyzji o wegetarianizmie czy weganizmie.

Oczywiście jeśli ktoś mnie prosi o radę czy pyta dlaczego, odpowiadam. Ale staram się nie narzucać, ludzie tego nie lubią i odnosi się przeciwny skutek.

W jaki sposób Twoim zdaniem można skutecznie promować weganizm?

Przede wszystkim dawać przykład, ale nie być w tym nachalnym. W promowaniu weganizmu ważna jest też moim zdaniem empatia wobec ludzi. Trzeba być wyrozumiałym i cierpliwym. Moim zdaniem dobrze sprawdza się metoda małych kroków. Ale to wszystko zależy od sytuacji, grupy, do której chcemy trafić. Ważne, by działać różnorodnie, mieć przekaz dla sportowca, który boi się o dzienną porcję białka, ale też dla kogoś, kto chce skutecznie pomagać zwierzętom.

Weganizm wczoraj i dziś – jakie widzisz różnice?

Jestem weganką dopiera od czterech lat, trudno mi więc mówić o weganizmie wczoraj i dziś. Na pewno weganizm jest coraz łatwiejszy, bardziej dostępny, ale wciąż tak samo zdrowy i dobry dla zwierząt.

Co poradziłabyś osobom chcącym przejść na weganizm / początkującym? Których z Twoich błędów mogliby uniknąć?

Szukaj przepisów na dania, które ci smakują. Weganizm to nie umartwianie, szukaj nowych smaków, ciekawych potraw, ucz się wegańskiego gotowania – jest naprawdę proste. Znajdź innych wegan, nie bądź sam. Poszukaj organizacji pro-zwierzęcych, znajdziesz tam ludzi, którzy myślą tak jak ty, doradzą ci, rozwieją wątpliwości. Ciesz się swoim weganizmem, to najlepszy wybór jakiego można dokonać.

Jakie jest Twoje największe marzenie?

W tej chwili największe to przeprowadzka na wieś. Chciałbym żyć trochę bliżej natury.

Czy masz jakieś plany na przyszłość i czy możesz się nimi z nami podzielić?

Pracuję nad książką kucharską dla dzieci. Razem z moją wydawczynią i ilustratorką przygód Tosi i Pana Kudełko chcemy zaprosić dzieci do wspólnej zabawy w kuchni. Piszę też kolejne części przygód moich bohaterów. Zżyłam się z Tosią, chciałabym, żeby ta przyjaźń owocowała kolejnymi książkami.

Dziękuję bardzo za rozmowę. Życzę spełnienia marzeń i realizacji planów 🙂

Wszystkich którzy chcą poznać Klaudynę zapraszamy na Weganogarnię

rozmawiał Jarek Zawisza, Polskie Stowarzyszenie Wegańskie

Wegańskie pasje Darka Gzyry

Darek Gzyra
Współzałożyciel i długoletni aktywista Empatii, animator animal studies w Polsce – www (http://animalstudies.pl/) grupa FB (https://www.facebook.com/groups/animalstudiespolska). Artysta, filozof, publicysta, autor: innymi słowy Weganin z Pasją!
Darek będzie naszym gościem na najbliższej Weganogarni w Krakowie – 20.02.2016. Poniżej krótka rozmowa w której opowiada nam o swych pasjach i planach, miłej lektury 🙂

11312908_933280936738326_2528156304020525126_o

Powiedz nam kim jesteś, skąd Twoja pasja?

Uczę się, doznaję olśnień. Nie umiem wyraźnie określić kim jestem. Nie chciałbym bełkotać na ten temat lub mówić półprawdy. Prawdopodobnie jestem kojarzony, o ile ktoś mnie w ogóle kojarzy, z działaniem na rzecz zwierząt i promowaniem weganizmu. Jeśli chociaż trochę zapracowałem na takie skojarzenie, to dobrze. Z drugiej strony, gdyby to miało wyczerpać opis mnie, to byłbym zaniepokojony.

Od kiedy jesteś weganinem? Co spowodowało przejście na weganizm?

Jestem weganinem od 1999 roku, wcześniej byłem przez 7 lat wegetarianinem. Powodem mojego przejścia na weganizm byli inni ludzie, w podwójnym sensie. Po pierwsze to ludzie krzywdzą zwierzęta. Po drugie, to ludzie byli weganami zanim sam nim zostałem. Dla osłabienia antropocentryzmu tego stwierdzenia mogę się poprawić: zostałem weganinem w reakcji na ból, strach i cierpienie zwierząt.

Jak wspominasz swoje początki? Czy były jakieś trudności?

Żyjemy na planecie Ziemia. Tu zawsze są jakieś trudności. Wtedy też były. Myślę, że jak ktoś chce je akcentować i zbudować z nich alibi dla stagnacji i apatii, to niezależnie od czasu i miejsca, w którym żyje, znajdzie ich dostateczną ilość. Ja się nakręcam trudnościami. Jak jest łatwo, to zaczynam ziewać. Można więc powiedzieć, że zaczynałem weganizm w całkiem niezłych czasach. Tak, naprawdę nie było jeszcze wtedy mleka sojowego w Biedronce i Facebooka. Nawet Jadłonomii nie było.

aktywizm

Co się zmieniło w Twoim życiu po przejściu na weganizm?

Nie jadłem już więcej sera żółtego. Wymienił mi się garnitur znajomych i zacząłem się pasjonować aktywizmem, działaniem społecznym. Próba wpływania na rzeczywistość, na innych ludzi, okazała się czymś fascynującym. I wymagała zupełnie nowych umiejętności, przełamania swoich lęków. Czyli poznałem zupełnie nowe smaki. Nie chciałbym nadużywać określeń pełnych patosu, ale były wśród nich i pot, i krew, i łzy. Przez wiele lat ciężko pracowałem w Empatii, zajmowałem się i wciąż zajmuję tematyką dotyczącą śmierci i cierpienia, a więc nieuchronnie dotyka to emocji. Poznałem też dobrze smak satysfakcji z tego, co robię.

Czy miewałeś chwile zwątpienia? Jak sobie z nimi radziłeś?

Nigdy nie miałem chwil zwątpienia i nadal ich nie mam. Oczywiście pielęgnuję w sobie wątpliwości, wątpienie, ale to co innego niż zwątpienie. O wątpliwości trzeba dbać, żeby nie być fundamentalistą, zakutym łbem, ślepym wiernym wiary w weganizm.

W jaki sposób weganizm wpływa na codzienną organizację życia? Jak wygląda weganizm w codziennej praktyce?

Bardzo trudno jest w ten sposób uogólnić. W przypadku różnych ludzi z pewnością wygląda to inaczej. Weganizm to praktyka odmowy robienia określonych rzeczy, ale i konieczność robienia kilku nowych. Jest wśród nich wymóg większej czujności i wnikliwości co do wyborów życiowych, małych i większych. Nie zagarnia się życia maksymalnie szerokim gestem, tylko się wybiera. W niektórych sytuacjach wybór może być ograniczony, czasem może to odebrać trochę wygody. Idzie się do sklepu i trochę dłużej szuka się odpowiednich butów. Moja perspektywa jest jednak specyficzna. Po tych wszystkich latach weganizm jest dla mnie czymś tak zwyczajnym, jak tylko może być. W dodatku mieszkam w Warszawie, gdzie jest stosunkowo łatwo być weganinem. Inna organizacja życia takiego jak ja mężczyzny w średnim wieku polega na tym, że sięga się na inną półkę w sklepie.

Czy zaszły jakieś zmiany w Twoim światopoglądzie?

Na szczęście zaszły i wciąż zachodzą. Nie w tym sensie, że to weganizm zaprowadził mnie na przykład do ateizmu. Jestem po prostu ogólnie coraz bardziej wyczulony na niesprawiedliwość i manipulację, widzę coraz wyraźniej zazębianie się różnych form opresji. Mam wrażenie, że jestem coraz większym realistą. Chciałbym być coraz większym realistą.

człowiek

Jaka jest Twoja ulubiona książka/film traktująca o weganizmie?

Nie mam ulubionej książki o weganizmie. Mam natomiast scenę z filmu, która mnie zawsze porusza. To moment, kiedy w filmie Peaceable Kingdom były farmer Harold Brown opowiada o krowie. Mówi, mówi i stopniowo na jego twarzy widać coraz większe emocje. W końcu zaczyna płakać. I wtedy ja też zaczynam. Harold Brown zaczął widzieć świat inaczej i z farmera stał się aktywistą na rzecz zwierząt.

Jakie są Twoje zainteresowania/hobby/pasje poza weganizmem? Jak lubisz spędzać wolny czas?

Jestem zakochany i chciałbym pozostać zakochany. Koniecznie musi być muzyka, muszą być książki.

Czym dla Ciebie jest weganizm?

Mieszanką deontologii z utylitaryzmem. Idealizmu z realizmem. Z jednej strony jest to bardzo silne odwołanie się do ponadczasowych wartości, z drugiej jest to potężne narzędzie radykalnej zmiany społecznej.

Jak oceniasz polskie środowisko wegańskie?

Zróżnicowane. A skoro takie, to i jakościowo ten weganizm jest różny. W Polsce jest prawdopodobnie grubo ponad pół miliona wegan. Tylko niewielka część z nich zajmuje się aktywizmem. Tę część znam całkiem nieźle i o niej mówię, że jest zróżnicowana. Jest zarówno frakcja trzeźwo myślących, jak i frakcja mitomanów i mitomanek, zwolenników przeróżnych teorii spiskowych i pseudonauki. Jest stronnictwo emanujących pozytywnymi emocjami, ale i są toksyczne osobniki. Nie sądzę, żeby polskie środowisko wegańskie miało jakąś specyfikę regionalną.

11255483_933277310072022_6849712501783898613_o

Czego Twoim zdaniem w wegańskim świecie jeszcze brakuje? / w polskich realiach?

Masy. Jak będziemy mieli masę, to zaczniemy rzeźbić. Musi być więcej wegan i weganek oraz tych, którzy są przychylni. Jest oczywiście dużo lepiej, wzruszająco lepiej, bo statystyki wreszcie drgnęły, a weganizm toruje sobie drogę z peryferii do środka. Normalnieje. Jednak wciąż jest nas za mało. Wegan i weganek w sensie prywatnym, ale przede wszystkim takich, którzy wykorzystują swoje role społeczne do mówienia o konieczności i możliwości życia z szacunkiem wobec zwierząt. Nauczycielek, przedsiębiorców, dziennikarek, sportowców, artystów, ludzi, którzy znormalizują weganizm jeszcze bardziej.

Czy polecasz weganizm znajomym i nowo-poznanym osobom?

Zwykle nie. Raczej ograniczam się do tego, że nie ukrywam, że jestem weganinem. I staram się być takim weganinem, który jest inspirujący i sympatyczny. Nie wywieram presji w sytuacjach prywatnych. Niestety w mojej obecności czasem ludzie zaczynają się tłumaczyć, dlaczego nie są weganami lub wegankami, co bywa dla mnie okropnie krępujące. Oczywiście publicznie często mówię o weganizmie, również go promuję, ale to co innego.

Jaki Twoim zdaniem jest najskuteczniejszy, sposób by przekonać kogoś do przejścia na weganizm?

Przykład własny, możliwy do naśladowania. Spokój, pokora, czyli uznanie własnej omylności, ale jednocześnie stanowczość, konsekwencja.

Co poradziłbyś osobom chcącym przejść na weganizm / początkującym? Których z Twoich błędów mogliby uniknąć?

Gdyby udało się opracować suplement diety, który skutkuje wyłączeniem fazy neofickiej weganizmu, to byłbym za obowiązkowym wzbogacaniem nim mąki, a nawet wody. Myślę, że wegańska nadgorliwość jest częstym błędem. Tym, którzy chcieliby przejść na weganizm polecam kontakt z którąś z organizacji pro-zwierzęcych, jest ich trochę do wyboru, co też jest znakiem czasu. Wbrew pozorom jest to rada również dla tych, dla których motywacją zainteresowania weganizmem są powody zdrowotne. W organizacjach działają ludzie, którzy będą potrafili doradzić lub odesłać do źródeł wiedzy.

Jakie jest Twoje największe marzenie?

Dosyć duże.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jakie masz plany na przyszłość?

W wymiarze publicznym: chciałbym nauczyć się tak szanować innych, żeby być szanowanym. W wymiarze prywatnym: tak kochać, żeby być kochanym.

Dziękuję bardzo za rozmowę. Miło mi było porozmawiać z kimś, kto podobnie jak ja, pamięta czasy sprzed fejsbooka 😉

Wszystkich którzy chcą poznać Darka zapraszamy na Weganogarnię

rozmawiał Jarek Zawisza, Polskie Stowarzyszenie Wegańskie

Edamame Vegan Sushi

edamame

Udaliśmy się w zeszłym tygodniu trzyosobową grupą na rekonesans do pierwszej wegańskiej restauracji sushi w Warszawie (i w Polsce) — Edamame Vegan Sushi. Wydelegowani członkowie grupy degustującej zdecydowanie nie należeli do laików w temacie sushi. Jedno z nas pracowało w restauracji sushi, inne przed przejściem na dietę roślinną uznawało sushi za swoje ulubione danie i znało dobrze większość warszawskich restauracji z sushi. Poszliśmy tam więc z nadzieją, ale i stereotypowo sceptyczni, bo jeśli sushi jest bez ryby, to niby z czym?

Restauracja mieści się przy ul. Wilczej 11, w starej śródmiejskiej okolicy. Przywitało nas bardzo przyjemne wnętrze i miła obsługa, która świetnie doradzała nam przy wyborze dań. „Świetnie” znaczy, że nie pozostawiono nam żadnych wątpliwości, gdy pytaliśmy o skład czy smak. Swoboda, z jaką obsługująca nas osoba opowiadała o daniach, mogłaby zawstydzić niejedną warszawską restaurację.

A jest o czym opowiadać, bo wybór duży: futomaki, maki, tempura rolls, nigiri, special rolls, a wszystkie w kilku wersjach z przeróżnymi składnikami — oprócz dobrze znanych typu tofu, boczniaków, awokado, marchwi, ogórka pojawiają się składniki zupełnie egzotyczne, jak na przykład okra, daikon, kanpyo. Do tego 5 zup i przystawki. Ciężko się zdecydować, bo chciałoby się zjeść wszystko.

futomaki

Futomaki

Sushi podano na liściach bananowca, wasabi ułożono w kształtny listek, imbir spleciono w rożek. Szczególnie przypadły nam do gustu kompozycje z bakłażanem i boczniakiem. Prysnęły wszelkie wątpliwości, czy można zjeść dobre sushi w wersji wegańskiej. Może nawet lepsze.

Oprócz obowiązkowego sushi zamówiliśmy jeszcze zupy i te również są godne polecenia: wspaniała grzybowa o intensywnym smaku oraz zupa krem z mlekiem kokosowym, wędzonym tofu i makaronem udon.

Zupa grzybowa

Zupa grzybowa

Profesjonalizm lokalu wynika zapewne z tego, że Edamame Vegan Sushi jest przedsięwzięciem rodzinnym, a właściciel prowadził wcześniej tradycyjną restaurację sushi. Po przejściu na dietę roślinną postanowił stworzyć bogatą ofertę dań sushi w wersji wegańskiej, co udało mu się z powodzeniem. Jak się dowiedzieliśmy, oferta będzie wzbogacona i rozbudowana, na co czekamy z niecierpliwością. Naszą nadzieję budzi zapowiedź sushi na ryżu pełnoziarnistym (na ryżu czarnym już jest!).

Lokal pełny!

Z pewnością zajdziemy do Edamame Vegan Sushi jeszcze niejeden raz.

(Źródło zdjęć: Edamame Vegan Sushi)

Wegańskie pasje Kamili Pokój

Kamila Pokój, właścicielka popularnej Wegarni, założycielka bloga i powszechnie znanego fanpage’a na FB Więcej Wegańskich, aktywistka Otwartych Klatek, innymi słowy Weganka z Pasją! Kamila będzie naszym gościem na najbliższej Weganogarni w Krakowie – 23.01.2016. Poniżej krótka rozmowa w której opowiada nam o swych pasjach i planach, miłej lektury 🙂

088

Opowiedz nam proszę coś o sobie.

Jestem większością polskiego wegańskiego internetu (śmiech). Prowadzę sklep wegarnia.pl, koordynuję bloga Otwartych Klatek, prowadzę Więcej Wegańskich i kilka innych pro-wegańskich fanpejdży, w tym od niedawna fanpage kampanii Roślinniejemy. Niedawno ruszyło moje wydawnictwo – Spilo. Z mniej wegańskich cech – jestem prażanką, absolwentką Instytutu Lingwistyki Stosowanej UW i podyplomówki z Marketingu Sportu na SGH, lingwoholiczką.

Wegarnia, Więcej wegańskich, skąd takie nazwy, powiedz nam co one oznaczają?

Wegarnia to nazwa, którą wymyśliłam dla mojego wymarzonego biznesu – połączenia kawiarni i księgarni, oczywiście w wegańskim wydaniu. Choć zdecydowałam się na rozkręcenie e-sklepu, nazwa pasowała – Wegarnia to WEGańska księgARNIA (lub wylęgARNIA inspiracji).

Więcej Wegańskich to z kolei skrót od Chcemy więcej wegańskich produktów – z jednej strony marudzimy, bo chcemy więcej wegańskich…, z drugiej cieszymy się, bo w niemal każdej kategorii, już mamy w Polsce mnóstwo w 100% roślinnych nowości.

Co spowodowało przejście na weganizm? Od kiedy jesteś weganką?

Na weganizm zdecydowałam się dzięki osobom z Vivy, fundacji, w której działałam jako nastolatka i na początku studiów. Mając wokół siebie sporą grupę wegan, widząc, że są zdrowi i normalnie funkcjonują, dojrzałam do porzucenia jaj i nabiału. Miałam wtedy 17 lat, wcześniej przez dwa lata byłam wegetarianką.

08

Jak wspominasz swoje wegańskie początki? Czy miałaś jakieś trudności?

Najtrudniej było pogodzić się z utratą żółtego sera i mlecznej czekolady. Dlatego, zanim zostałam stuprocentową weganką, najpierw odstawiłam te produkty. W przeciwieństwie do przechodzenia na wegetarianizm, weganizm musiałam sobie stopniować – najpierw sprawdziłam, czy przeżyję bez batonów Bajecznych, później zrezygnowałam z sera. Jak się przekonałam, że daję radę, to zaczęłam zwracać uwagę na nabiał i jaja w innych produktach.

Jak u Ciebie wyglądają święta, imprezy rodzinne?

W mojej rodzinie tylko ja jestem bezmięsna, ale rodzice szanują mój wybór. Na odwiedziny córeczki zawsze mają zapas mleka sojowego, a mama gotuje dużo smakołyków, choć oczywiście ja też staram się im za każdym razem pokazać coś nowego z kuchni roślinnej. Tak więc wszystkie rodzinne spotkania przy stole są bezbolesne dla obu stron.

Masz jakiś zainteresowania/hobby/pasje poza weganizmem? Jak lubisz spędzać wolny czas?

Moja praca jest moją pasją, naprawdę większość – nawet tego niby wolnego – czasu spędzam na udoskonalaniu sklepu, swoich umiejętności i planowaniu dalszych działań. Poza tym uczę się gruzińskiego, niedawno zaczęłam też japoński, sporo czytam i nałogowo oglądam seriale.

09a

Co sądzisz o polskim środowisku wegańskim?

Martwi mnie, że wielu wegan ma bardzo roszczeniową postawę. Nie chodzi o to, żeby nie upominać się o wegańskie opcje (no jak JA mogłabym tak twierdzić?!), ale o to, żeby robić to kulturalnie i rozsądnie. Jakiś czas temu napisałam tekst „Weganie, którzy nienawidzą wegan” (http://wiecejweganskich.pl/weganie-ktorzy-nienawidza-wegan/), w którym parodiowałam niektóre zachowania wegańskich internautów. Nie wszyscy zrozumieli, że tekst był tak naprawdę apelem (mocno sarkastycznym, ale jednak apelem) o większą wyrozumiałość dla innych wegan i mniej dogmatyczne podejście do weganizmu.

Nowi weganie często nie doceniają tego, co mają. Choć nawołuję do marudzenia o więcej wegańskich, nie zapominam, jak było te 5-10 lat temu. Nie chodzi też o to, żeby się zachwycać wszystkim, co tylko będzie roślinne, ale docenianie tego, co już jest, i bardziej realistyczne podejście do zmian, jakie dana firma jest w stanie wprowadzić.

Czego Twoim zdaniem w wegańskim świecie jeszcze brakuje? / w polskich realiach?

Brakuje mi przede wszystkim jasnych oznaczeń na opakowaniach. Wiele osób zniechęca się do weganizmu przez czytanie etykiet – prosty znaczek „Produkt odpowiedni dla wegan” naprawdę ułatwiłby codzienne zakupy i przechodzenie na dietę roślinną.

Czy polecasz weganizm znajomym i nowo poznanym osobom?

Nie do końca. Myślę, że takie stawianie sprawy – „jestem weganką, też spróbuj!” – po prostu nie działa. Zwłaszcza, że przez wielu wojujących wegan ludzie są nastawieni bardzo defensywnie przy następnych roślinnych ludkach. Gdy widzą, że do niczego nie namawiam, ale przy każdej okazji wspominam, że np. danego produktu nie mogę zjeść, albo nie mam po co się wybrać do jakiejś nowej restauracji, za to mam takie i takie opcje w wieeelu miejscach, to sami ciągną temat. Gdy przynoszę do pracy pyszne czekoladowe ciacho i sama się śmieję, że jest bez niczego, ale jednak ma dużo kalorii, to prośby o przepis spływają na maila lawinowo. I pytania o dobre książki kulinarne i strony z bezmięsnymi przepisami. Nawet jeśli ludzie wokół mnie nie przechodzą na weganizm, to na pewno dostrzegają jego „normalność”.

la foto (16)

Jak dla Ciebie wygląda ludzka strona weganizmu?

Wiele osób zapomina, że weganizm to nie tylko rozwiązanie dobre dla zwierząt. To także krok ku lepszej przyszłości, jakkolwiek pompatycznie by to nie brzmiało. Przejście na dietę roślinną to najlepsze, co możemy zrobić dla naszej planety, przyszłych pokoleń i naszego zdrowia. Wprowadzenie wyłącznie wegańskich opcji w instytucjach publicznych – w tym domach dziecka i stołówkach więziennych – byłoby najlepszym rozwiązaniem dla budżetu państwa. Podobnie jak zrezygnowanie z dotowania rolników zajmujących się hodowlą zwierząt i ze skupu mięsa. Mówiąc o zdrowym, wegańskim stylu życia, zapominamy, że dietę tę można promować jako tani sposób na zapewnienie sobie wszystkich składników odżywczych (no, poza B12 oczywiście).

Jakieś rady dla osób chcących przejść na weganizm?

Do niczego się nie zmuszaj. Istnieją dwie metody: radykalne odcięcie produktów pochodzenia zwierzęcego lub stopniowe ograniczanie odrzucanych składników. I nie ma sensu zmuszać się do którejkolwiek z opcji, tak jak do zmieniania sposobu jedzenia o 180 stopni. Wszystko musi być zgodne z Twoim stylem życia, odpowiadać Twojej motywacji i możliwościom czasowym oraz psychicznym.

Może jeszcze coś o planach na przyszłość?

Chcę dalej rozwijać Wegarnię, marzy mi się otworzenie jej stacjonarnie. Do tego wspólnie z Martą ze Sweet Piggy planujemy coś naprawdę czadowego dla wegan w Polsce. Z bliższych, częściowo już zrealizowanych planów, mogę zdradzić, że w lutym we współpracy z Centralnym Biurem Projektowym wydaję trzecią część przygód Tosi i Pana Kudełko.

Dziękuję bardzo za rozmowę i do zobaczenia na Weganogarni 🙂

rozmawiał Jarek Zawisza, Polskie Stowarzyszenie Wegańskie

Wegańskie pasje Violi Domaradzkiej i Roberta Zakrzewskiego

Naszymi gośćmi są: Violetta Domaradzka i Robert Zakrzewski – ultramaratończycy, założyciele Run Vegan Team, organizatorzy Biegu Wegańskiego, współautorzy książki Kuchnia dla biegaczy. Siła z roślin

Opowiedzcie nam kim jesteście.

ViolettaV jak Vegan, mama, biegaczka ultra, weganka, biegająca z seterami, bywa też, że head-hunterka.

RobertR jak Run, biegacz, weganin, organizator imprez sportowych, pasjonat poznawania tematu „do końca”, uwielbia zadawać dociekliwe pytania.

V i R

Może teraz kilka słów o Waszej pasji,  jak to się zaczęło?

V: W mojej historii życia wegetarianizm pojawiał się i znikał od 15 roku życia. Pamiętam doskonale początek, pewnie co do dnia potrafiłabym wyliczyć 😉 Odkryciem natomiast zupełnym był weganizm i zetknięcie się z wykładem Gary Yurofsky, który w treściwy sposób dotarł do wszystkich moich pokładów wrażliwości wobec zwierząt, od razu podając rozwiązanie. Nie było odwrotu. Nie mogło być. Dla osoby, która przeryczała 2 godziny w samolocie po obejrzeniu na lotnisku książki Brigitte Bardot.

A bieganie… Hm, pierwszy bieg w górach, to było jak sięgnięcie do najpiękniejszych chwil z dzieciństwa, albo pięknego snu. Uzależnienie natychmiastowe.

R: Mnie sport wyczynowy w formie regularnych treningów i obozów sportowych towarzyszył od podstawówki przez wiele lat. Bieganie jest moją przygodą od 10 już lat i stało się połączeniem potrzeby aktywności fizycznej z ograniczonymi możliwościami czasowymi i logistycznymi, dając szansę na regularne treningi przez cały tydzień, bez ruszania się z miasta. W tym czasie sprawdzałem kilkakrotnie na sobie różne opcje diety, głównie w kontekście wydolności i zdrowia. Dieta roślinna mnie zaciekawiła jako kolejny eksperyment i szybko przekonałem się o jej zaletach w kontekście sportów wydolnościowych.

Skąd pomysł na nazwę klubu, co ona oznacza?

Run Vegan Team. To jest zabawna historia. Na początku napisałam sobie na biegowej koszulce „go vegan!”, bo hasło ciągle wpadało mi w oko na FB na setkach stron, które wtedy przeglądałam, zafascynowana odkryciem czarnej strony przemysłu spożywczego. Przy drugim podejściu skreśliłam „go”, pisząc „run” u góry – bo biegnę, bo zrób to już dziś, nie czekaj na lepszy moment. A na trzeciej koszulce zostało już tylko Run Vegan! jako inspiracja dla współ-biegnących? Parę miesięcy później, gdy Run Vegan zaczął już skutecznie funkcjonować jako marka, po tym jak zapewne 1000 razy patrzyłam na nasze logo, zrobione – a jakże! – przez weganina, przyszło olśnienie. R-Run-Robert i V-Vi(ola)-Vegan. Aż zsiadłam z roweru z wrażenia, po raz kolejny dziękując Rodzicom za swoje imię, które zawsze bardzo lubiłam. Zabawny zbieg okoliczności, ciekawe, że tyle czasu zajęło nam zauważenie tego. „Team” pojawił się zapewne już po 10 pytaniu o wspólne wegańskie treningi. Po co biegać samemu, skoro można razem?

viola

Jak wspominacie wegańskie początki? Jakie były pierwsze trudności?

Trudności nie stwierdzono (śmiech). Przerwałam wykład Garego po 2 minutach oglądania i wywaliłam z szafek i lodówki wszystko nie-wegańskie. I już. Potem był kolejny dzień, kiedy jak zawsze przed praca kupiłam Mokkę, po raz pierwszy sojową. Pamiętam, jak napisałam sms do przyjaciółki: „stało się!”. Kawa smakowała… dziwnie, ale miałam poczucie misji. A dziś piję głównie espresso. Bez mleka.

U Roberta było trochę podobnie. Najpierw zadał mi pytanie, od czego ma zacząć zmianę diety. Zrobiłam mu więc piękny grafik, podając różne argumenty, po czym dowiedziałam się, że prościej mu będzie zacząć „od wszystkiego”, bo jest ciekaw rezultatów, więc nie będzie rozwlekał zmiany w czasie. I już, stało się.

Myślę jeszcze o tych trudnościach, skoro pytasz… Hm. No nie było, może tylko moi przyszywani szwajcarscy rodzice byli zaskoczeni rezygnacją z ulubionych kiedyś serów, ale przyjęli informację bez mrugnięcia okiem i komentowania. Bardzo ich za to cenię.

Z tego okresu pamiętam też fazę odkrywania, ile przeróżnych produktów jest dostępnych w eko-sklepach i nieustający zachwyt paletą wyboru. Weganizm nie był dla mnie „rezygnacją z”, tylko raczej poznawaniem nowości – mąki kasztanowej, tofu orzechowego, niepalonej gryczanej kaszy czy smaku pieczonej rzodkiewki. Ładnie to podsumował mój Tata – „bo Ty potrafisz zrobić obiad z niczego”. I bardzo dobrze.

Było oczywiście mnóstwo zabawnych sytuacji na wyjazdach w kraju i poza nim, ale nawet jak mój obiad kończył się na frytkach i zestawie warzyw, to też nie grymaszę. Może dlatego, że uwielbiam frytki 😉

Co się zmieniło w Waszym życiu po przejściu na weganizm?

W kuchni może wcale nie tak wiele, natomiast zdecydowanie zmieniła się wrażliwość i czujność na aspekty poza-kulinarne. Ubrania, kosmetyki, buty, pasta do zębów… Odkrywanie krok po kroku w ilu obszarach człowiek wykorzystuje produkty odzwierzęce na masową skalę było pełne zaskoczeń. Zdecydowanie jednak trzeba to robić na raty, żeby nie popaść w bezsilność.

Co jeszcze się zmieniło… Przestały boleć mnie kolana i nie choruję już na zapalenie oskrzeli. To taki miły bonus za pójście za głosem serca.

Na pewno poprawiła się wydolność, więcej energii, lekkość – klasyka.

Czy miewaliście chwile zwątpienia? Jak sobie z nimi radziliście?

Nie.

Czy Twoją córkę wychowujesz na wegankę?

Moja córka (7 l) ma pełną swobodę wyboru. Może prawie pełną, bo jednak do domowej kuchni i lodówki nie wpuszczam mięsa. Świetnie Ci opowie, czym różni się weganizm od wegetarianizmu oraz dlaczego jest prawie-weganką. Nie ukrywam przed nią wiedzy, skąd bierze się rosół, który lubi u babci, ale też nie epatuję dosłownością. Myślę jednak, że to proces i za 2-3 lata świadomie już wybierze weganizm.

Wege, od 40 lat jest mój brat cioteczny, a od 3 lat syn mojego brata. Jest nas zatem rodzinnie coraz więcej.

Jakiś rok temu mój brat zadzwonił z prośbą, żebym mu dokładnie spisała, co jem przez cały dzień. Możesz sobie wyobrazić, z jaką radością wpisywałam mu dedykację do książki…

W jaki sposób weganizm wpływa na codzienną organizację życia? Jak wygląda weganizm w codziennej praktyce?

Rano warto ugotować kaszę bez dodatków. Taki odruch, zawsze się przyda – a to do musu, a to do warzyw, a to do kotlecików. Przyda się zapas warzyw, kasz, strączków i bogaty zestaw przypraw, żeby zawsze było coś pod ręką. Blender też się przyda. Kolekcja orzechów i nasion ułatwi dbanie m.in. o wapń. Do tego trochę fantazji i pilnowanie, aby w każdym posiłku pojawiło się coś węglowodanowego, coś z białkiem.

Jakie zmiany zaszły w Waszym otoczeniu?

Mam podzielone półki w szafce na strączki i zboża – tak mi łatwiej pamiętać o łączeniu produktów. Druga kolekcja to słoiki z nasionami i orzechami w lodówce. Trzecia – 30 opisanych pudełeczek z przyprawami. W sferze pozamaterialnej znacząca zmiana, którą odczuwamy, to większy poziom akceptacji dla naszego wyboru. Powiedziałabym, że raczej spotykam się z ciekawością niż negacją. Choć to mocno też zależy od regionu kraju.

Jakie zmiany zaszły w Waszych światopoglądach?

Trochę jak w szkole – tam była „Polska a …”, a teraz odruchowo zauważam wątki w literaturze czy religii albo programie politycznym związane z dbałością o zwierzęta. Odruch poza kontrolą.

Jaka jest Wasza ulubiona książka/film traktująca o weganizmie?

Na pewno polecam wykład, o którym wspominałam. Filmów nie oglądam, bo płaczę już przy napisach początkowych… Za to ciekawią mnie wszystkie twarde dane pokazujące wpływ hodowli masowej na środowisko.

Czy macie jakieś autorytety?

Naszą immanentną cechą jest dociekanie, trudno więc wtedy o autorytety. Natomiast na pewno cenię sobie dr Ornisha, dr Campbella, a na polskim gruncie szczególnie lubię pracować z naszym dietetykiem, Damianem Parolem.

Skoro już padło nazwisko Damiana Parola, to może powiedzcie kilka słów o książce. Skąd w ogóle taki pomysł?

Pomysł do nas przyszedł, jak w filmach. Dość często odpowiadaliśmy na pytania o kombinację weganizmu i sportu. Chcąc szerzej nagłośnić temat i dotrzeć do nie-wegan, wymyśliliśmy Bieg Wegański. Miałam też w planach pisanie porządnego bloga, z przepisami, żeby był takim punktem odniesienia na powracające pytania o zawartość lodówki, od czego zacząć i co jeść na śniadanie przed maratonem. I pewnie na blogu by się skończyło. I wtedy właśnie zaprzyjaźniony dziennikarz zapytał nas, czy nie znamy przypadkiem jakiegoś kucharza, który by zrobił książkę kulinarną dla biegaczy. Szybko okazało się, że z tymi kucharzami to jakoś nie bardzo idzie, a jak książka kulinarna, to przecież tylko wegańska. A skoro lubimy gotować i (trochę) biegamy, to… zróbmy to sami. Pamiętam tę rozmowę. Pomysł był Roberta, a ja przez jakieś 5 min byłam przerażona skalą pracy i odpowiedzialnością, z myślą w głowie: „oszalał..”. Ale już po kilku głębokich oddechach stwierdziłam: „let’s do it!”. A potem już tylko gotowaliśmy i gotowaliśmy i gotowaliśmy…

viola robert

Jakie są Wasze zainteresowania/hobby/pasje poza weganizmem? Jak lubicie spędzać wolny czas?

Biegać, najlepiej w górach lub innych okolicznościach przyrody. Wbiegałam kiedyś w trampkach na Masadę w Izraelu. Mistyczne doświadczenie panoramy otwierającej się na pustynię, morze Martwe i ślady obozowisk rzymskich sprzed tyluset lat.

Czym dla Was jest weganizm?

Świadomym wyborem każdego dnia.

Odpowiedzialnością wobec siebie i świata.

Co sądzicie o polskim środowisku wegańskim?

Cieszymy się, że rośnie i jest takie różnorodne.

Czego Waszym zdaniem w wegańskim świecie jeszcze brakuje w polskich realiach?

Mamy uczucie, że zmienia się tak dużo i tak pozytywnie (mleko roślinne w Lidlu, warsztaty z kuchni wegańskiej w szkołach), że raczej skupiamy się na cieszeniu się kolejnymi wege-odkryciami.

Polecacie może weganizm znajomym i nowo poznanym osobom?

Staramy się nie wprowadzać tego tematu, ale ostatnio jest to dość trudne 😉 Na pewno bliżej nam do inspirowania – radością, frajdą z gotowania, wydolnością w sporcie, poprawą zdrowia – niż namawiania i przekonywania. Choć jak ktoś przy mnie narzeka na swoją nadwagę, cukrzycę, miażdżycę, stawy i zjada w tym czasie schabowego, pączka i rurkę z kremem, to muszę się czasem gryźć w język.

Czy weganizm wpływa na Wasze wyniki w sporcie?

Zdecydowanie wpływa na tempo regeneracji i wydolność na długich dystansach.

Jak dla Was wygląda ludzka strona weganizmu?

Kasza z warzywami. Fasolka w każdym daniu. I dużo uśmiechu 😀

Jakie rady dalibyście osobom chcącym przejść na weganizm / początkującym?

Na początek uwierz, że jest łatwiej niż myślisz!

Jakie jest Wasze największe marzenie?

W skali makro – świat bez masowych hodowli zwierząt. I bez rzeźni. Świat pełen ludzi dbających rozsądnie o swoje zdrowie, z poszanowaniem zdrowia, natury. W skali mikro – żeby codziennie móc jeść dobre awokado…

Jakie macie plany na przyszłość?

Mamy kilka pomysłów – na przykład przebiec 100 mil w paru ciekawych miejscach na świecie z napisem Run Vegan! na plecach. A może napisać kolejną książkę.

Mam nadzieję że o Biegu Wegańskim, opowiecie nam więcej na Weganogarni. Dziękuję serdecznie za rozmowę 🙂

rozmawiał Jarek Zawisza, Polskie Stowarzyszenie Wegańskie

Wegańskie pasje Pawła Ochmana

Bloger kulinarny, znany wszystkim jako Weganon, opowiedział nam o narodzinach jego wegańskiej pasji. Poznajmy Pawła Ochmana, od kuchni.

Jak wyglądały Twoje początki weganizmu, opowiesz nam o tym?

Kiedy miałem 15 lat przestałem jeść mięso. Rok byłem na diecie laktoowowegetariańskiej i 2 lata na owowegetariańskiej. Po 3 latach przyszedł czas na weganizm. W 1989 roku był czas zmian w Polsce. Ja potrzebowałem roku by zrewolucjonizować swoje poglądy nt. żywienia, hodowli i skąd tak naprawdę pojawia się mięso na moim stole. Początki były bardzo trudne. Read More

Wegańskie pasje Moniki Skalak

Monika Skalak, właścicielka wegańskiej marki Such a Sucz, założycielka ruchu 269 w Polsce, joginka i fanka surowej kuchni oraz tatuaży, będzie naszym gościem na najbliższej Weganogarni w Krakowie – 24.10.2015. Zapraszamy do przeczytania krótkiego wywiadu.

Monika-zdjęcie1

Od kiedy jesteś weganką?

Jestem weganką prawie dwa lata – wg mnie to bardzo krótko i żałuję, że nie wydarzyło się to wcześniej. Wcześniej byłam wegetarianką.

Co spowodowało przejście na weganizm?

Na weganizm przeszłam dzięki wsparciu mojego narzeczonego, który jest od 21 lat weganinem, ale potężną iskrą była działalność grupy 269.

Read More