Wegańskie pasje Alicji Rokickiej

Gościem nadchodzącej 25 czerwca Weganogarni w Krakowie będzie Alicja Rokicka, założycielka bloga WeganNerd.blogspot.com, autorka przepisów i propagatorka w 100% wegańskiej diety na coraz większą skalę.

IMG_8575

Powiedz nam, skąd wzięła się Twoja pasja tworzenia wegańskich przepisów, jak to się zaczęło?

Zaczęło się od tego, że przeszłam na dietę wegetariańską, gdy miałam około 13lat. Wtedy już zaczęłam sobie gotować, żeby nie zrzucać na barki babci albo mamy dodatkowego „problemu”. Tak mnie to gotowanie wkręciło, że gotuję do dziś. Uważam, że gdyby nie wegetarianizm, to bym teraz nie gotowała ani nie blogowała.

Weganką jesteś już od około 7 lat. Co spowodowało u Ciebie przejście na weganizm?

Dokładnie tego nie pamiętam, chyba to było naturalne przejście z diety wegetariańskiej. Wydaje mi się, że powoli rezygnowałam z jajek, potem z mleka i w końcu z dnia na dzień postanowiłam, że jak już weganizm, to na całego. Dość niemądrze przeszłam z wegetarianizmu na weganizm z dnia na dzień. Ale nie odczułam szczególnie tego w żaden sposób, nigdy nie miałam problemów z anemią czy innymi niedoborami.

IMG_7244-2

Jak wyglądają u Ciebie święta, imprezy rodzinne?

Właściwie, to imprez rodzinnych unikam jak ognia. Po prostu nie lubię dużych spędów. Święta są już milsze. Zresztą nie wydaje mi się, żeby moja rodzina była jakoś szczególnie wierząca, ja sama nie jestem, więc uroczyście do kolacji zasiadamy głównie w święta Bożego Narodzenia. Tutaj rzeczywiście jest co jeść! Kiedyś w kuchni konkurowałyśmy ze sobą – ja i babcia, mama i czasem dziadek. Teraz chyba wszystkie wrzuciłyśmy na luz. Na stole praktycznie wszystko jest wegańskie prócz jednej potrawy- tradycyjnej ryby. I tyle. Czasem nawet znajdzie się hummus, bo mój tata go uwielbia. Klasycznie jest też barszcz na zakwasie, kulebiak z kapustą, kapusta z grzybami i grochem, czasem gotuję też bigos z wędzoną śliwką, a jak mi się już naprawdę chce, albo czuję jakąś misję to robię selera po grecku. Wszystko przemija spokojnie, moja rodzina już jest przyzwyczajona do mojego ”niejedzenia”. No i chyba od pewnego czasu, traktują mnie o wiele poważniej. Czasem tylko wujek powie coś głupiego, ale tylko po to by odciągnąć moją uwagę i sięgnąć po ostatni kawałek marynowanych boczniaków lub innego przysmaku.

IMG_1470

Jesteś w trakcie tworzenia swej pierwszej książki kucharskiej. Komu będzie ona dedykowana?

Książka już jest prawie ukończona, powinna ukazać się najwcześniej we wrześniu/październiku. Dedykowana jest absolutnie każdemu, kto lubi dobrze i kolorowo zjeść. Oj, pisanie jej było ciężkim orzechem do zgryzienia. W końcu będzie to dość autorska „kniga” z przepisami inspirowanymi domem, rodziną i chwilami spędzonymi z przyjaciółmi. Na rynku obecnie jest tyle podobnych pozycji o diecie roślinnej, że postanowiłam zrobić książkę z prostą kuchnią. To po prostu zbiór moich ulubionych potraw.

Twój blog zdobył kilka znaczących w przestrzeni internetowej nagród. Jaki masz przepis na sukces w tym obszarze?

Nie mam na to przepisu. Blog ma już sporo lat. Myślę, że przez ten czas ten przepis sam się wygenerował. Mój blog to nie tylko zabawa i pasja, ale sporo pracy, poświecenia i nauki. Warto dla samej zabawy odwiedzić jego pierwsze wpisy! Będzie szok! Miałam czas, by zebrać rzeszę czytelników. Myślę, że oni doceniają też szczerość mojego bloga. Nie robię tam nic na siłę. Teraz blogi powstają w tydzień. Widzę ile ludzie potrafią na wstępnie poświecić na bloga pieniędzy, kupują od razu domenę, dobry aparat, wynajmują grafików, potem kupują reklamy na facebooku. (chociaż to co wyprawia FB to druga sprawa). Straszne to wszystko się zrobiło. Takie poważne! Ja trochę tego nie ogarniam. Jest tyle fantastycznych blogów wegańskich, które mają tyle lat, co mój, np. Hello Morning albo Food Porn vegan Style to moje ulubione blogi, na które się wchodzi, jak do czyjegoś mieszkania na herbatę. Mają „to coś”! Może mój też po prostu ma „to coś”?

IMG_0018

Jakie są Twoje zainteresowania poza weganizmem? Jak lubisz spędzać wolny czas?

Z wykształcenia jestem graficzką. Jeśli nie gotuję lub jem ;), to staram się jak najwięcej czasu spędzać z kredkami i pędzlami. Oglądam strasznie dużo filmów. Szczególnie gangsterskich i starych. Myślę też, żeby wrócić na studia. A, no i kot. Ale kot to nie hobby, tylko moja obsesja. Ostatnio też zaczęłam się interesować roślinami. Przejęłam to po mamie. Moje mieszkanie wygląda jak dżungla. I tak większość czasu w ciągu dnia spędzam na rzeczach związanych z blogiem, czytam, szukam inspiracji, gotuję, robię zdjęcia, piszę, odpowiadam na maile, chociaż idzie mi to ostatnio jak po grudzie, jeżdżę po Polsce… czasem na wolny czas brakuje czasu. Ale nie narzekam, bo robię to, co lubię!

Czym dla Ciebie jest weganizm?

Teraz tylko i wyłącznie sposobem na życie. To nie tylko sposób odżywiania. Weganizm przejął również inne sfery mojego życia. Używam roślinnych kosmetyków, tam też również warto trzymać skład, zwracam uwagę na pochodzenie kawy i przypraw, w tym kakao. Lubię inwestować w lokalnych producentów, ale i twórców i projektantów. Od lat nie noszę skóry, na wełnę mam uczulenie. Jakoś wszystko, co robię w życiu, w jakimś stopniu łączy się z weganizmem. Nawet uprawa pomidorów na balkonie! Weganizm to po prostu moje życie. Cieszę się, że w Polsce tak się przyjął i rozwija.

Alicja Rokicka2

Co poradziłabyś osobom chcącym przejść na weganizm lub osobom początkującym? Których z Twoich błędów mogliby uniknąć?

Myślę, że największym błędem jest zbyt schematyczne podejście do diety. Ludzie nadużywają w dzisiejszych czasach słowa „zdrowe”, trzeba jeść z głową i różnorodnie. Trzeba uważać, by nie skupiać się tylko na pokarmach wysokobiałkowych, ale i na innych potrzebnych nam minerałach. Warto się wcześniej przygotować, poczytać, zakupić parę książek. Największą bazą jest Internet. Jest wiele stron, które nie tylko ułatwiają, a wręcz zachęcają do przejścia na weganizm.

Jakie jest Twoje największe marzenie?

Dużo mam tych marzeń: kilka poważnych i parę mniej. Poważne dotyczą sytuacji ludzi, w szczególności kobiet na świecie. Marzy mi się wywrotowa i obyczajowa rewolucja. Z mniejszych: chciałabym żyć spokojnym życiem, podróżować, gotować również dla innych. Mieć takie swoje małe bistro, gdzie będę Panią swojego czasu i garów. Nie pogardziłabym też dużym domem we Włoszech wypełnionym kotami.

„Weganogarnia” 25 czerwca w Krakowie, zapraszamy!

Plakat :

2016.06 Weganogarnia plakat2

Więcej szczegółów znajdziecie na stronie wydarzenia: https://www.facebook.com/events/518602654990806/

Będzie pyszne roślinne jedzonko, speed friending, i wywiad z Alicją Rokicką (Wegan Nerd).

Do zobaczenia 🙂

Fotorelacja z Weganogarni w Metaformie 2016.05

Najnowsza produkcja PSW podana w celach wspomnieniowo-zachęcających: https://www.youtube.com/watch?v=amb2tN5kahA

Owoce i warzywa przyspieszające naprawę DNA

dr Greger

Jeśli ktoś jeszcze nie zna, polecamy serdecznie nieoceniony autorytet odżywiania – Dr Michaela Gregera, który zajmuje się m.in. przeglądem badań naukowych z całego świata, żeby dostarczać w przystępnej formie nowości ze świata odżywiania i jego wpływu na nasze zdrowie. Prowadzi stronę www.nutritionfacts.org, prowadzi profesjonalne wykłady, oraz sprzedaje stworzone przez siebie DVD z rocznikiem odżywianiowym. Ostatnio napisał też książkę „How not to die”. Dochód z tych wszystkich aktywności przeznaczony jest na cele charytatywne. A przy okazji, propaguje wegański styl życia oraz zastąpienie leków aktywnością fizyczną i odpowiednimi składnikami roślinnymi.

Serię odżywieniową zaczynamy od filmu https://www.youtube.com/watch?v=pSDedXTsQkE, w którym dr Greger wyjaśnia, dlaczego warto pokusić się o dietę opartą na warzywach i owocach w kontekście uodporniania się na ryzyko pojawienia się raka w naszym organizmie. Mowa tu np. o wpływie spożywania cytryny, nawet po „wyciągnięciu” z niej witaminy C.

Liczymy na komentarze (tak, na stronie da się komentować wpisy), co myślicie o takich ciekawostkach.

Wegańskie pasje Emila („VeganWorkout”) i Marty („Sweet Piggy”)

Na najbliższej krakowskiej „Weganogarni” gościem będzie Emil (VeganWorkout). Tu publikujemy wywiad przeprowadzony z Emilem i Martą (właścicielką sklepu „Sweet Piggy”) jako wstęp do wywiadu, który odbędzie się po degustacji pysznych, roślinnych dań. Zapraszamy do lektury!

12140553_1126007057427241_5663286852147081378_n

 

Kim jesteś, skąd Twoja pasja, jak się zaczęła?

E: To zależy z której strony spojrzeć i o której pasji mówimy. Jestem instruktorem w Akademii Kettlebells Warszawa, aktywistą pro zwierzęcym, współtworzę portal VeganWorkout, pracuję z grafiką komputerową, przez długi czas byłem mocno związany z Fundacją Viva, organizowałem Tygodnie Wegetarianizmu, redagowałem Zeszyty Praw Zwierząt i współtworzyłem Magazyn Vege. Wszystko, tak naprawdę zaczęło się niemal 7 lat temu, kiedy rozpocząłem swoje pierwsze treningi capoeira i po raz pierwszy zacząłem aktywnie działać w Fundacji Viva. I kiedy poznałem Martę 🙂

M: No właśnie, zależy, o jakiej pasji mówimy 🙂
M: No właśnie, trochę tego jest 🙂 VeganWorkout oczywiście zaczął się dzięki Emilowi. Aktywizm zaczął się wiele lat temu, kiedy poszłam na swoją pierwszą demonstrację Stowarzyszenia Empatia i zostałam wolontariuszką. Potem działałam w Fundacji Viva i Otwartych Klatkach. Za to w zeszłym roku poznałam niesamowicie inspirujących ludzi z Palestinian Animal League – jedynej organizacji prozwierzęcej działającej na terenie okupowanej Palestyny. Od razu złapaliśmy dobry kontakt i od tamtej pory pomagam im nagłośnić ich działania w Europie.
Jeśli chodzi o Sweet Piggy z kolei to po odejściu z Vivy wpadłam na pomysł stworzenia sklepu, którego mi samej w Polsce brakowało. Z dużym wyborem kosmetyków wegańskich, bez konieczności czytania składów i pytania.

Skąd pomysł na nazwę (dla restauracji, bloga, stowarzysznia etc.), co ona oznacza (szczególnie ta Empatia tutaj 😉 ?

E: Nazwę VeganWorkout wymyśliła Marta, w przypływie olśnienia kiedy wracaliśmy autobusem od mojego brata 🙂

M: Jeśli zaś chodzi o SweetPiggy to szczerze mówiąc nie pamiętam, jak to się stało. Na pewno chciałam, żeby nie był to sklep „tylko” z kosmetykami, ale wpisywał się jakoś w ruch praw zwierząt i dlatego tak dużo filmów o świnkach na naszym profilu.

IMG_1962-p

Od kiedy jesteś weganem/weganką? Co spowodowało przejście na weganizm?

M: Można już powiedzieć, że wegetarianką jestem przez pół swojego życia, a weganką jakieś 9 lat. Zawsze lubiłam zwierzęta i naturalnym krokiem była niechęć do jedzenia ich. Jeśli chodzi o weganizm to póki nie spotkałam innych wegan na początku studiów to jakoś w ogóle nie rozważałam tego kroku. Nie było wtedy kampanii prowegańskich w Polsce 😉

E:Nie jem mięsa od około 11 lat, w tym 6 lat to dieta w 100% roślinna. Dla mnie zawsze na pierwszym miejscu były kwestie etyczne. Od dziecka byłem wyczulony na przemoc wobec zwierząt. Kiedy, jako nastolatek obejrzałem materiał zarejestrowany w rzeźni, było już dla mnie jasne, że jedzenia mięsa i moich przekonań na temat praw zwierząt nie da się pogodzić.

Jak wspominasz początki? Jakie były pierwsze trudności?

E: Zawsze uwielbiałem smak mięsa i jadłem je w każdym posiłku. To był największy problem. Nie lubiłem większości warzyw, kasz, razowego pieczywa czy brązowego ryżu. Potrzebowałem dwóch lat, zanim rzeczywiście odważyłem się spróbować diety wegetariańskiej. Podszedłem do tego bardzo zachowawczo, dałem sobie 30 dni na próbę. Potem mogłem zawsze wrócić do starej diety. Na szczęście te 30 dni szybko zamieniło się w kolejne 30 dni i tak trwa do dzisiaj.

M: Początki wegetarianizmu były tak dawno, że już nie pamiętam o żadnych trudnościach. Co do weganizmu to teraz traktuję go jak coś tak naturalnego, że też ciężko mi sobie przypomnieć jakieś trudności. Jako dziecko jadłam sporo nabiału i cieszę się, że wegańskie opcje są tak powszechnie dostępne. Czekam jednak wciąż na jogurty Alpro w Polsce 😉

IMG_0319

Co się zmieniło w Twoim życiu po przejściu na weganizm?

E: Przede wszystkim poznałem mnóstwo fantastycznych ludzi i tak naprawdę wszystko co potem robiłem gdzieś wewnętrznie motywowane promocją praw zwierząt i weganizmu. Bez tego nie byłoby VeganWorkout, nie byłoby Akademii Kettlebells, nie byłoby treningów capoeiry.

M: Tak, zdecydowanie poznałam nowych ludzi i to nie tylko jeśli chodzi o dietę, ale i o zapał w działaniu na rzecz zwierząt. Nadało to pewien kierunek mojemu życiu.

Czy miewałeś chwile zwątpienia? Jak sobie z nimi radziłeś?

E: Jeżeli chodzi o dietę, nigdy nie miałem chwil zwątpienia. Po prostu wiem, że robię słusznie. Świadomość, że nie przyczyniasz się do bezpośredniej krzywdy zwierząt daje niesamowitego powera do działania.

M: Dokładnie!

Jak wyglądają u Ciebie święta, imprezy rodzinne?

E: Zwykle są w 99% wegańskie. Mój tata bardzo lubi przyrządzać roślinne posiłki, mój brat został wegetarianinem kilka lat temu, a mama ograniczyła mięso i nabiał widząc jak bardzo dzięki temu poprawiły się jej wyniki krwi. Od czasu do czasu, pojawia się też dalsza rodzina, która z ciekawości również próbuje wegańskich posiłków.

M: U mnie bardzo podobnie, szczególnie, że zarówno mama jak i ciocia, czyli główne organizatorki wszelkich świąt teraz też są wegankami.

Czy Twoje zwierzaki są na diecie wegańskiej?

E: Opiekujemy się dwoma psami. Pierwszy, Stefan, którego Marta dawno temu wyciągnęła ze schroniska dostaje zbilansowaną karmę roślinną. Drugi, Ryjek, którego niedawno przygarnęliśmy dostaje karmę weterynaryjną ze względu na nieuleczalny nowotwór.

M: Ale i tak ich ulubionym przysmakiem są naleśniki i chleb!

Czy Twoje dzieci wychowujesz na wegan / czy będziesz wychowywał na wegan?

E: Nie mamy dzieci 🙂 Jeżeli się pojawią, to na pewno będą wychowywane na diecie roślinnej.

W jaki sposób weganizm wpływa na codzienną organizację życia? Jak wygląda weganizm w codziennej praktyce?

E: Nie jem mięsa tak długo, że nie wyobrażam sobie innego życia. Praktycznie cały okres liceum, studia, przeprowadzki, pierwsza praca – wszystkie te „newralgiczne” momenty w życiu przeżyłem będąc już wegetarianinem lub weganinem. Dla mnie półki z nabiałem i mięsem w sklepie po prostu nie istnieją. Jestem tak przyzwyczajony do kupowania produktów roślinnych, że w ogóle nie zwracam już uwagi na odzwierzęce jogurty, mleka, steki czy sery.

M: Podobno osoby, które od urodzenia nie jedzą mięsa nie postrzegają go w ogóle w kategorii żywności. Ja po tych latach diety roślinnej mam tak samo. W Warszawie w ogóle nie ma z tym problemu, w większych miastach również, a jeśli w podróży trafiamy do miejsca, gdzie nie ma nic wegańskiego (choć coraz mniej takich miejsc) to cóż, zawsze zostają frytki 🙂

Jakie zmiany zaszły w Twoim otoczeniu?

E: Dołączając do Fundacji Viva poznałem mnóstwo nowych ludzi, z którymi w większości współpracuje do dzisiaj. Moja rodzina, śledząc moje zmiany w diecie, w dużej mierze ograniczyła mięso i nabiał w codziennym menu.

M: U mnie z rodziną było podobnie.

Jakie zmiany zaszły w Twoim światopoglądzie? (można się tutaj odnieść do polityki, religii etc)

E: Moje poglądy polityczne czy społeczne przed przejściem na wegetarianizm i po przejściu na wegetarianizm były takie same. Po prostu, zauważyłem, że zmiana diety na bezmięsną doskonale je uzupełnia. Przez pierwsze kilka lat byłem zafascynowany teorią praw zwierząt i etologią. Pochłaniałem dziesiątki książek na ten temat, zacząłem samodzielnie studiować książki z zakresu zoologii i psychologii zwierząt. Swoją pracę magisterską na studiach poświęciłem porównaniu teoretycznych założeń idei praw zwierząt i praw człowieka.

M: Na początku mój wegetarianizm i weganizm był bardzo emocjonalny, nie znałam ekologicznych, ani prozdrowotnych argumentów. Po prostu nie chciałam się przyczyniać do cierpienia. Z czasem jednak, poznając ruch praw zwierząt w Polsce zaczęłam więcej czytać na ten temat i poszerzać swoją wiedzę.

Jaka jest Twoja ulubiona książka/film traktująca o weganizmie?

E: „Najbliżsi krewni” – to nie jest książka o weganizmie. To książka o badaniach nad umysłem i psychologią naczelnych. Ale jak żadna inna książka, zmusza do refleksji nad relacjami człowiek – zwierzę. To jedna z tych książek, która potrafi odmienić życie.

M: Uwielbiam czytać, dużo mam książek, które inspirują do weganizmu albo do innego spojrzenia na zwierzęta. Bardzo bym chciała, by po polsku została wydana książka „The pig who sang to the moon” o życiu zwierząt tzw gospodarskich. Lubię też wspomnianych przez Emila „Najbliższych krewnych” i w tym samym temacie „Szympansy z Azylu Fauna”. Uwielbiam dowiadywać się kolejnych ciekawostek o niesamowitym świecie zwierząt, który jest bliższy naszemu niż nam się często wydaje. Ostatnio przeczytałam wiele na temat inteligencji ptaków (szczególnie polecam „Alex and me” oraz „Gifts of the crow”).

Kto jest Twoim autorytetem?

E: Nie lubię słowa autorytet. Mam osoby, które cenię i które szanuje za to co osiągnęły i za to co sobą reprezentują. I staram się od nich uczyć. Jest ich bardzo dużo, wszystko zależy od tego czy mówimy o weganizmie, prawach zwierząt, capoeirze, treningu siłowym, podróżach, stylu życia itp.

M: Tak, również musiałabym wymienić długą listę osób, a i tak pewnie bym o kimś zapomniała, więc wolę nie wymieniać.

Jakie są Twoje zainteresowania/hobby/pasje poza weganizmem? Jak lubisz spędzać wolny czas?

M: W moim przypadku nawet praca łączy się poniekąd z weganizmem i aktywizmem, więc granice pomiędzy wolnym czasem a aktywizmem się trochę zacierają. Najbardziej lubię chwile, gdy wolny czas łączy się z robieniem czegoś dobrego dla innych, bo nie ma większej satysfakcji, a przy okazji można poznać bardzo inspirujące osoby.

E: Swój wolny czas lubię spędzać planując kolejne projekty, inicjatywy, które zorganizuje lub w które się włączę. Z drugiej strony lubię wolny czas spędzać na dodatkowym treningu. Właściwie wszystko to gdzieś tam się łączy i ciężko mi oddzielić moje hobby od aktywizmu. Niezależnie od tego co robię, to zawsze ma to jakiś związek z pośrednią lub bezpośrednią promocją praw zwierząt. Jedyne co tak naprawdę, w moim życiu nie ma nic wspólnego z weganizmem to czytanie komiksów i rysowanie 🙂

Czym dla Ciebie jest weganizm?

E: Próbą maksymalnego ograniczenia produktów odzwierzęcych w menu. To po prostu dieta. Nie dorabiam do tego żadnego ideologii. Można być weganinem ze względów zdrowotnych i nie zwracać żadnej uwagi na prawa zwierząt.

M: Tak, dla mnie weganizm to po prostu niewykorzystywanie zwierząt w żaden sposób. Staram się być w tym konsekwentna.

Jak oceniasz polskie środowisko wegańskie?

E: Bardzo dojrzało od czasu kiedy zetknąłem się z nim po raz pierwszy. Nowe metody działania, lepsza organizacja, większy zasięg, dobre efekty. Wszystko zmienia się na plus!

Czego Twoim zdaniem w wegańskim świecie jeszcze brakuje? / w polskich realiach?

E: W kontekście jednostek, wielu wegan wciąż ma problemy z dystansem do siebie i swoich idei. Nie potrafi rozmawiać z osobami na diecie tradycyjnej i ma mentalność kaznodziei. No i najgorsza rzecz – część środowiska stara się łączyć weganizm z ortoreksją, teoriami spiskowymi na temat szczepionek i elementami new age.

M: Nie jest to jednak specyfika tylko polskich realiów, więc jest to coś, czego chyba brakuje wszędzie.

Czy polecasz weganizm znajomym i nowopoznanym osobom? Czy przekonałeś/przekonałaś kogoś do przejścia na dietę wegańską i jak tego dokonałeś/-aś?

M: Polecam, choć mój sposób promowania weganizmu mocno się zmienił przez te wszystkie lata. Teraz staram się bardziej dawać przykład i odpowiadać na pytania, pomagam osobom, które piszą, że chciałyby spróbować weganizmu ale nie wiedzą jak. Staram się korzystać z bezcennych rad spisanych przez Nicka Cooney’a w swoich książkach. Każdy aktywista powinien je przeczytać 🙂

E: Tak, pośrednio dzięki mnie, kilka osób przeszło na wegetarianizm lub weganizm albo przynajmniej mocno ograniczyło mięso w diecie. Ja w ogóle nie rozmawiam o weganizmie. Zazwyczaj nowo poznane osoby dowiadują się o mojej diecie dopiero po kilku miesiącach przy okazji jakieś wspólnej imprezy. Zdążyły mnie już poznać i polubić więc nie wypada im krytykować mnie za weganizm 🙂 Jeżeli ktoś jest ciekawy opowiadam mu o diecie roślinnej. Ale sam nigdy nie zaczynam tego tematu.

Czy Twoim zdaniem weganizm jest opłacalny?

E: W sensie czy jest tańszy od diety tradycyjnej? To zależy czy ktoś je niskoprzetworzone rośliny czy codziennie kupuje sobie karton mleka migdałowego. Tak samo to zależy czy ktoś na diecie tradycyjnej je codziennie kawior czy mięso z przeceny.

M: Jest też opłacalny w szerszym kontekście, ekologicznym, ekonomicznym.

W jaki sposób weganizm wpływa na Twoje wyniki (sport) / czyni Ciebie bardziej wiarygodnym?

E: Tak, i tak był mój cel. Oczywiście trenuje dla własnej przyjemności, ale mimo wszystko, najważniejsze jest dla mnie uwiarygodnianie diety roślinnej.

M: Ciężko mi ocenić, bo nic nie ćwiczyłam póki nie zostałam wegetarianką 😉

W jaki najlepszy, Twoim zdaniem, sposób przekonać kogoś do przejścia na weganizm?

E&M: Dać dobry przykład – być weganinem, nie narzekać, nie prawić innym kazań i służyć pomocą.

Weganizm wczoraj i dziś – jakie widzisz różnice?

E: Kiedyś w Warszawie jedyną wegańską knajpą była Vega, dzisiaj tych knajp jest ponad 20. Myślę, że to najlepiej podsumowuje temat 🙂

M: I ilość knajp w Berlinie nie robi już takiego wrażenia jak kilka lat temu.

Jak dla Ciebie wygląda ludzka strona weganizmu?

E: Bycie życzliwym dla innych. Widzieć w każdym potencjalnego, przyszłego obrońcę praw zwierząt 🙂

M: Bo niemal każda osoba jest przeciwna znęcaniu się nad zwierzętami, więc ma już potencjał by pójść o krok dalej.
Zakończenie

Jakie rady dałbyś/dałabyś osobom chcącym przejść na weganizm / początkującym? Których z Twoich błędów mogliby uniknąć?

E: Nie bądźcie dla siebie zbyt surowi. Nie nakładajcie na siebie nierealnych wymagań. Jeżeli macie problem z odstawieniem mięsa, zróbcie eksperyment. Zrezygnujcie z niego na 2-3 tygodnie i zobaczcie co się stanie. Zawsze będziecie mogli do niego wrócić.

M: Ja bym jeszcze dodała, by nie siedzieli za długo na grupach wegańskich na facebooku 😉

Jakie jest Twoje największe marzenie?

E: Wiele osób może źle zinterpretować słowo marzenia. Mam po prostu cele, część już zrealizowałem, część jeszcze czeka na swoją kolej. Ale nie mam jednego, nadrzędnego celu.

M: Ja chciałabym dalej robić swoje, jeszcze bardziej skutecznie. I widzieć kolejne efekty działań tylu wspaniałych aktywistów i grup.

Jakie masz plany na przyszłość?

E: Jest ich dużo, to zależy jakiej dziedziny życia dotyczą 😉

M: Tak, mamy dużo planów zarówno stricte zawodowych, jak i mniej.

Czego oczekujesz od PSW, co jest Twoim zdaniem potrzebne?

E&M: Uczynić weganizm bardziej przyjaznym dla „zwykłego” człowieka.

Dziękujemy za rozmowę!

„Weganogarnia” już 21 maja!

Roślinnie sympatyzująca społeczności!

Zapraszamy na najbliższą edycję „Weganogarni”.

UWAGA! ZMIANA MIEJSCA I GODZINY IMPREZY

– miejsce: kawiarnia Metaforma (ul. Powiśle 11, Kraków)

– data i godziny: 21.05.2016, godz.15

Gośćmi bieżącej edycji będą: Emil i Marta, założyciele „Vegan Workout” oraz sklepu internetowego „Sweet Piggy”.

Weganogarnia - 2016.05.21 plakat

Więcej o wydarzeniu: https://www.facebook.com/events/223494528042256/

Wywiad z gośćmi pojawi się tu już niebawem.

Do zobaczenia!

Chwasty wchodzą na zasłużone podium

Chwast Food to średniej wielkości lokal, godnie dopełniający wciąż rosnące wegańskie centrum stolicy. Dostaniecie tu przede wszystkim wegańskie burgery, ale jest to miejsce wprost idealne dla roślinnych smakoszy

DSC_2531

Restauracja powstała w październiku 2014, pod nazwą „Chwast Food” funkcjonuje od stycznia 2015. Pomimo, że ma już w pobliżu znaną i docenioną wegańską burgerownię, moim skromnym zdaniem pozostawia ją daleko w tyle. Burgery powstają tu z wielką pieczołowitością, przez co cierpliwość popłaca.

Dostaniecie tu dania klasyczne, ale też z dzikich roślin jadalnych. Można spróbować np. zupę z pokrzyw i burgera ze szpinakiem, a także własnej produkcji wino z mniszka lub innych zielenin.

DSC_2532

Mocno recyklingowe urządzenie lokalu zachwyciło mnie bez reszty. Otoczenie jest tu skonstruowane m.in. z: drewnianych blatów, części rowerowych i samochodowych, metalowych koszy, bębnów pralkowych i europalet. Z głośników sączy się niebanalna, alternatywna muzyka, a obsługa jest przyjazna i rzetelna. Nowy klient czuje się tu więc naprawdę swojsko.

Największe jednak wrażenie robią przepyszne potrawy. Istnieje duża ilość kombinacji na burgera (4 rodzaje bułek, 10 rodzajów kotletów i 8 sosów do wyboru). Burgery są pełne świeżych warzyw, bardzo pożywne, zapełniające brzuch na długo. Dostaniecie tu zarówno takie klasyki jak burger z tofu, seitanem czy ciecierzycą, jak i mniej typowe np. z selerem lub szpinakiem.

DSC_2544

Właścicielka lokalu, pani Edyta Skarżyńska, sama wytwarza dużą część dostępnych tu pyszności – zupy dnia (bardzo rzadko się powtarzają), codziennie inne ciasta, domowe soki do napojów (np. z dzikiego bzu lub czeremchy), sosy do burgerów (prawie wszystkie) są produkcji własnej.

DSC_2545

Poza zupami i burgerami dostaniecie tu też pieczone ziemniaki, a wybór napojów jest imponujący. Amatorzy schłodzonego, rzemieślniczego piwa i „dzikiego” wina też się nie zawiodą.

Za każdym pobytem próbuję tu czegoś innego, z niezmiennie zachwyconym odbiorem. Pierwszym moim tutejszym posiłkiem był burger buraczany na bułce królewskiej (z ziarnami) i sosem chrzanowym, widoczny na zdjęciu. Napojowym smakoszom szczególnie polecam niegazowany napój na bazie pigwy, chmielu, szafranu i róży.

Dla bezglutenowców jest burger na bułce kukurydziano-ryżowej, praktycznie codziennie dostępne są też bezglutenowe ciasta.

DSC_2537

Kolejnym z wielu atutów tego miejsca są niewysokie ceny: zupa dnia kosztuje 9zł, pieczone ziemniaki 7zł, burgery są po 14-18zł. Możliwa jest też rezerwacja stolików i płatna dostawa do domu.

Chwast Food” to zdecydowanie obowiązkowy punkt żywieniowy na warszawskiej mapie, tu po prostu trzeba przyjść! Subiektywnie patrząc, mój ulubiony wegański lokal!

Chwast Food

Ul. Waryńskiego 9, Warszawa

Pn.-Nd. 11.00-23.00

Opracowanie to jest aktualizacją artykułu, który ukazał się w magazynie Vege nr 06/2015.

Autorem artykułu i zdjęć jest Jacek Balázs: Zadeklarowany roślinożerca, miłośnik Tatr i wszelkiego życia. Psycholog, szczególnie zainteresowany tematyką uzależnień.

relacja z Weganogarni w Krakowie (Cudowne Lata) 2016.04.23 – tekst i film

23 kwietnia w kawiarni Cudowne Lata odbyła się Weganogarnia. Pomimo zmiany miejsca na nasze spotkanie tłumnie przyszli krakowscy weganie, przynosząc ze sobą pyszne potrawy. Wśród najciekawszych dań znalazły się roślinne lody, bananowy chlebek, ciasteczka z masłem orzechowym, paprykarz szczeciński, gulasz warzywny czy ciasta marchewkowe. Próbowanie dań połączone z integracją pozwoliło wymienić poglądy i lepiej poznać się uczestnikom.

Następnie goście Weganogarnii mieli okazję posłuchać rozmowy z Cezarym Wyszyńskim – prezesem polskiego oddziału Fundacji Międzynarodowy Ruch Na Rzecz Zwierząt – Viva.

Podczas ponad godzinnej rozmowy Cezary opowiedział o wyzwaniach jakie go spotykają w codziennej pracy w Fundacji oraz przytoczył historię przejęcia schroniska w Korabiewicach. Nasz gość opisał też, jak wygląda współpraca z politykami i walka o zmianę w przepisach prawnych związanych z dobrobytem zwierząt. Wspomniał również o filmie Jutro będzie futro wyprodukowanym przez fundację Viva, dotyczącego problemów związanych z hodowlą zwierząt futerkowych.

Za pracę Cezarego i Fundacji Viva mocno trzymamy kciuki!

Mamy nadzieję, że w przyszłym miesiącu – na kolejnej Weganogarnii spotkamy się w jeszcze większym gronie!

Autorką tekstu jest Joanna Bereza

Link do fotorelacji (filmu) autorstwa Jacka Balázs: https://youtu.be/zKXAHTeGhy8

Po krakowskiej premierze filmu „Jutro będzie futro”

Problem zwierząt wciąż hodowanych na futra znam nie od dziś, trafiłem na okazję uczestniczenia w krakowskiej premierze pierwszego polskiego pełnometrażowego filmu na ten temat. „Jutro będzie futro” to film wyprodukowany przez Fundację Międzynarodowy Ruch Na Rzecz Zwierząt – Viva!.

Jutro będzie futro - pokaz w Krakowie

W filmie wykorzystano wypowiedzi wielu aktywistów i osób zwierzętom przychylnym, nie uniknięto też spojrzenia z drugiej strony. W filmie wykorzystano absurdalną wypowiedź Tomasza Jacykowa (że lisy w fermach mają godne warunki życia). Inni za to edukują o potrzebach i okropnych, wręcz piekielnych warunkach życia m.in. lisów, norek i jenotów.

Zobaczycie tu zestawienie beztroskich, radosnych scen nagranych zwierzętom żyjącym na wolności, z żałosnymi warunkami życia tej nieszczęsnej większości, która w swym krótkim życiu doświadcza jedynie cierpienia, przemocy i strachu.

Dziennikarz Adam Wajrak porównuje poczucie sumienia parlamentarzystów z lat 90tych XX wieku z dzisiejszym, na niekorzyść dzisiejszych czasów. Przemysł futrzarski działa na potrzebę wąskiego fragmentu społeczeństwa, większość Polaków nie jest zainteresowana noszeniem futer.

W filmie ukazano również protest mieszkańców wsi Żurawina, który spowodował wycofanie się inwestora z wybudowania tam fermy. Im większy sprzeciw społeczeństwa i nagłośnienie tematu w mediach, tym mniejsza szansa na powstawanie kolejnych ferm.

Film dotyka wielu kontekstów i perspektyw widzenia problemu, dlatego każdy element został przedstawiony w miarę pobieżnie, ale przekaz filmu jest wyrazisty – przemysł futrzarski, z racjonalnego punktu widzenia, nie powinien istnieć. Poruszono tu nieskuteczność kontrolowania warunków na fermach oraz zgubny wpływ haniebnego przemysłu na środowisko.

Film poruszający, dający do myślenia, zdecydowanie warty obejrzenia. Około września 2016 roku powinna powstać wersja edukacyjna tego filmu, na potrzeby pokazów w szkołach, już można zgłaszać do Martyny Wojciechowskiej (martyna@viva.org.pl) chęć zorganizowania takiego pokazu w swojej placówce edukacyjnej.

Polska jest drugim w Europie producentem futer, prawie 8 milionów zwierząt rocznie traci tu życie dla kaprysu bezmyślnych bogaczy. Czy noszenie na sobie fragmentów schorowanych, połamanych i wybiedzonych zwierząt można w XXI wieku nazywać prestiżowym? Szczerze wątpię. W krajach takich jak Wielka Brytania, Austria, Chorwacja i Szwajcaria produkcja futer odeszła do lamusa (a niedługo w Holandii), pomóżmy i Polsce dołączyć do tej etycznie nieobojętnej grupy!

Informacje o filmie oraz o nadchodzących pokazach znajdziecie tu: https://www.facebook.com/vivajutrobedziefutro

Zainteresowanym tematem polecam stronę http://antyfutro.pl

Po filmie odbyła się dyskusja z Martyną Wojciechowską.

DSC_9505m

Autorem wpisu (i zdjęcia) jest Jacek Balázs: zadeklarowany roślinożerca, miłośnik Tatr i wszelkiego życia. Psycholog, szczególnie zainteresowany tematyką uzależnień.

 

Relacja z koncertu wegańskiej artystki Natalii „Natu” Przybysz

Jedna z sióstr Przybysz, które w przeszłości tworzyły zespół Sistars. Od pewnego czasu Natalia prowadzi solową karierę. Przeszła na wegetarianizm, później na weganizm, od lat wspiera swoim wizerunkiem akcje Fundacji Viva!. Osobiście poznałem tę przesympatyczną artystkę na 1. Biegu Wegańskim. Koncert, który miał miejsce 11 marca 2016 w krakowskim klubie Studio, pozostanie w mej pamięci.

 

DSC_8874m

Na łamach Vege (nr 5/2015) ukazała się recenzja albumu pt. „Prąd”. Na długiej setliście koncertowej zagrano całe, nagrodzone Fryderykiem wydawnictwo. Zarówno parter, jak i balkon klubu przepełnione były radosnym oczekiwaniem tłumów, które zebrały się na to wyjątkowe wydarzenie.

DSC_8875m

Gdy na scenie pojawiła się Natalia, na widowni zawrzało, sala przepełniła się radosnymi okrzykami i głośnymi oklaskami. Początkowy mrok w sali koncertowej rozświetliło tylko światło żarówek zainstalowanych na scenie. Koncert rozpoczął tytułowy „Prąd”, od początku widownia z entuzjazmem śpiewała dobrze znane teksty, na co artystka reagowała z entuzjazmem. Singlowy „Miód” rozkręcił widownię jeszcze bardziej, na szczęście widownia nie zagłuszała niosącego się po klubie, silnego głosu Natalii. Koncert był muzycznie zróżnicowany – nie zabrakło bluesowych zagrywek, rockowych solówek, czy lirycznych ballad.

DSC_8910m

Kilka słów należy się utworom, które w wersji koncertowej poruszyły mnie szczególnie. „Kwiaty ojczyste” Niemena kipiały emocjami. Dzięki „Do kogo idziesz?” Nalepy wykonanemu przez Natalię wraz z zespołem w ujmująco dawnym stylu, mogłem sobie wyobrazić, jak to było słyszeć Mirę Kubasińską w czasie rozwijania się rocka.

DSC_8924m

Ukoronowaniem koncertu dla mnie było nieśpiesznie zagrane „Przeze mnie”. Natalia wzruszała do łez, a nieczęsto zdarza mi się wycierać z nich policzki. W czasie zwrotek publiczność uważnie słuchała mocno krytycznego wobec nas samych tekstu. W długim, dołożonym na potrzeby koncertu fragmencie, Natalia wciągnęła nas w zaśpiewowy dialog, wyszło zaskakująco pięknie. Byłem już na wielu koncertach, wykonanie tego utworu pozostanie w mej pamięci jako jedno z najintensywniejszych. Chciałbym zatrzymać czas, te 11 minut minęło jak kilka sekund. Z niemym zachwytem zbierałem siły na szarą codzienność.

DSC_8934m

Po zejściu zespołu ze sceny, publiczność żywiołową owacją wywołała długi bis. Perełką było wykonanie klasyka niedawno zmarłego Davida Bowie. Oprawa świetlna i nagłośnienie koncertu były technicznie zachwycające.

DSC_8950m

Fotografia koncertowa nie należy do najłatwiejszych, nie lada gratką było dla mnie uczestniczenie na koncercie jednej z mych ulubionych artystek z aparatem.

DSC_8974m

Natalia Przybysz jest chlubną przedstawicielką polskich artystów wegańskich. Gwarantuję, że na koncercie tej artystki zaznacie wielu przeżyć, w tym wyciszenia, ale i wyładowania emocji. Na trasę marsz! Czapki z głów. Nie da się tego opisać, to po prostu trzeba przeżyć.

DSC_8994m

Autorem tekstu i zdjęć jest Jacek Balázs: Zadeklarowany roślinożerca, miłośnik Tatr i wszelkiego życia. Psycholog, szczególnie zainteresowany tematyką uzależnień.