N’Ice Cream Factory

Dodatki zdrowia czyli wegańskie lody (też z oreo!) we Wrocławiu.

Jeśli kuchnia jest sercem domu to instalacja azotowa sercem N’Ice Cream Factory.

Cała instalacja wytwórcza wykonana jest według pomysłu właścicieli:

Wszystko dzieje się zupełnie niemagicznie – prosto – na Twoich oczach a  kremowa konsystencja robi się bez sztucznych dodatków, tuż za ladą. Wiesz co jesz 🙂

Składniki wegańskie oznaczone są “V-ką” i jest ich olbrzymi wybór.

Lody przygotowywane są na bazie mleka sojowego (z ksylitolem lub cukrem) lub krowiego z cukrem, ale też soków owocowych wyciskanych na miejscu w wolnoobrotowej! wyciskarce. Ponoć na te soki trzeba się naczekać ale gdzie we Wrocławiu kupisz taki pyszny kawałek zdrowia?

N’Ice Cream Factory to manufaktura lodów robionych na oczach kupującego, mrożonych ciekłym azotem, ukryta gdzieś w uliczkach wrocławskiego rynku.

Tylko świeże składniki – od zaprzyjaźnionych dostawców, bez mrożonek, bez zagęszczaczy, bez stabilizatorów, bez konserwantów, bez aromatów i barwników. Uf. No ale taki wyczyn to trzeba opisać w całości 🙂

Firma istnieje już 30 lat a jej początki to budka z lodami. Z tego wieloletniego doświadczenia i dociekliwości zrodził się pomysł – jedyny taki w naszym kraju…

Wyobraźcie sobie – padnięci po całodziennym zwiedzaniu Wrocławia zaplanowaliśmy sobie rozmowy na rynku, na leżakach, z nogami w piasku i z drinkiem w dłoni: whisky, słony karmel, węgiel aktywny. A drink podany jako lody na mleku sojowym słodzonym ksylitolem, ubitym na puszysto…

Mogłabym tak odżywiać się całymi upalnymi, wrocławskimi dniami…

A z wegańskich alkoholi w N’Ice można zjeść także: mojito, pina coladę, czerwone wino i więcej.

A co powiecie na taki obiad: jarmuż, dynia, seler naciowy?

Lub śniadanie: granola, espresso i słony karmel?

A to wszystko podane jako lody, w lodziarni? Chcę!

Na miejscu. Na świeżo. Na wynos.


Są też gofry ale nie kosztowaliśmy jeszcze bo lodów jest tyle, że można by o nich napisać nowelę 🙂

Proces wygląda tak: do misy wlewane jest mleko sojowe, wrzucane składniki (oreo, orzechy, karmel owoce), które sam wybierzesz (polecam max dwa-trzy), wszystko jest ubijane i mrożone w kilka sekund. Na to można poprosić o wegańską bitą śmietanę i wszelkie posypki.


Szperając później na stronie internetowej znalazłam ciekawą grafikę, dzięki której można zobaczyć jak wygląda tradycyjny proces produkcyjny lodów:

Dla porównania proces w tej manufakturze pyszności:

 

Fajna sprawa dla dzieci – mogą się przekonać, że nie wszystko zdrowe co dobre, i że zdrowe też dobre może być 🙂 Trochę to zawiłe ale N’Ice Cream Factory chętnie wyedukuje Wasze lodolubne pociechy na warsztatach:

Dlaczego drewno jest zawsze ciepłe? Co się stanie z ręką zanurzoną w cieczy o temperaturze -196 stopni Celcjusza? Czy powietrze można zważyć? W towarzystwie zdrowych słodyczy dzieci zgłębią te i inne tajemnice chemii i fizyki. A w cenie biletu poczęstunek w postaci lodów!

Prawie jak wegańska policja zajrzeliśmy w każdy kąt, wypytaliśmy o organizację pracy w kuchni, sprawdziliśmy “czystość wegańską”.

Podpytałam też o ważny temat czyli: “jak się pracownicy mają”. No i: są uśmiechnięci, zadowoleni, grafik tworzony jest bardzo elastycznie, pracują po 4-5 godzin. W zasadzie są wykwalifikowanymi doradcami smakowo-dietetycznymi 🙂 Taka praca musi być pasją.

Na zewnątrz są stoliki w przyjemnych okolicznościach zabytków… a w środku, na antresoli, można posiedzieć w długie jesienne wieczory przy kawie, na fotelach, pograć w gry, poczytać książkę…A kawa! Kawa jest vegan we wszystkich wymarzonych wydaniach. Ja piłam Frappe z lodami waniliowymi, ale jest też Ice Latte, jest czekolada na gorąco z dodatkami… Za wegańskość nie przewiduje się tu dopłat 🙂

Jest i dowóz: na terenie Wrocławia – w ciągu 90 minut od zamówienia. Jest i catering – Twoi goście doświadczą niezapomnianych wrażeń ze spotkania z ciekłym azotem. Jest i pyszne.pl 🙂

Widać, że próbują i będą próbowali do końca świata wprowadzać nowe rzeczy. W głowie mają już wegańskie lody proteinowe i specjalne zdrowotne dodatki do nich – marzą o tym by wprowadzić je masowo w siłowniach. I niebawem może wprowadzą coś wegańskiego z szampanem i złotem na specjalne okazje…

autor: Iga Wojtkowiak (tekst i zdjęcia) ; grafiki ze strony www

otwarte: codziennie 10.00 – 23.00

tel: +48 538 413 868

adres: N’ICE CREAM FACTORY WROCŁAW, ul. Kuźnicza 59-60

Codzienny tuzin Dr Gregera

Dziś przedstawimy zwycięski klip ze świeżo stworzonej listy 10 najbardziej popularnych w roku 2017. Materiał video dostępny tu (https://www.youtube.com/watch?v=MqmSMunAtss) przedstawia codzienny tuzin dr Gregera, aby żyć jak najzdrowiej.

Codzienny tuzin dr Gregera w skrócie:

– warzywa strączkowe

– małe jadalne owoce (np. jagody, jeżyny, maliny, wiśnie, żurawina, poziomki, porzeczki, truskawki)

– inne owoce

– warzywa krzyżowe (zawierają składnik oczyszczający nerki występujący prawie wyłącznie w tej grupie warzyw)

– zielone warzywa

– inne warzywa (np. zielone liściaste warzywa)

– siemię lniane (zawiera przeciwrakowy składnik, w ilości około 100 razy większej niż w jakimkolwiek innym jedzeniu)

– orzechy i nasiona

– zioła i przyprawy (np. kurkuma, ale też inne pozbawione soli)

– pełne ziarna

– napoje

– ćwiczenia (90 minut ćwiczeń o średnim natężeniu albo 40 minut ćwiczeń o wysokim natężeniu)

Wolontariusze stworzyli specjalną aplikację „Dr Greger’s Daily Dozen” obsługującą systemy Android i Apple’a, żeby ułatwić nam wyuczenie się zdrowych nawyków. Aplikacja jest darmowa i pozbawiona reklam, zachęcamy więc do używania 🙂

Dr Greger w kuchni – nowy ulubiony napój Dr Gregera :)

Dr Greger w kuchni – nowy ulubiony napój Dr Gregera 🙂

Dziś przedstawimy kolejny klip ze świeżo stworzonej listy 10 najbardziej popularnych w roku 2017. Trzecie miejsce zajął przezabawnie zaprezentowany przepis video (https://www.youtube.com/watch?v=VDMOFa8iRqo ) na nowy ulubiony napój Dr Gregera, smacznego! 🙂

 

Przy tworzeniu użyto warzyw bogatych w azotany, które otwierają nasze tętnice i zwiększają wydolność naszych płuc.

Przygotuj 5 wielorazowych torebek spożywczych (z zamknięciem strunowym). Każda z torebek będzie zawierała porcję na 1 dzień do przechowania w zamrażarce, dla zachowania świeżości napoju i jego dobroczynnych właściwości zdrowotnych.

Do każdej z torebek włóż:

– umytą łodygę selera naciowego

– małą marchewkę

– połowę czerwonej papryki (można zastosować pomarańczową albo żółtą)

– małę cebulę dymkę z zieleniną

– 1/5 małego buraka

– 1/5 surowej papryczki Halapeńo (opcjonalnie)

– niecały centymetr świeżego korzenia kurkumy [do kupienia w sklepach ekologicznych, jak również ostatnio w takich sieciówkach jak Carrefour czy Auchan – przypis autora wpisu]

– szklankę świeżego jarmużu

– szklankę świeżej natki pietruszki

Do stworzenia napoju użyj blendera kielichowego, najlepiej o dużej mocy. Jeśli używasz blendera o niższej mocy, pokrój powyższe składniki na mniejsze kawałki, zanim umieścisz je w torebce strunowej.

Do blendera dodawaj kolejno:

– 1 szklankę soku pomidorowego lub wielowarzywnego (ważne żeby nie zawierał dodatkowej soli)

– 1 szklankę kostek lodowych

– 1/8 łyżeczki świeżo zmielonego pieprzu

– ½ łyżeczki chrzanu (gotowego, albo własnego, mogą być też małe kawałki korzenia chrzanu)

– sok z połowy cytryny [polecam cytryny z rolnictwa ekologicznego – wtedy nie zatruwamy się mocno rakotwórczym imazalilem używanym jako konserwant przy tańszych cytrusach – przypis autora wpisu], dodatkowo można dodać otartą skórkę

– zawartość przygotowanej torebki

Dla jeszcze większej oszczędności czasu, możesz przygotować sobie zawczasu miksurę soku, cytryny i przypraw – wtedy stworzenie koktajlu każdego dnia będzie się składało z tylko 3 kroków: wlania odpowiedniej ilości mikstury, dodania kostek lodu i dodania zawartości torebki.

Włącz blendowanie, w jego czasie wykonaj 10 „burpees” (przysiad podparty → wyrzut nóg do tyłu → pompka → powrót do przysiadu podpartego → wyskok z przysiadu, ręce kierują się ku górze). Po ćwiczeniach wyłącz blender, wlej koktajl do słoika, dodaj słomkę wielorazowego użytku.

Napój jest niezwykle orzeźwiający, zawiera „górę” składników odżywczych. Ciężko jest sobie wyobrazić zdrowszy napój. Dr Greger czasem dodaje do niego trochę orzechów włoskich albo pestek z dyni albo kawałek awokado.

Przepis wzięty z najnowszej książki Dr Gregera „How not to die. Cookbook”, wydanej w USA w grudniu 2017 [polskie tłumaczenie będzie wydane w 2018 roku – przypis autora wpisu].

Czekamy na komentarze, jak Wam smakuje ta prosta zdrowotność 🙂

Czy awokado są zdrowe?

Kolejny rok już za nami, dr Greger nie zasiada na laurach. W najbliższym czasie przedstawimy kilka klipów ze świeżo stworzonej listy 10 najbardziej popularnych w roku 2017.

10te miejsce listy zajmuje klip (dostępny tu: https://www.youtube.com/watch?v=P5YZlluVXn0) .

Najważniejsze fakty przetłumaczone z tego klipu:

– Drzewo awokado wytwarza własny pestycyd, z badań wynika że jest on potencjalnie rozważany jako element lub wręcz zastępstwo chemioterapii przy leczeniu raka piersi, a możliwe że też nowotworów innych organów.

– Potencjalna szkodliwość powyższego pestycydu dla rozwoju innych komórek (nie-rakowych) jest powstrzymywana przez ekstrakty z żurawiny i awokado.

– Ekstrakt z owoców awokado skutecznie powtrzymuje komórki rakowe przed rozrostem.

– Ogólnie patrząc, fermentacja węglowodanów w naszym ciele jest oceniana jako zyskowna, a fermentacja białek szkodliwa. Diety oparte na roślinach są zyskowne i w tym kontekście , ponieważ zawierają dużą ilość różnych węglowodanów (jak np. błonnik czy skrobie).

– Ze świeżych badań wykonanych na Jamajce wynika, że mężczyźni z grupy spożywającej największą ilość awokado dziennie (przynajmniej 60 gramów) mieli o ponad połowę zmniejszone ryzyko raka prostaty.

Awokado wzmacniają funkcjonowanie tętnic, obniżają cholesterol, a do tego zmniejszają zagrożenie nowotworem – także powinno być spożywane jak najczęściej.

 

Najbardziej szokujące efekty stosowania pełnowartościowej diety wegańskiej

Czas na ożywienie strony, jak i udostępniania wiarygodnych i łatwych w zrozumieniu medycznych treści, związanych z wegańskim odżywaniem.

Kanał „Plant Based News” na platformie Youtube od długiego czasu dostarcza wielu ciekawostek na ten temat. Tu (link: https://www.youtube.com/watch?v=BvWeeABtN9U) video stworzone na konferencji dotyczącej odżywiania, zawiera wypowiedzi wielu znanych i cenionych lekarzy, których nie sposób uznać za niewiarygodnych czy stronniczych.

Mocno polecamy obejrzeć video, poniżej zamieszczamy tłumaczenie:

– Anthony Lim (dr medycyny): Najbardziej zaskakujące dla mnie w obserwacji moich pacjentów, którzy przyjęli pełnowartościową dietę wegańską jest fakt, że byli oni w stanie nie tylko kontrolować/zarządzać, ale zwalczać ich chroniczne choroby, nawet przy porzuceniu leków. To jest rewolucyjne.”

Alan Goldhamer (dr kręgarstwa): „…ciało jest w stanie zrobić to, co robi najlepiej, a więc wyleczyć się.”

Michael Greger (dr medycyny): Jest tylko jedna dieta, która ma udowodnione działanie odwracające chorobę serca u większości pacjentów – dieta oparta na roślinach. […] po co w ogóle rozważać inną dietę?

– Mariana Mendible (dr medycyny, członek Amerykańskiego Koledżu Chirurgów (F.A.C.S.)): „…obniża masę ciała, obniża ciśnienie tętnicze, obniża cholesterol; miałam pacjentów którzy odstawili stosowanie insuliny i leków obniżających ciśnienie.

– Martica Heaner (dr filozofii): „…również mój ojciec doznał całkowitego wyleczenia z cukrzycy, poziom jego cukru się unormował przy braku używania insuliny.”

– Anthony Lim (dr medycyny): „Kiedyś pacjentom polecałem leki na problemy z glukozą, cholesterolem, ciśnieniem tętniczym. Teraz Ci pacjenci mogą się całkowicie wyzbyć tych leków, a jedyną konieczną zmianą jest to, co nabijają na swój widelec.

Michael Klaper (dr medycyny): Oszałamiające jest obserwowanie, jak obniżają się kolejno przypadłości (nadciśnienie tętnicze, waga ciała, cholesterol, ilość dni pomiędzy ruchami jelit, konieczność używania leków), a podwyższają się poczucia satysfakcji i radości (pacjentów).

Pamela Popper (dr filozofii, dr naturopatii (N.D.)): Interesujące są wypowiedzi pacjentów z informacjami, że dodatkowo zmniejszył im się problem z trądzikiem, wstają rano w gotowości, nie zasypiają po południu jak kiedyś, są za to pełni energii.

Mariana Mendible (dr medycyny, członek Amerykańskiego Koledżu Chirurgów (F.A.C.S.)): „…pacjenci leczą się z alergii skóry.”

– Robert Ostfeld (dr medycyny, mgr): „…bardzo często (pacjenci) mówią, że śpią lepiej, mają więcej energii, często chroniczny problem zostaje rozwiązany (np. zapalenie prostaty) po przyjęciu diety opartej na roślinach; rozwijanie sprawności seksualnej (zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet) po przyjęciu diety opartej na roślinach.”

– Hana Kahleova (dr medycyny, dr filozofii): „…jedzenie roślinne zdecydowanie wzmacnia nasze poziomy energii

– Robert Ostfeld (dr medycyny, mgr): Wielu moich pacjentów to atleci, opowiadają mi jak po prostej zmianie diety czas przebiegnięcia mili się skraca, są w stanie ćwiczyć bardziej intensywnie i szybciej; jest wiele patofizjologicznych argumentów to potwierdzających.

Pamela Popper (dr filozofii, dr naturopatii (N.D.)): „Wygląda na to, że jestem milsza. Gdy nie czujesz się źle, możesz być milszą osobą.”

– James Loomis (dr medycyny, absolwent MBA): Przeszedłem na dietę roślinną 5-6 lat temu, miałem kilka problemów medycznych takich jak nieregularne bicie serca czy wysoki cholesterol. Po obejrzeniu filmu „Forks over knives” który mówi o używaniu jedzenia jako lekarstwa, gdy wprowadzałem dietę roślinną, w ciągu 3 miesięcy nie tylko schudłem, nie tylko cholesterol mi się obniżył, moje serce zaczęło bić regularnie, dodatkowo poprawił mi się nastrój i produktywność w pracy wraz z ogólnym poziomem energii. Nie spodziewałem się też, że pozbędę się alergii przechodząc na roślinne żywienie. Widzę takie zmiany też u swoich pacjentów, którzy się w pełni angażują w zmianę swojej diety.

– Neil Barnard (dr medycyny, członek Amerykańskiego Koledżu Kardiologii (F.A.C.C.)): Mówimy tu o poważnych problemach (choroba serca, rak, cukrzyca, otyłość), a dla następnego pokolenia te problemy są jeszcze istotniejsze.

– Caldwell Esselstyn (dr medycyny): Choroba sercowo-naczyniowa nie jest jedyną która jest odwrócona przez to (roślinne żywienie)cukrzyca, nadciśnienie, zawały, otępienie naczyniowe, wrzody, choroba Crohna, reumatyzm, toczeń, stwardnienie rozsiane, alergie, astma, choroba nerek…lista nie kończy się na tym – my je absolutnie zatrzymaliśmy, odwróciliśmy (dietą wegańską) – niech (niestosujący diety wegańskiej) pokażą mi takie same efekty za pomocą ich diety.”

Organicznie i bezglutenowo

Wegański lokal w skali mikro? Skoro broni się smakiem, to czemu nie! W warszawskim bistro „Organitheka warto zatrzymać się na dłuższą chwilę.

       Bistro działa od sierpnia 2015 roku, a mieści się przy samym Placu Grzybowskim. W malusieńkiej przestrzeni mieści się dosłownie kilka osób, dlatego polecam odwiedziny w słoneczny dzień, gdy można usiąść przy stoliku przed wejściem.

Wyjątkowość tego miejsca uwidacznia się w sferze kulinarnej, tutejsze dania mają kilka rzadko spotykanych cech. Przede wszystkim składniki używane do potraw są pochodzenia organicznego, od lokalnych dostawców, pozbawione pestycydów i innych szkodliwych (a niestety szeroko rozpowszechnionych) substancji konserwujących. Bezglutenowcy powinni być zachwyceni, gdyż menu jest dostępne dla nich w całości. Osoby stawiające na minimalizację użycia sztucznych dodatków też się nie zawiodą – menu (w tym także desery) nie zawierają cukru.

Menu jest każdego dnia inne, zazwyczaj dostaniecie dwa dania do wyboru. Dostaniecie tu zarówno zupy i drugie dania, oraz własnej produkcji soki i inne słoiczkowe pyszności. Stawiany jest również nacisk na sezonowość składników, więc potrawy zmieniają się razem z porami roku.

W czasie wspólnej wizyty z moją życiową partnerką, spróbowaliśmy dwóch dań dnia. Zupa jarzynowa zabielana śmietanką słonecznikową zapunktowała swoją delikatnością oraz dużą ilością sezamu. Krem z marchewki niezwykle ciekawie mieszał w sobie słodycz z później wyczuwalną ostrą nutą. Po zupach przyszedł czas na drugie dania.

Makaron ryżowo-kukurydziany w połączeniu z czosnkiem (który wyraźnie zdominował smak całej potrawy), drobno posiekaną papryczką chili i pietruszką stworzył proste, jednak intrygujące danie.

Druga opcja to azjatycka kapusta pekińska z soczewicą oraz ryżem – to danie miało mocno wschodni posmak, za sprawą wyraźnie (ale wyważenie) wyczuwalnego imbiru. Na talerzach znalazły się też: duża porcja kapusty kiszonej posypanej siemieniem lnianym, oraz sałata z zielonym pesto i słonecznikiem.

Istnieje możliwość dostawy na telefon, przy zamówieniach od 50zł. W planach jest przeniesienie „Organitheki” do większej lokalizacji. Informacje na temat menu dnia są ogłaszane na koncie Facebook-owym lokalu już o g.9 rano.

Porcje dostępne w lokalu są stosunkowo duże i naprawdę sycące. Biorąc to pod uwagę, cennik nie jest wygórowany. Zestaw lunchowy (zupa + drugie danie) kosztuje tu 29zł, porcja bezcukrowego ciasta 15zł. Woda pitna jest dostępna całkowicie za darmo, co jest w Polsce rzadkością.

Zespół tworzący bistro wierzy w możliwość poprawy własnego dobrostanu za pomocą zmiany sposobu odżywania się. Kuchnia roślinna, w całości pozbawiona produktów odzwierzęcych, potrafi być urozmaicona, pyszna, kolorowa, zaskakująca, sycąca, a przy tym lekka dla żołądkato wszystko warto sprawdzić „Organithece” na sposób empiryczny.

Organitheka

Warszawa, ul. Twarda 1

Pn.-Pt. 9.00-19.00

Artykuł ukazał się w magazynie „Vege” nr 9/2017.

Tekst i zdjęcia: Jacek Balázs

Jacek Balázs: dożywotni roślinożerca, miłośnik wszelkiego życia. Psycholog, uzależniony od kontaktu z przyrodą. W Tatrach czuje się jak w domu. Gorący zwolennik rowerowej komunikacji. Prowadzi stronę www.StowarzyszenieWeganskie.pl.

Syryjskie uniesienie

Syryjska Republika Arabska większości z nas kojarzy się niestety z intensywnymi konfliktami zbrojnymi. warszawskiej restauracji „Syryjka” poznacie jaśniejszą stronę tego egzotycznego kraju.

Restauracja znajduje się w świetnie skomunikowanym punkcie, działa od sierpnia 2015 roku. Menu tego wegetariańskiego lokalu jest prawie w całości wegańskie, poza kilkoma dodatkami. Dobrze poinformowana obsługa rozwieje wszelkie wątpliwości co do składu dań. Ciepłe, wyszukanie ozdobione wnętrze daje klientowi poczucie komfortu.

Degustacje rozpocząłem od powstałego na miejscu ożywczego nektaru z moreli. Zupa dnia oparta była na czerwonej soczewicy i szpinaku – gęsta i intensywnie doprawiona kolendrą. Sałatka Fatush, będąca połączeniem świeżych zielenin, pomidorów, ogórków, prażonego chlebka pita i pestek granata, sprawiała wrażenie lekkiej dla żołądka, a jednocześnie orzeźwiającej.

Kolejną ciekawą pozycją, której spróbowałem, był talerz z pastami. Hummus miał niezwykle jednolitą strukturę i wyrazisty smak, pikantna pasta Muhammara była świetnie przełamana mielonymi orzechami włoskimi, a pasta z opiekanych bakłażanów Mutabbal delikatna i kojąca. Roladka z bakłażana okazała się przystawką niezwykle subtelną, świetnie dopełniała smak przepysznych past.

Przykładowe falafele z ciecierzycy, których spróbowałem, były mocno spieczone na brzegach, a intensywnie ziołowe w środku – po prostu idealne.

Entuzjaści wschodniej kuchni docenią także pilaw z brązowej soczewicy i bulguru, podany ze skarmelizowaną cebulką i melasą z granatów. Mugaddara jest tu pożywna, lecz nie pozostawiająca uczucia ciężkości.

Bakłażan od lat jest jednym z moich ulubionych warzyw, ucieszyła mnie jego mnogość w daniach dostępnych w lokalu. “Omdlały imam” to danie zasługujące na specjalne polecenie – delikatny bakłażan faszerowany ryżem i soczewicą, w łagodnym sosie dakous szczerze mnie zachwycił! Potrawa lekka a jednocześnie pożywna, kolorowa, w wyszukany sposób łącząca proste składniki – czy można chcieć czegoś więcej?

Bezglutenowcy znajdą tu wiele dań dla siebie, np. Omdlałego imama, Ful muddamas na bazie bobu (bez chlebka pita), falafele czy niezwykle intrygujący Kałaż.

Chętni na niedrogie wegańskie podjadki też się nie zawiodą – codziennie jest kilka do wyboru. Istnieje możliwość telefonicznego zamówienia dań do odbioru na wynos, można się też umówić na catering. Ceny potraw, uwzględniając ich pożywność i rozmiary, plasują się na rozważnym poziomie: przystawki 6-10zł, zestawy 18-24zł (za 39zł jest już zestaw dla 2 osób), dania główne 15-27zł, sałatki 7-18zł.

Syryjka” to obowiązkowa pozycja dla zaintrygowanych wschodnią kuchnią, jest duża szansa że restauracja znajdzie się w Waszej prywatnej liście najlepszych już po pierwszej wizycie.

Syryjka

Warszawa, ul. Puławska 20

Pn.-Sb. 12.00-21.00

Artykuł ukazał się w magazynie „Vege” nr 7-8/2017.

Tekst i zdjęcia: Jacek Balázs

Jacek Balázs: dożywotni roślinożerca, miłośnik wszelkiego życia. Psycholog, uzależniony od kontaktu z przyrodą. W Tatrach czuje się jak w domu. Gorący zwolennik rowerowej komunikacji. Prowadzi stronę www.StowarzyszenieWeganskie.pl.

Sieciowe roślinności

Tym razem mój wybór padł na lokal należący do międzynarodowej sieci barów wegetariańskich – Green Way. W krakowskim barze traficie na kilka roślinnych ciekawostek.Lokal przy ul. Krupniczej 8 w Krakowie to stosunkowo duże miejsce – przy stołach wygodnie ulokuje się nawet 50 osób. Green Way przepełniony jest światłem – dużo promieni słonecznych wpada przez wielkie okna, a w środku dominują jasne i urozmaicone tła. Pomimo dużego ruchu panującego w lokalu, obsługa szybko wykłada na bar zamówione dania.

Ze stosunkowo dużego wyboru opcji wegańskich, poprosiłem o często wybierane klasyki. Kotlety z ciecierzycy i warzyw nie były zbytnio zbite, za to zdecydowanie pożywne. Kotletom towarzyszył przyjemnie pikantny sos indyjski, kasza gryczana i tchnące świeżością surówki. Porcja była naprawdę spora, nie tzw. „głodowa” jak w niektórych publicznych jadłodajniach.

Z dostępnych deserów szarlotka była wegańska, więc na nią się zdecydowałem. Zbytnia „międłość” smakowa zadziałała niestety na niekorzyść deseru, a wystarczyło dodać więcej cynamonu do jabłek. Z drugiej strony, jest to miejsce funkcjonujące na zasadzie franczyzy, więc pewnie skład szarlotki został restrykcyjnie określony tak, by każdy dał radę ją zjeść.

Lemoniada detox (złożona z kiwi, mięty i pietruszki) ukoiła me pragnienie. Zaletą była jej zawiesistość, a więc prawdziwe owoce w składzie, nie soki z koncentratu.

Napojowa oferta lokalu jest więcej niż zadowalająca. Napoje na zimno dostępne są w kilku opcjach smakowych, codziennie można trafić na inne. Każdą kawę można otrzymać w wersji z napojem sojowym. Wybór innych napojów gorących jest spory – dostępne są zarówno herbaty suszone, zioła, a nawet herbaty kwitnące.

Sezonowa zmienność menu jest niewielka, zależnie od dostępności świeżych składników. Dania możemy bez problemu dostać w opcji na wynos. Kolejną zaletą tego miejsca są naprawdę umiarkowane ceny – można tu się najeść za stosunkowo niewielkie pieniądze.

Podsumowując – warto odwiedzić to miejsce. Oferuje ono solidne posiłki po niewysokich cenach, a dodatkowo gwarantuje chwilę odsapnięcia, a czasami poukładania porozsypywanych myśli.

Green Way Food for Life

Ul. Krupnicza 22

Pn.-Pt. 09.00-21.00

So.-Nd. 10.00-20.30

(aktualne godziny na facebooku)

Tekst jest aktualizacją artykułu, który ukazał się w magazynie „Vege”nr 6/2016.

Tekst i zdjęcia: Jacek Balázs

Jacek Balázs: dożywotni roślinożerca, miłośnik wszelkiego życia. Psycholog, uzależniony od kontaktu z przyrodą. W Tatrach czuje się jak w domu. Gorący zwolennik rowerowej komunikacji. Prowadzi stronę www.StowarzyszenieWeganskie.pl.

Powiew orientu

Miasto stu mostów coraz szerzej zapewnia porządne roślinne dania w niewygórowanej cenie. Jeśli cenicie lub chcecie poznać wschodnią kuchnię, koniecznie odwiedźcie wrocławską restaurację Ahmisa zlokalizowaną nieopodal rynku

Nazwa otwartej w czerwcu 2015 r. restauracji oznacza niekrzywdzenie ludzi i (innych) zwierząt. Chęć do życia w zgodzie ze swym otoczeniem poparta niejedzeniem produktów odzwierzęcych tworzy odczuwalną harmonię wewnętrzną. W restauracji odnajdzie się zarówno poznający roślinną kuchnię amator, jak i wieloletni roślinożerca.

Wystrój pomieszczeń jest ciepły, już od pierwszego pobytu czułem się tu swobodnie. Widoczna jest tu schludność, przywiązywanie uwagi do szczegółów i praktyczność.

Menu bazuje na klasycznych wschodnich daniach wykonanych w mistrzowski sposób, z użyciem prawdziwych wschodnich przypraw. Nacisk jest tu kładziony na organiczne źródła składników, a menu zmienia się wraz z ich sezonową dostępnością.

W czasie wizyty na potrzeby recenzji posiliłem się pyszną zupą ogórkową i przeciekawą masala dosa. Pierwsze danie było bogato „wyposażone” w czosnek i koperek, co nadało mu wyrazisty smak przebijający się przez kwaskowatość ogórków. Drugie zostało podane w wyjątkowo atrakcyjnej formie (na co dzień placek nie wygląda jak na zdjęciu, jednak smakuje równie dobrze). Masala dosa tego dnia obfitowała w cebulę, co zwiększyło jej właściwości antygrypowe, co jest szczególnie istotne jesienią (miejsce to odwiedziłem w listopadzie 2016 r.). Ciasto zostało po mistrzowsku stworzone z połączenia białej soczewicy i ryżu – było pożywne, jednocześnie jego lekka struktura nie pozostawiła uczucia ciężkości w żołądku. Bogate warzywne wypełnienie nadało daniu walorów smakowych i odżywczych. W zestawie były też dwa chutneye, każdy z nich wydobywał z dania inny, a zarazem ciekawy potencjał smakowy.

W Ahimsie dostaniecie szerokie spektrum dań bezglutenowych, np. thali dosę, masala dosę. Jest możliwa modyfikacja wielu dań na wersję bezglutenową, w codziennej ofercie są też ciasta niezawierające tego składnika.

Z bogatej gamy napojów gorących możecie wybrać m.in. kawę z dwoma opcjami roślinnego zabielacza oraz rozgrzewający napój z imbirem. Dostępny jest też cały wachlarz zimnych napojów butelkowanych (w tym też win z certyfikatem wegańskim) oraz shake’ów i smoothie.

Możliwe jest zamówienie dań na stronie internetowej, dowozy są zapewnione w promieniu 7 km od restauracji.

Dla ścisłości, Ahimsa to nie tylko restauracja, lecz także klub. Na dolnym piętrze jest możliwość wynajęcia sali na wydarzenia okolicznościowe, takie jak np. wesela, chrzciny, spotkania biznesowe, wykłady czy nawet kameralne koncerty. Sala wyposażona jest w rzutnik i wysokiej jakości sprzęt audio. Pojemność części klubowej to do około 30 osób.

Gdybym mieszkał bliżej Wrocławia, byłbym stałym bywalcem Ahimsy.

Ahimsa Vegan Restaurant & Club

Wrocław, ul. św. Antoniego 23

Pon.-Śr. 12.00-22.00

Czw.-Sob. 12.00-24.00

Niedz. 13.00-22.00

Tekst ukazał się w magazynie Vege nr 3/2017.

Tekst i zdjęcia: Jacek Balázs

Jacek Balázs: dożywotni roślinożerca, miłośnik wszelkiego życia. Psycholog, uzależniony od kontaktu z przyrodą. W Tatrach czuje się jak w domu. Gorący zwolennik rowerowej komunikacji. Prowadzi stronę www.StowarzyszenieWeganskie.pl.

Zyski z picia zielonej herbaty dla wzmocnienia odporności na wirusy

Dr Greger i jego zespół opracowali film video (dostępny tu), opisujący zyski z picia zielonej herbaty dla wzmocnienia odporności na wirusy.

Skrócone tłumaczenie:

– Wiara w zieloną herbatę jako „cudowną broń” przeciwko chorobom trwa już od tysięcy lat.

– Już z badania w 1906 roku wynika, że zastąpienie wody zimną herbatą zapobiega zakażeniu tyfusem.

– W latach 80. XX wieku wznowiono badania nad antybakteryjnymi i antywirusowymi cechami zielonej herbaty.

– Brodawki genitalne powodowane przez wirus HPV są jedną z najczęstszych i najszybciej rozprzestrzeniających się chorób wenerycznych na świecie, powodują znaczne obniżenie emocjonalnego i seksualnego samopoczucia. W ponad 50% przypadków za pomocą maści na bazie zielonej herbaty można się całkowicie wyleczyć z tego problemu.

– Z badania na pracownikach działających w sektorze zdrowia wynika, że grupa spożywająca zieloną herbatę chorowała na grypę około 3 razy rzadziej niż grupa spożywająca placebo.

Nawet płukanie gardła zieloną herbatą może uchronić nas przed wirusami grypy. Grupa seniorów z domów opieki płuczących gardło zieloną herbatą chorowała na grypę aż 7-8 razy rzadziej od grupy płuczącej gardło wodą.

– W przeciwieństwie do leków antywirusowych, zielona herbata wzmacnia nasz układ odpornościowy (a dokładniej wzmacniając żywotność i aktywność komórek γδ T, które tworzą pierwszy mur obronny przeciw zakażeniom). Osoby spożywające 6 filiżanek zielonej herbaty dziennie, już po czasie 1 tygodnia mieli aż 15-krotnie większą produkcję powyżej opisanych komórek.

– Zielona herbata utrzymuje nasze odpornościowe komórki w stanie gotowości, więc nasze organizmy mogą natychmiast reagować, gdy pojawi się tam np. wirus grypy. Możliwe, że te komórki chronią nas też przed nowotworami.